Posłowie o "poślubieniu psa". "Skandaliczne"

Posłowie w Sejmie
Posłowie w Sejmie
Źródło zdj. gł.: PAP
W trakcie sejmowej debaty nad ustawą o statusie osoby najbliższej emocje wywołały słowa posła PiS-u Piotra Kalety, który jako argument przeciw temu projektowi przedstawił hipotetyczną sytuację, w której człowiek chciałby poślubić psa. Podobna wypowiedź padła z ust posła Włodzimierza Skalika. Aktywiści, z którymi rozmawiamy, oceniają, że to słowa obrażające i "skandaliczne". Jednocześnie - jak dodają - to "fragment znacznie szerszego problemu".

W piątek Sejm uchwalił ustawę dotyczącą statusu osoby najbliższej w związku i umowy o wspólnym pożyciu. Rządowa propozycja przeszła przez izbę niższą parlamentu jako pierwsza w historii regulacja pozwalająca na formalizację związków jednopłciowych w Polsce, ale dotyczy także par heteroseksualnych.

Za uchwaleniem ustawy głosowało 230 posłów, natomiast 198 było przeciw - wszyscy obecni na sali posłowie PiS i obu Konfederacji, czterech posłów PSL, a także posłowie niezrzeszeni - Marek Jakubiak i Janusz Kowalski.

Prezydent Karol Nawrocki już zapowiedział, że nie podpisze żadnego prawa, które będzie stanowiło alternatywę dla małżeństwa, stwierdzając, że "jest strażnikiem konstytucji", a w "konstytucji jest wprost napisane, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny".

Poseł Kaleta: może niedługo ktoś będzie chciał poślubić psa

Najbardziej burzliwa dyskusja na ten temat odbyła się w środę. Głos w debacie zabrało łącznie kilkudziesięcioro posłów.

Szerokim echem odbiła się wypowiedź między innymi posła PiS Piotra Kalety. Przedstawiał wówczas argumenty za tym, żeby - jak stwierdził - "wyrzucić tę ustawę w powietrze".

- Ostatnio widziałem w gazecie czy gdzieś w internecie, że jedna z celebrytek wzięła ślub sama ze sobą. Czytałem, że trzech mężczyzn w Ameryce Południowej wzięło ślub sami ze sobą. Trzeba zatrzymać to szaleństwo, póki jeszcze można - mówił poseł.

- A co wam może przyjść do głowy? A może się okazać, że za chwilę ktoś na przykład będzie chciał legalizować (to) że ktoś będzie chciał poślubić psa. Przecież nie tak dawno mieliśmy, proszę państwa, taką sytuację, że chcieliście wprowadzić, żeby nadać prawa obywatelskie rzece Odrze [osobowość prawną - red.]. No ludzie, wy się zastanówcie - zwrócił się do przedstawicieli obozu rządowego.

- Wyobraźcie sobie, że ten, który tutaj siedzi z brodą, będzie chciał poślubić Odrę. Albo Odra będzie chciała poślubić Wołgę. Ludzie, przecież my zaczęliśmy o takich bzdurach rozmawiać w Sejmie dzięki wam. To trzeba wysadzić w powietrze, bo to jest niemądre, to jest nielogiczne. Wy jesteście niebezpieczni. I cytując waszego klasyka: dotarło, zakute łby? - mówił dalej poseł, nawiązując do jednej z wypowiedzi premiera Donalda Tuska.

Klatka kluczowa-464919
Piotr Kaleta (PiS): trzeba zatrzymać to szaleństwo, póki jeszcze można
Źródło: TVN24

Kaleta: żeby uwypuklić pewien problem, to czasami się go przerysowuje

Parlamentarzystę pytamy czy powtórzyłby swoje słowa jeszcze raz.

- Żeby uwypuklić pewien problem, to czasami się go przerysowuję - mówi poseł Kaleta w rozmowie z TVN24+.

Powtarza swoje argumenty o "jednej z celebrytek, która wzięła ślub sama ze sobą" i o pomyśle "nadania praw obywatelskich rzece Odrze". - No to co to oznacza? Że jesteśmy w pewnym obszarze absurdu i różne rzeczy mogą przyjść do głowy - mówi dalej.

-  Po prostu boję się, czy za jakiś czas komuś do głowy nie wpadną jeszcze jakieś inne szaleństwa. Dlatego na tym etapie trzeba nie doprowadzić do sytuacji, które mogą mieć później opłakany skutek - twierdzi przedstawiciel PiS-u.

Kolejny poseł o związkach "na przykład z psami"

Ale to nie była jedyna wypowiedź w tej debacie, gdzie odnoszono się do rzekomych związków z psami. Kiedy głos zabierała sekretarz stanu w kancelarii premiera Katarzyna Kotula z Lewicy, jedna z głównych autorek ustawy, mówiła, że "w Polsce od lat istnieją związki, których państwo prawnie nie widzi, choć są one w pełni realne".

- Na przykład z psami - dopowiedział poseł Włodzimierz Skalik z koła Konfederacji Korony Polskiej. Upomniała go wtedy prowadząca tę część obrad wicemarszałkini Sejmu Monika Wielichowska.

Także do posła Skalika zwróciliśmy się z pytaniem czy powtórzyłby swoje słowa. Do czasu publikacji nie udało nam się z nim skontaktować.

Włodzimierz Skalik podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Zdjęcie z lutego 2026 roku
Włodzimierz Skalik podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Zdjęcie z lutego 2026 roku
Źródło zdjęcia: Radek Pietruszka/PAP/EPA

Argumenty, które "uderzają w zupełnie najgorsze odczucia społeczne"

O komentarz do tych słów pytamy profesora Jakuba Urbanik z Katedry Prawa Rzymskiego i Antycznego Uniwersytetu Warszawskiego, aktywistę prawnego na rzecz osób LGBT+, związanego ze stowarzyszeniem "Miłość nie wyklucza".

- Najchętniej bym to zignorował. Myślę, że to jest fragment znacznie większego problemu wulgaryzacji debaty publicznej w Polsce, która trwa od 20 lat albo może jeszcze dłużej - mówi.

Dodaje, że tego rodzaju wypowiedzi "mają na celu ośmieszenie, poniżenie i tak naprawdę pokazują brak jakiejkolwiek kultury nawet nie osobistej, tylko politycznej osób, które w ten sposób się wypowiadają". - Tu chodzi w ogóle o brutalizację debaty politycznej, wulgaryzację, sprowadzanie debaty publicznej w Polsce do poziomu rynsztoku. I nie jesteśmy jedyną grupą, która w ten sposób jest atakowana, poniżana i obrażana. To samo dotyczy migrantów, uchodźców z Ukrainy - mówi.

Prof. Jakub Urbanik wskazuje, że w tym przypadku mamy do czynienia z używaniem argumentów, "które uderzają w zupełnie najgorsze odczucia społeczne". - Rolą polityków i polityczek jest pokazywanie dobrego przykładu i kształtowanie wspólnoty. Używanie wulgaryzmów, używanie wypowiedzi poniżających, ośmieszających jest dokładnie czymś przeciwnym - dodaje prawnik.

"Prawica gra na strachu"

Podobnego zdania jest inny aktywista, Dominik Kuc z Fundacji Półtorej Minuty.

Mówi, że tego typu wypowiedzi są "skandaliczne" i "w ogóle nie mają w związku z merytoryczną debatą w tej sprawie". - Wyłącznie obrażają wielu ludzi, którzy żyją w związkach nieformalnych i chcą je zawrzeć. Nie mówię tylko o osobach LGBTQ+, ale także o osobach w związkach heteroseksualnych - dodaje.

Zdaniem aktywisty w tej sytuacji "prawica gra na strachu". - Znowu próbuje grać na takich emocjach, sprowadzając debatę do absurdu, bo zamiast porozmawiać o konkretnych wyzwaniach, posłowie prawicy kręcą się jak pies wokół własnego ogona - komentuje Kuc.

"Mamy powtórkę z dyskusji"

Czy politycznie takie wypowiedzi mogą bardziej szkodzić czy pomagać politykom?

Dr hab. Maria Wincławska, profesor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, ocenia, że to jest "sprowadzanie dyskusji do absurdu, które dla części elektoratu może być atrakcyjne". - Właściwie to nie ma w tym nic nowego. W przeszłości, kiedy dyskutowano o tym, czy nadawać prawa wyborcze kobietom, to porównywano to do nadawania podobnych praw zwierzętom. I też próbowano to przedstawić jako pewien absurd. W tej chwili mamy powtórkę z dyskusji, tylko teraz nie chodzi o prawa kobiet, a o prawa osób homoseksualnych - wskazuje politolożka.

I dodaje, że "dla konserwatywnych polityków to jest kolejne narzędzie do polaryzacji sceny politycznej i do wpływania na swój elektorat".

- Często dyskusja polityczna nie służy temu, żeby była merytoryczna i na argumenty, tylko właśnie po to, żeby ośmieszyć jakieś stanowisko. To jest retoryka, którą obserwujemy od lat, nie tylko w polskiej polityce. Wiadomo, że takie wypowiedzi będą wyłapywane przez media, potem będą komentowane w internecie, a starą zasadą polityczną jest to, że "nieważne jak mówią, ważne, żeby mówili". To jest po prostu pewien show medialny nastawiony na to, żeby o tych politykach było głośno - komentuje Maria Wincławska.

Co przewiduje ustawa

Uchwalona w piątek ustawa zakłada, że dwie osoby pełnoletnie będą mogły zawrzeć umowę u notariusza, która - rejestrowana w Urzędzie Stanu Cywilnego - umożliwi stronom między innymi wybór ustroju majątkowego, ustanowienie obowiązku alimentacyjnego, uzyskanie prawa do korzystania ze wspólnego mieszkania oraz nadanie drugiej osobie uprawnień do dostępu do informacji medycznych i działania jako pełnomocnik w sprawach codziennego życia. Z Narodowego Spisu Powszechnego z 2021 roku wynika, że w ostatniej dekadzie w Polsce ubyło 800 tysięcy rodzin (7,4 procent). Spada liczba małżeństw, ale rośnie liczba związków nieformalnych osób różnej płci: w 2011 roku było ich 316,5 tysiąca, a w 2021 – 552,8 tysiąca.

Redagował Daniel Pawluczuk

Źródło: TVN24+
Czytaj także: