Zastrzeżenia wobec wiceministry zdrowia Katarzyny Kęckiej, o których mówi Naczelna Rada Lekarska (NRL), dotyczą przede wszystkim stylu prowadzenia dialogu z samorządem lekarskim i działań, które, jak twierdzi Rada, stoją w sprzeczności z obowiązującym prawem.
Przypomnijmy, Katarzyna Kęcka pełni funkcję podsekretarza stanu w Ministerstwie Zdrowia i odpowiada za obszar związany z zawodami medycznymi oraz dialog ze środowiskiem ochrony zdrowia. W resorcie koordynuje i nadzoruje pracę czterech kluczowych departamentów: Departamentu Dialogu Społecznego, Departamentu Rozwoju Kadr Medycznych, Departamentu Równości w Zdrowiu oraz Departamentu Zdrowia Publicznego.
- Nie zgadzamy się na metody stosowane przez panią wiceminister Katarzynę Kęcką. Nie zgadzamy się na pisma, w których Pani minister zachęca nas wprost do łamania obowiązujących przepisów prawa. Nie zgadzamy się na rozmowę w sposób, który rozmowy nie dopuszcza. Minister do spraw dialogu powinien prowadzić dialog. Dzisiaj ten dialog jest absolutnie niemożliwy, a kolejne podejmowane przez nas próby spalają na panewce - mówi w rozmowie z tvn24.pl Łukasz Jankowski, Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. - W związku z tym prosimy Pana premiera o rozważenie interwencji w tej sprawie i zmianę na stanowisku. Potrzebujemy dzisiaj dialogu z resortem, a nie pouczania, obrażania i atmosfery, w której nie da się po prostu rozmawiać - dodaje.
Spór o lekarzy z Ukrainy
Pisaliśmy w tvn24.pl, że sejm przyjął w sierpniu 2025 roku nowelizację ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa. W konsekwencji funkcjonowanie trybu uproszczonego ma zostać wydłużone do 4 czerwca 2026 roku. Samorząd lekarski wyrażał oburzenie i apelował o likwidację takiej możliwości. "Rządzący biorą pełną odpowiedzialność za zdrowie i życie pacjentów, którzy trafią pod opiekę (…) osoby często o niższych kwalifikacjach i braku wystarczającej znajomości języka polskiego", alarmowała Naczelna Izba Lekarska.
Możliwość uzyskania uprawnień zawodowych w uproszczony sposób pojawiła się po raz pierwszy w listopadzie 2020 roku. Zgodnie z nią, zgodę na wykonywanie zawodu lekarza lub lekarza dentysty może wydać minister zdrowia - na określony zakres czynności zawodowych oraz czas i miejsce zatrudnienia. W grudniu 2020 r. dodano do ustawy drugi tryb uproszczony, polegający na tym, że w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii Minister Zdrowia może warunkowo udzielić zgody na wykonywanie zawodu lekarza osobie, która przedstawi dyplom lekarza uzyskany poza obszarem Unii Europejskiej. Powodem wprowadzenia takich trybów była pierwotnie pandemia COVID-19, a później utrzymane one zostały w związku z agresją Rosji na Ukrainę.
- 1 maja weszła w życie ustawa, która nakazuje lekarzom z Ukrainy złożyć do nas zaświadczenie o zdaniu egzaminu z polskiego na poziomie B1. Tymczasem otrzymaliśmy pismo od Pani minister Kęckiej, która mówi, że co prawda 1 maja weszła w życie ustawa, ale powinniśmy wstrzymać się z wygaszaniem uprawnień tych lekarzy, którzy nie mówią po polsku, bo prawdopodobnie przejdzie nowa ustawa, do której będzie złożona w przyszłości poprawka. To nie jest poważne. To sposób traktowania partnerów społecznych i przepisów prawa na zasadzie życzeniowości przez wysokiego przedstawiciela Ministerstwa Zdrowia. Traktowanie nas jak osoby, które powinny wykonywać polecenia wydawane z góry, z poziomu resortu. Tak nie wygląda dialog i współpraca - wyjaśnia Jankowski.
Dlaczego lekarze uważają przepis za groźny? Już we wcześniejszych stanowiskach podkreślali, że uproszczone zasady dostępu nie zapewniają rzetelnej weryfikacji kwalifikacji osób, które ubiegają się w Polsce o uprawnienia zawodowe. Nie dają także możliwości sprawowania właściwego nadzoru nad osobami dopuszczonymi w tym trybie do wykonywania zawodu. W rezultacie możliwość leczenia pacjentów otrzymują osoby, których kwalifikacje medyczne (dyplom lekarski oraz program nauczania poprzedzający uzyskanie dyplomu) nie podlegają rzetelnej weryfikacji pod kątem spełniania minimalnych wymogów kształcenia określonych w przepisach Unii Europejskiej. Do tego - w przypadku warunkowego prawa wykonywania zawodu - nie jest nawet wymagane zalegalizowanie dyplomu lub jego duplikatu przez konsula Rzeczypospolitej Polskiej.
"Samo zaistnienie i utrzymywanie innych niż właściwe prawo wykonywania zawodu lekarza uprawnień do wykonywania zawodów lekarza i lekarza dentysty traktujemy jako skandaliczne. Jednocześnie rządzący, utrzymując tzw. tryby uproszczone biorą pełną odpowiedzialność za zdrowie i życie pacjentów, którzy trafią pod opiekę lekarza wykonującego świadczenia zdrowotne na podstawie decyzji Ministra Zdrowia, osoby, często o niższych kwalifikacjach i braku wystarczającej znajomości języka polskiego" - pisali wówczas lekarze.
Napięcia wokół limitów i diagnostyki
W tle sporu pojawiają się także inne kwestie, w tym decyzje Ministerstwa Zdrowia o zmniejszenie stawek za świadczenia zdrowotne wykonane przez placówki medyczne (głównie szpitale) ponad limit określony w kontrakcie z NFZ. Chodzi m.in. o gastroskopie i kolonoskopie. Przypomnijmy, że za nadwykonania Fundusz chce płacić tylko 60 procent i to po całym roku. Szpitale twierdzą, że to poniżej kosztów, więc nie będą wykonywać więcej, niż wskazuje kontrakt, a na całym sporze mają stracić pacjenci - zapłacą zdrowiem, czekając w coraz dłuższych kolejkach.
- Wielu właścicieli poradni, które wykonują gastroskopie i kolonoskopie głównie na NFZ, mówi mi, że muszą przesuwać zabiegi. Przykładowo ich termin na CITO jest w maju przyszłego roku. Mamy informacje i od lekarzy, i od pacjentów, że zabiegi są przesuwane. Słyszymy narrację Ministerstwa Zdrowia, że dzieje się to dla dobra pacjentów. Trudno jest nam w to uwierzyć, to tym bardziej kamyczek do ogródka o dialogu - alarmuje Jankowski.
- Trudno prowadzić dialog z resortem, który wprost dla politycznych korzyści zakłamuje rzeczywistość. Badania obrazowe, badania diagnostyczne, gastroskopia, kolonoskopia są konieczne dla postawienia rozpoznania i dla wykluczenia wielu schorzeń. To nie jest tak, że ministerstwo z poziomu centrali może nagle ograniczyć lekarzom możliwość diagnozowania czy leczenia chorych. My się na to po prostu zgodzimy. Wyrażamy głęboki sprzeciw wobec tych limitów - komentuje Jankowski.
Czy planowane są limity na inne świadczenia w AOS, na przykład leczenie zaćmy. Resort zapowiada podobne posunięcie w przypadku specjalistycznych badań diagnostycznych finansowanych przez NFZ w ramach ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (AOS), ale zarządzeń w tej sprawie jeszcze nie wydano. - Nie ma rozmowy na ten temat. Mamy czekać. Słyszymy o planach zamykania oddziałów i planach kolejnych limitów, tak naprawdę odwrócenia tego, co udało się zrobić w systemie ochrony zdrowia. Nie zgadzamy się na psucie systemu w imię oszczędności. Dużo słyszymy o planach, ale brakuje konkretów i na papierze nie dostaliśmy nic. O ile łóżka poczekają w szpitalach, o tyle pacjenci nie mogą czekać. To niepoważne traktowanie i wydaje się, że ministerstwo nie ma planu. Stara się gasić pożary i limitować tam, gdzie tylko może. Tak nie powinien działać system ochrony zdrowia - wyjaśnia Jankowski.
Wniosek do KPRM
W efekcie środowisko lekarskie zapowiedziało złożenie w piątek oficjalnego wniosku do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów o odwołanie wiceministry Katarzyny Kęckiej. - Minister do dialogu powinna ten dialog prowadzić, a nie blokować. W tej chwili współpraca jest niemożliwa - podsumowuje Łukasz Jankowski.
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: PAP