Gdzie się podziało 10 milionów? Ośrodki alarmują w sprawie programu in vitro

shutterstock_2682868341
Bartosz Pietrzycki o programie dofinansowania in vitro
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Program in vitro działa, ale wokół jego finansowania narastają poważne wątpliwości. Ośrodki mówią o błędach w algorytmie, niejasnym podziale pieniędzy i limitach, które mogą zatrzymać leczenie par.
Kluczowe fakty:
  • Dzięki rządowemu programowi in vitro w Polsce rodzi się około 30 dzieci dziennie, ale ośrodki ostrzegają, że leczenie kolejnych par może zostać wstrzymane. Dlaczego?
  • Kliniki zwracają uwagę na poważne błędy w systemie finansowania in vitro. Co na to MZ?
  • Prawie połowa pacjentów musiała zapłacić za badania kwalifikacyjne, mimo że miały być bezpłatne - wynika z raportu Stowarzyszenia "Nasz Bocian".
  • Więcej artykułów o podobnej tematyce znajdziesz w zakładce "Zdrowie" w serwisie tvn24.pl.

Program miał sprawić, że leczenie niepłodności przestanie być w Polsce dostępne tylko dla tych, którzy mogą za nie zapłacić. I działa: według raportu Stowarzyszeń "Nasz Bocian" i CEESTAHC dzięki refundacji in vitro rodzi się obecnie około 30 dzieci dziennie. Marta Górna, prezeska "Naszego Bociana", szacuje, że do tej pory na świat przyszło już około 15 tysięcy dzieci. - To nie jest statystyka, to są konkretne rodziny. Program pokazał, że publiczne finansowanie leczenia niepłodności działa i że jest na nie ogromne zapotrzebowanie społeczne - zaznacza.

Problem zaczyna się przy pieniądzach. Z raportu wynika, że limit finansowania jako kluczową barierę wskazało 73 procent ośrodków biorących udział w badaniu. Część pacjentów opisywała sytuacje, w których leczenie przerywano z powodu braku środków, niekiedy już po rozpoczęciu przyjmowania leków.

Dzieci się rodzą, pieniądze się kończą

Raport "Naszego Bociana" i CEESTAHC objął 767 pacjentów oraz 37 z 58 ośrodków realizujących program. Ponad 90 procent pacjentów pozytywnie oceniło jego założenia. Aż 60 procent uczestników to pary, które wcześniej nie miały ani jednej próby in vitro. - Program skutecznie dotarł więc do nowych pacjentów - mówi Marta Górna.

Ustawowe minimum finansowania programu wynosi 500 milionów złotych rocznie. W ubiegłym i bieżącym roku resort zwiększył pulę do 600 milionów złotych, ale - jak wskazują autorzy raportu - to nadal za mało wobec faktycznego zapotrzebowania. Postulują zwiększenie budżetu o co najmniej 200 milionów złotych rocznie i zmianę zasad podziału środków.

Podobne zastrzeżenia zgłaszają placówki realizujące program. Alarmują, że obecny sposób finansowania odwrócił pierwotne założenie: zamiast pieniędzy idących za pacjentem, pacjenci mają trafiać tam, gdzie wcześniej skierowano środki. Jak informują kliniki Gyncentrum i FertiMedica, z dokumentów pozyskanych w trybie dostępu do informacji publicznej wynika, że algorytm użyty do podziału pieniędzy na 2026 rok miał zawierać poważne błędy. Placówki wskazują m.in. na niejasny mechanizm i dane, które - ich zdaniem - nie mogły być rzetelną podstawą do dzielenia setek milionów złotych.

"Za chwilę wyczerpią się środki"

Przedstawiciele placówek podkreślają, że spór o algorytm nie jest techniczną dyskusją. Ich zdaniem może przesądzić o tym, czy kolejne pary rozpoczną leczenie finansowane ze środków publicznych. - W wielu placówkach za chwilę wyczerpią się środki na ten rok, które zostały przez Ministerstwo rozdzielone w sposób wadliwy, gdyż tak zwany algorytm skuteczności - paradoksalnie niepokazujący skuteczności w procedurach in vitro - ma wyłącznie tworzyć pozory transparentnego i prawidłowego mechanizmu - podkreśla prof. Anna Bednarska-Czerwińska, dyrektor medyczny Gyncentrum.

Jak dodaje, ten sam problem dotyczy także publicznych szpitali. Ma to znaczenie zwłaszcza dla pacjentek z dodatkowymi obciążeniami zdrowotnymi, które ze względów bezpieczeństwa powinny być leczone w ośrodkach z zapleczem szpitalnym.

Pytamy o pieniądze. Odpowiedzi brak

O aktualną sytuację finansową tydzień temu zapytaliśmy Warszawski Szpital Południowy, publiczną placówkę realizującą program. Chcieliśmy ustalić, czy środki przyznane na bieżący rok wystarczają na kwalifikowanie kolejnych par i jak wygląda realizacja programu po pierwszych miesiącach 2026 roku.

W lutym br. w rozmowie z tvn24.pl dr Damian Warzecha, kierownik Warszawskiego Centrum Leczenia Niepłodności oraz Ordynator Oddziału Ginekologiczno-Położniczego Warszawskiego Szpitala Południowego, mówił, że przyznane finansowanie może szybko się wyczerpać. - Finansowanie, które otrzymaliśmy w tym momencie na rok bieżący, jest dosyć niskie i myślę, że wystarczyłoby nam na funkcjonowanie wyłącznie do maja. To oznaczałoby, że od maja nie możemy kwalifikować kolejnych par do programu - szacował.

Z jego ówczesnych wyliczeń wynikało, że tylko w tym ośrodku około 100 par może zostać pozbawionych szansy na leczenie w 2026 roku.

Do czasu publikacji tekstu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Gdzie się podziało 10 milionów złotych?

Placówki zwracają uwagę także na rozliczenie pieniędzy z poprzedniego roku. Na program w 2025 roku przeznaczono 600 milionów złotych, z czego - według danych przywoływanych przez ośrodki - realnie wydano około 594 milionów. Po doliczeniu zwrotów za niezrealizowane świadczenia nierozdysponowana pula miała wynieść około 10 milionów złotych.

Przedstawiciele ośrodków pytają, dlaczego tych pieniędzy nie przeznaczono na sfinansowanie nadwykonań, czyli procedur zrealizowanych ponad przyznany limit. Wskazują też, że po 28 sierpnia ubiegłego roku resort miał odrzucać wnioski o dodatkowe środki, także te określane jako pilne i dotyczące pacjentek onkologicznych, dla których zabezpieczenie płodności przed leczeniem jest szczególnie zależne od czasu.

O finansowanie procedur zabezpieczenia płodności u pacjentów onkologicznych portal Rynek Zdrowia zapytał Magdalenę Kramską z Departamentu Równości w Zdrowiu w Ministerstwie Zdrowia. Jak wyjaśniała, w umowach z realizatorami nie wyodrębniono osobnych środków na takie procedury. - Odpowiedzialnością realizatora jest jednak takie zarządzanie środkami w skali całego roku, by mógł zagwarantować pacjentowi onkologicznemu wykonanie zabezpieczenia płodności poza kolejką - mówiła.

- To nie pula środków jest problemem, tylko nietransparentność, komunikowane po fakcie zasady ich podziału i nieprzewidywalność leczenia finansowanego ze środków publicznych - mówi Małgorzata Federowska, prezes FertiMedica. Jak zaznacza, problemem nie jest sama ocena jakości leczenia, lecz sposób, w jaki wykorzystano ją do podziału pieniędzy.

Kliniki twierdzą też, że nie wiedzą, kto stworzył algorytm podziału pieniędzy i czy uczestniczyli w tym eksperci medyczni z doświadczeniem w leczeniu niepłodności.

"Bezpłatny program" nie zawsze jest bezpłatny

Raport "Naszego Bociana" i CEESTAHC pokazuje też, że choć procedura miała być finansowana publicznie, dla wielu pacjentów leczenie nadal oznacza dodatkowe koszty. Prawie połowa badanych zapłaciła za badania kwalifikacyjne, mimo że zgodnie z regulaminem programu powinny być bezpłatne. U 16 procent pacjentów dodatkowe wydatki - poza lekami i badaniem genetycznym zarodków - przekroczyły 5 tysięcy złotych. Podobna grupa wydała ponad 5 tysięcy złotych na leki stosowane do stymulacji.

- Program in vitro działa i realnie zmienia dostępność leczenia w Polsce. To bezsporne i cieszy nas każdego dnia. Jednocześnie nasze badanie pokazuje, że "bezpłatny program" dla wielu par bezpłatny nie jest - mówi Marta Górna.

Z raportu wynika również, że niemal połowa realizatorów spotkała się ze zmianą interpretacji tych samych przepisów przez Ministerstwo Zdrowia. W praktyce część ośrodków pobiera opłaty za świadczenia objęte refundacją, a inne realizują je bezpłatnie.

Czas ma znaczenie

Placówki apelują, by zmienić mechanizm finansowania przed uruchomieniem kolejnej puli środków. Chcą, aby pieniądze były dzielone według rzeczywistego zapotrzebowania, liczby pacjentów i możliwości ośrodków, a nie na podstawie nieujawnionego wcześniej algorytmu. Domagają się też centralnego rejestru pacjentów i świadczeń, który pokazywałby kolejki, osoby będące już w leczeniu i potrzeby finansowe placówek. Bez tego - wskazują - trudno mówić o systemie, w którym pieniądze rzeczywiście podążają za pacjentem.

Pytania o finansowanie programu, zasady podziału środków i zastrzeżenia zgłaszane przez placówki skierowaliśmy do Ministerstwa Zdrowia. Do czasu publikacji tekstu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Źródło: PAP, tvn24.pl
Czytaj także: