Dwa Black Hawki pomagają przy pożarze, trzy stoją w hangarze. Dlaczego?

Międzyleś pożar lasu w powiecie wołomińskim
Policyjny Black Hawk uczestniczy w akcji gaśniczej
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Albert Zawada/PAP
W gaszeniu pożaru lasu pod Warszawą uczestniczą tylko dwa policyjne śmigłowce Black Hawk. Trzy pozostałe stoją w hangarze, bo - jak ustalili reporterzy TVN24 - nie ma kto usiąść za ich sterami. - Obecna władza obiecała, że posprząta bałagan pozostawiony przez poprzedników, ale tego nie zrobiła - podkreśla Piotr Świerczek, reporter "Czarno na Białym".

Policja w materiałach prasowych lubi chwalić się, że w hangarze do dyspozycji ma pięć nowoczesnych śmigłowców typu S70i Black Hawk.

Każda z wartych miliony amerykańskich maszyn może być niezwykle cenna w sytuacjach kryzysowych. Załoga śmigłowca ma do dyspozycji systemy, które umożliwiają wykonywanie lotów w niemal każdych warunkach pogodowych. Jak znalazł do trwającej właśnie akcji gaśniczej.

Problem w tym, że - jak bił na alarm w ubiegłym roku nasz dziennikarz Artur Molęda - nie ma obecnie żadnych szans, żeby skorzystać jednocześnie z potencjału drzemiącego we wszystkich należących do policji śmigłowcach. Dzieje się tak z prostego powodu - w policyjnym lotnictwie mamy więcej Black Hawków niż osób uprawnionych do ich pilotowania.

- Pilotów mamy łącznie czterech. Każdy z Blacków wymaga do pilotowania dwóch pilotów. Wniosek jest prosty - przy założeniu, że nikt akurat nie ma urlopu i nie jest na L4, w powietrzu mogą być maksymalnie dwie maszyny. Trzy pozostałe w tym czasie muszą kurzyć się w hangarze - dodaje dziś Molęda.

Bezradność policji w używaniu Black Hawków - jak się dowiedzieliśmy - budzi duże zdenerwowanie wśród strażaków. A to dlatego, że dwa najnowsze śmigłowce zostały zakupione dzięki wsparciu finansowemu z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Umowa została podpisana jeszcze przez poprzednią władzę w 2022 roku, od tamtej pory na te maszyny mówiło się, że są policyjno-strażackie. Nasi informatorzy w straży twierdzą, że początkowe założenia były takie, że Black Hawki będą do dyspozycji przez całą dobę.

Policyjny Black Hawk włączył się do akcji gaszenia pożaru
Źródło: Policja

Rozbieżność interesów

Na pięć policyjnych maszyn podatnicy musieli wydać około pół miliarda złotych. Najnowszy śmigłowiec - ten, który jest maszyną "policyjno-strażacką", jest z 2024 roku.

Jak to możliwe, że policja nie jest w stanie wykorzystywać ich potencjału? Odpowiedź na te trudne pytania zna Piotr Świerczek i Robert Zieliński, reporterzy TVN24, którzy już w 2023 roku w reportażu "Niebieskie Ptaki" w magazynie "Czarno na Białym" opowiadali o nieprawidłowościach w Wydziale Lotnictwa Policji.

OGLĄDAJ: Niebieskie ptaki
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji

- Mówiąc w skrócie - poprzednia władza zostawiła gigantyczny bałagan. Chwała im za to, że kupili nowoczesne śmigłowce Bell i Black Hawk, ale kompletnie nie interesowało ich, czy będzie miał kto tym sprzętem latać. Po wyborach w październiku 2023 roku nowa władza obiecała, że będzie walczyć z patologiami systemu. Niestety, na obietnicach się skończyło - podkreśla Piotr Świerczek.

W uzdrawianiu sytuacji nie pomagał fakt, że brak rąk do pilotowania śmigłowców był - dla bardzo wąskiej grupy zawodowej - świetnym interesem.

- Pilotom nie zależało na tym, żeby więcej osób miało uprawnienia, bo dostawali dodatki do pensji za nadprogramowo wylatane godziny. Z moich ustaleń wynika, że mieli za to około dwa tysiące złotych więcej do miesięcznej pensji. Piloci po prostu karmili się na dodatkach wymuszonych przez braki kadrowe - opowiada Świerczek.

Klatka kluczowa-411025
Black Hawk podczas akcji gaśniczej. Nagrania z wnętrza śmigłowca
Źródło: Polska Policja

Łatanie dziur w systemie

Świerczek już trzy lata temu w "Niebieskich Ptakach" alarmował z Robertem Zielińskim, że w Polsce jest tylko dwóch instruktorów szkolących na Black Hawkach. Jednym z nich jest naczelnik Zarządu Lotnictwa Policji Robert Sitek. Drugim był - bo już w policji go nie ma - młodszy inspektor Marcin Gwizdowski. O nim głośno było w sierpniu 2023 roku, kiedy pilotowany przez niego Black Hawk wleciał w linię wysokiego napięcia podczas pikniku.

- Po opuszczeniu przez Marcina Gwizdowskiego szeregów policji w kraju mamy jednego szkolącego, który jest jednocześnie naczelnikiem i czynnym pilotem - zaznacza Świerczek.

Jakby tego było mało, piloci Black Hawków są też jednocześnie pilotami mniejszych śmigłowców, Bell (policja ma siedem maszyn Bell-407GXi i dwa Bell-206). Co oznacza, że decyzja o użyciu Black Hawka jest jednocześnie decyzją o uziemieniu przynajmniej jednego śmigłowca Bell.

- Znamienne jest to, że obecny rząd doskonale zdawał sobie sprawę z bałaganu, który pozostawili poprzednicy. Kiedy w 2023 roku dopytywaliśmy o to polityków, słyszeliśmy zapewnienia, że policyjnych lotników czeka gruntowna reforma. Zamiast rewolucji i walki z patologiami systemu oglądamy dziś gorączkowe łatanie dziur - dodaje reporter "Czarno na Białym".

Początkowo wydawało się, że politycy zapowiadający zmiany nie rzucają słów na wiatr. Po zmianie władzy szef resortu spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński zlecił audyt. Na jego podstawie - jak relacjonuje Piotr Świerczek - pojawił się pomysł, żeby policyjne śmigłowce zorganizować w podobny sposób, jak zorganizowany został system Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, które dziś ma nie tylko wiele baz w całej Polsce, ale też nie ma problemów z obsadą maszyn.

Kierwiński: w poniedziałek wyniki kontroli w sprawie Black Hawka
Źródło: TVN24

Kiedy jednak okazało się, że uzdrawianie systemu będzie kosztowne i czasochłonne, zdecydowano się na środki pośrednie, które Świerczek nazywa "łataniem dziur". Na czym mają polegać?

O tym rozmawiamy z Robertem Zielińskim. Dziennikarz przekazuje, że w Sejmie trwają prace nad zmianą ustawy, która pozwoli, aby w policji i lotnictwie policyjnym ci, którzy będą latać, nie musieli być policjantami.

- Obecnie piloci Black Hawków muszą być policjantami, co wydłuża proces szkolenia. Po zmianie przepisów, do pilotowania maszynami dopuszczony zostanie piąty pilot - zaznacza.

Śmigłowiec Black Hawk w akcji
Źródło: TVN24

Bez motywacji

W kwietniu zeszłego roku Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport o wykonywaniu zadań przez Lotnictwo Policji. Kontrolerzy zwrócili w nim uwagę, że policja jest w bardzo trudnej sytuacji jeżeli chodzi o pozyskiwanie nowych pilotów. A to dlatego, że na rynku cywilnym piloci mogą liczyć na dużo wyższe wynagrodzenia:

"Dotychczasowe działania związane z podwyższaniem wynagrodzeń w lotnictwie policyjnym poprzez wzrost wysokości przyznawanych dodatków mogą okazać się działaniem niewystarczającym" - podkreślono w raporcie.

Izba zwróciła też uwagę, że potencjalnych chętnych na to, żeby zasiadać za sterami policyjnych maszyn - w tym Black Hawków - może odstraszać bardzo wysoki wymagany nalot - nie mniejszy, niż 200 godzin oraz posiadanie uprawnień do wykonywania lotów w dzień i w nocy.

Jak zatem uzdrowić policyjny system? O tym rozmawiamy z profesorem Robertem Gałązkowskim, który jest jednym z ojców polskiego systemu Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Nasz rozmówca przez 16 lat - od 2008 roku - był szefem LPR.

- Odciąłem się od systemowych problemów, które można zobaczyć w naszym kraju. Muszę jednak przyznać, że zawsze zaskakiwał mnie problem z promocją nowych kapitanów na typy śmigłowców, o które wzbogacała się policja - zaznacza rozmówca tvn24.pl.

- Z naszych ustaleń wynika, że to się po prostu opłacało tym, którzy mieli już uprawnienia - zaznaczamy.

- Do tego nie chcę się odnosić. Kluczowe jest jednak to, że do stworzenia szczelnego sytemu potrzebne są trzy filary. Pierwszym jest koncepcja, czyli pomysł, jak służba ma docelowo działać. Drugim są pieniądze. Trzecim są ludzie, którzy będą zmieniali procedury na takie, które umożliwiają rozwój - zaznacza prof. Gałązkowski.

Podkreśla, że procedowana w Sejmie zmiana przepisów, które pozwolą na pilotowanie policyjnych maszyn bez wstępowania do służby, jest krokiem w dobrą stronę.

- System musi być jak najbardziej otwarty. Trzeba zlikwidować bariery dla dobra systemu. Ja też to robiłem, żeby ratować system ratowania ludzi - mówi rozmówca tvn24.pl.

Profesor Robert Gałązkowski zaznacza przy tym, że udrożnienie wąskich gardeł, które sprawiają, że maszyny warte miliony kurzą się w hangarze, potrwa "co najmniej dwa, trzy lata".

W rozmowie z nami nie chciał odpowiedzieć na pytanie, czy - jego zdaniem - sprzątanie systemu już się rozpoczęło. Przecząco odpowiedział na pytanie, czy zaproponowano mu pomoc w reorganizacji pracy policyjnych śmigłowców. Podkreślił jednak, że jeśli chodzi o projekt reorganizacji, to: - Musi być jasno określony cel, koncepcja i model docelowy, które zostaną zaakceptowane przez ministra spraw wewnętrznych i administracji i będą konsekwentnie realizowane.

- Minister też musi zaufać i bezgranicznie wspierać człowieka, który podejmie się tego wyzwania - podkreśla prof. Gałązkowski. I dodaje, że tego typu projekty muszą być wyłączone z bieżącej politycznej walki.

Początkowo w akcji związanej z gaszeniem pożaru lasu pod Warszawą uczestniczył tylko jeden śmigłowiec Black Hawk. Już po publikacji tego tekstu, w piątek krótko po godz. 18, Artur Molęda dostał informację, że nad obszarem pożaru latają dwa Black Hawki.

Redagowała Aleksandra Przybylska

Źródło: TVN24+
Czytaj także: