- Najnowsze badania pokazują, że globalna liczba osób zmagających się z niepłodnością w 2021 roku przekroczyła 198 milionów, w tym 143 miliony kobiet i 55 milionów mężczyzn. Kluczowy okazał się rok 2010.
- Problem niepłodności może dotyczyć nawet jednej na pięć par w Polsce. W ostatnich latach rośnie liczba pacjentów zgłaszających się po pomoc do ośrodków, a lekarze zauważają wyraźną zmianę w profilu pacjentów. W jakim wieku są pary i z jakich powodów nie mogą zajść w ciążę?
- Najnowsze dane Ministerstwa Zdrowia pokazują, że pierwsze półtora roku działania rządowego programu in vitro przyniosło wymierne efekty - zakwalifikowało się ponad 40 tysięcy par, potwierdzono ponad 21 tysięcy ciąż, a liczba urodzonych dzieci przekroczyła 8 tysięcy.
- Raport WHO wskazuje też, że w krajach, które postawiły na edukację i dostęp do leczenia, obserwuje się poprawę wyników. Przykładem są Chiny - od 2019 roku liczba przypadków niepłodności zaczęła tam spadać.
- Eksperci ostrzegają, że jeśli niepłodność nie stanie się priorytetem zdrowotnym państw, skutki odczujemy nie za dwadzieścia lat, ale znacznie wcześniej.
- Więcej artykułów o podobnej tematyce znajdziesz w zakładce "Zdrowie" w serwisie tvn24.pl.
"Nigdy nie myślałam, że to stanie się naszym tematem. Na nic nie chorowałam, niepłodności nie było też w rodzinie albo o niej nie słyszałam" - mówi 33-letnia Marta. O dziecko zaczęli się starać z partnerem, gdy oboje skończyli trzydziestkę. Po prawie dwóch latach prób okazało się, że to zajście przy regularnym staraniu się bez zabezpieczeń wcale nie jest takie proste. Już po pierwszych badaniach okazało się, że przyczyną niepowodzeń są bardzo słabe parametry nasienia partnera Marty oraz zaskakująco niskie parametry AMH u niej. Gdy w 2024 roku ruszył rządowy program refundacji in vitro, zgłosili się niemal natychmiast. - Nie mielibyśmy pieniędzy na leczenie prywatne, to była nasza jedyna szansa - mówi. Są szczęściarzami, bo w czerwcu tego roku urodził się Staś. Mieli święta, o jakich wiele par marzyło.
Są wśród nich Edyta i Piotr. Za nimi dwa podejścia do in vitro - bez powodzenia. Po drugim transferze zobaczyli co prawda dwie kreski na teście, ale beta szybko rozpuściła ich radość. - Mamy jeszcze jeden zarodek. Transfer zaplanowany jest na marzec 2026 roku. Wierzymy, ale boimy się bardzo - mówią. Ich historia wciąż czeka na happy end, jak i wiele innych.
Bo takich historii są w Polsce tysiące - część kończy się pierwszym płaczem dziecka na porodówce, inne czekają na swój moment, czasem latami. Będziemy o nich pisać w tvn24.pl w 2026 r. Za każdą kryje się statystyka, ale też często długa diagnostyka i jeszcze dłuższe leczenie, no i emocje, o których mówi się już więcej, ale wciąż zbyt rzadko.
Niepłodność coraz mniej tabu?
Niepłodność jeszcze niedawno była tematem tabu, często sprowadzanym do problemu "po stronie kobiety" albo traktowanym jako wynik stresu i zmęczenia. Dziś wiadomo już jednoznacznie, że to choroba, która dotyka milionów ludzi na świecie, prowadzi do spadku wskaźników urodzeń i wpływa na starzenie się populacji.
Najnowsze badania pokazują, że globalna liczba osób zmagających się z niepłodnością w 2021 roku przekroczyła 198 milionów, w tym 143 miliony kobiet i 55 milionów mężczyzn. Oznacza to skok odpowiednio o 82 i 74 procent w porównaniu z rokiem 1990. Zespół naukowców pod kierunkiem prof. Zhibina Hu z Nanjing Medical University (Uniwersytetu Medycznego w Nankinie) w Chinach analizował globalne, regionalne i krajowe trendy dotyczące niepłodności w latach 1990–2021. Naukowcy, przyglądając się danym z projektu Global Burden of Disease (GBD), czyli Globalne Obciążenie Chorobami, zauważyli, że momentem przełomowym był rok 2010 - to wtedy, po latach względnej stabilizacji, statystyki zaczęły gwałtownie rosnąć.
Niepłodność definiuje się jako brak możliwości zajścia w ciążę mimo roku współżycia bez zabezpieczenia. To definicja prosta, ale to, co się za nią kryje, bywa znacznie bardziej skomplikowane, zarówno medycznie, jak i emocjonalnie czy finansowo. Przyczyny problemu są różne, a często też niezwiązane bezpośrednio z układem rozrodczym. U kobiet zalicza się do nich m.in. zaburzenia hormonalne, niedrożność jajowodów, zapalenie macicy, zespół policystycznych jajników, ale także otyłość czy zaburzenia psychiczne. U mężczyzn wśród przyczyn niepłodności wymienia się przede wszystkim zaburzenia hormonalne, które wpływają na funkcjonowanie jąder, wrodzone wady rozwojowe lub nabyte uszkodzenia jąder, związane z urazami czy infekcjami, jak również trudności z wyprowadzaniem nasienia z jądra, spowodowane urazem bądź czynnikami wrodzonymi. Efektem tych problemów jest zbyt mała liczebność plemników lub nieprawidłowości w ich budowie i funkcjonowaniu.
- Około jednej trzeciej to są powody ściśle związane z czynnikiem żeńskim, czyli po stronie pacjentki, jedna trzecia po stronie męskiej i jedna trzecia są wspólne lub to tak zwany czynnik idiopatyczny o nieznanej przyczynie - mówi w rozmowie z tvn24.pl ginekolog Katarzyna Kozioł z Przychodni Leczenia Niepłodności Novum. Powodem może być endometrioza, PCOS czy niedrożność jajowodów, ale - jak podkreśla lekarka - rośnie także skala męskiej niepłodności. - Coraz więcej mamy tak zwanej męskiej niepłodności, bardzo słabych parametrów nasienia, zmniejszającej się liczby plemników albo ich braku. Wtedy poszukujemy plemników w jądrach lub najądrzach - wyjaśnia specjalistka.
Choć przez lata winą obarczano głównie kobiety, dziś wiadomo, że niepłodność rozkłada się praktycznie po równo między obie płcie - część przypadków ma charakter mieszany, a w wielu sytuacjach diagnoza dotyczy równolegle partnerki i partnera.
Miliony par szukają pomocy
Skala wyzwań jest widoczna również w Polsce. Szacuje się, że problem niepłodności może dotyczyć nawet jednej na pięć par. W ostatnich latach rośnie liczba pacjentów zgłaszających się po pomoc do ośrodków, a lekarze zauważają wyraźną zmianę w profilu pacjentów - pierwsze dziecko planuje się coraz później, często po trzydziestce lub trzydziestce piątce. To właśnie grupa 35-39 lat, jak wynika z analizy chińskich naukowców, doświadcza niepłodności najczęściej. Wpływają na to czynniki kulturowe, zmiany stylu życia, przewlekły stres, otyłość, choroby współistniejące czy ekspozycja na zanieczyszczenia środowiskowe.
W debacie publicznej coraz częściej pojawia się pytanie o przyszłość demograficzną państwa. W lipcu przypominaliśmy w tvn24.pl, że Polska się wyludnia - przybywa seniorów, ubywa młodych, a liczba urodzeń jest najniższa od dekad. Szczególnego znaczenia nabierają więc programy wspierające leczenie niepłodności. W 2024 roku ruszył ten najbardziej wyczekiwany przez osoby doświadczające niepłodności - państwowy program finansowania procedury in vitro.
Najnowsze dane Ministerstwa Zdrowia pokazują, że już pierwsze półtora roku działania przyniosło wymierne efekty - do programu zakwalifikowało się 40,5 tysiąca par, do końca października 2025 r. potwierdzono 21 tysięcy ciąż, a do końca listopada urodziło się 8095 dzieci. Tempo wzrostu jest szybkie, a zainteresowanie refundacją nie słabnie, co świadczy o ogromnej skali potrzeb i o tym, jak realnie dostęp do finansowania wpływa na spełnienie marzenia o rodzicielstwie. Prognozy wskazują, że w perspektywie kolejnych lat in vitro może stać się jednym z najważniejszych narzędzi łagodzących skutki niżu demograficznego. Eksperci podkreślają jednak, że skuteczna polityka powinna obejmować nie tylko leczenie, lecz również edukację, profilaktykę i dostęp do specjalistów na wczesnym etapie diagnostyki.
Poprawa dzietności jest także kluczowym celem w opublikowanej pod koniec czerwca tego roku Mapie Potrzeb Zdrowotnych, która obejmuje okres od 1 stycznia 2027 roku do 31 grudnia 2031 roku. Dokument został opracowany w oparciu o wszystkie dostępne i wiarygodne źródła danych, w tym dane własne Ministra Zdrowia, a także te, które zostały zebrane przez Narodowy Fundusz Zdrowia, Główny Urząd Statystyczny, Centrum e-Zdrowia, Zakład Ubezpieczeń Społecznych oraz pochodzące z innych opracowań. "Zgodnie z prognozami demograficznymi GUS, do 2060 r. liczba ludności RP może obniżyć się do poziomu poniżej 31 milionów, przy równoczesnym istotnym zmniejszeniu populacji osób w wieku produkcyjnym. Taka struktura demograficzna generuje poważne wyzwania dla funkcjonowania systemu ochrony zdrowia, zwłaszcza w zakresie zapewnienia dostępu do świadczeń opieki długoterminowej, paliatywnej i hospicyjnej" - czytamy w opracowaniu.
Z danych GUS wynika, że liczba osób w wieku 60 lat i więcej będzie systematycznie rosła: w 2030 roku osiągnie poziom ponad 10,3 mln, w 2040 przekroczy 11,4 mln, a dekadę później zbliży się do 12,4 mln. W 2060 roku populacja seniorów ma stanowić już 38,3 procent wszystkich mieszkańców kraju. Tak dynamiczne starzenie społeczeństwa, przy jednoczesnym spadku urodzeń, pokazuje, jak ważne staje się utrzymanie równowagi demograficznej i rozwój polityk wspierających płodność oraz dostęp do leczenia niepłodności.
WHO: leczenie niepłodności ma być dostępne dla wszystkich, a nie tylko dla tych, których stać
Światowa Organizacja Zdrowia w najnowszym raporcie zaznacza, że niepłodność to choroba, którą należy diagnozować i leczyć na takich samych zasadach jak inne problemy zdrowotne. WHO podkreśla, że dostęp do terapii powinien być powszechny, a nie uzależniony od sytuacji finansowej. W wielu krajach koszty leczenia i procedur wspomaganego rozrodu przekraczają możliwości przeciętnej pary, co sprawia, że marzenie o dziecku staje się kwestią ekonomiczną, a nie tylko medyczną. Organizacja rekomenduje państwom zwiększanie finansowania leczenia niepłodności, rozwój banków komórek rozrodczych, edukację młodych ludzi na temat płodności oraz stworzenie narodowych rejestrów danych, które pozwolą lepiej ocenić skalę wyzwań i skuteczność terapii.
Raport WHO wskazuje też, że w krajach, które postawiły na edukację i dostęp do leczenia, obserwuje się poprawę wyników. Przykładem są Chiny - od 2019 roku liczba przypadków niepłodności zaczęła tam spadać, choć wciąż pozostają krajem o największej liczbie osób zmagających się z tym problemem. W 2021 r. liczba kobiet z problemem niepłodności w Chinach stanowiła 23,6 proc. wszystkich przypadków niepłodności kobiecej na świecie, a liczba mężczyzn borykających się z niepłodnością - 21,5 proc. światowych przypadków męskiej niepłodności.
A zegar biologiczny tyka
Eksperci ostrzegają, że jeśli niepłodność nie stanie się priorytetem zdrowotnym państw, skutki odczujemy nie za dwadzieścia lat, ale znacznie wcześniej. Niepłodność wpływa na dzietność, strukturę gospodarki i system emerytalny. Odpowiedź musi być kompleksowa - obejmować profilaktykę, diagnostykę, leczenie i edukację. Medycyna już dziś potrafi wiele, ale kluczowe jest to, by pacjenci trafiali do specjalistów wcześnie, zanim płodność zacznie gwałtownie spadać. Czas w tej chorobie to słowo-klucz.
Najnowsze dane tworzą obraz, obok którego trudno przejść obojętnie. Niepłodność rośnie szybciej niż populacja świata, a wyludniające się społeczeństwa - w tym Polska - szukają sposobów, by przełamać trend. Programy in vitro i rekomendacje WHO to ważny krok, lecz przyszłość zależy także od tego, czy zaczniemy myśleć o płodności nie dopiero wtedy, gdy pojawi się problem, ale dużo wcześniej - tak jak myślimy o profilaktyce chorób serca czy cukrzycy.
Autorka/Autor: Agata Daniluk/pwojc
Źródło: PAP, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock