- Program refundacji in vitro ruszył 1 czerwca 2024 roku i obejmuje cały proces leczenia - od kwalifikacji i diagnostyki, przez procedury medyczne, po opiekę psychologiczną oraz zabezpieczanie płodności pacjentów onkologicznych.
- Do 21 grudnia 2025 roku urodziło się blisko 10 tys. dzieci, lekarze potwierdzili ponad 23 tys. ciąż klinicznych, a do programu zakwalifikowano blisko 42 tys. par.
- Badania Onkofundacji Alivia pokazują, że większość pacjentów onkologicznych nie jest na czas informowana o możliwości zachowania płodności, mimo że dla ogromnej części chorych jest to sprawa kluczowa.
- Środowisko medyczne alarmuje, że obecny budżet jest niewystarczający i blokuje dostęp do leczenia. Lekarze wskazują, że dla par w zaawansowanym wieku reprodukcyjnym oczekiwanie na dodatkowe pieniądze to realnie mniejsze szanse na potomstwo.
- Więcej artykułów o podobnej tematyce znajdziesz w zakładce "Zdrowie" w serwisie tvn24.pl.
Blisko 10 tysięcy dzieci dzięki refundacji
Według danych Ministerstwa Zdrowia do 21 grudnia 2025 r. dzięki rządowemu programowi in vitro na świat przyszło 9 525 dzieci, a lekarze potwierdzili 23 507 ciąż klinicznych. Do programu zakwalifikowano dotąd 41 850 par, a w jego ramach wykonano 10 286 kriotransferów zarodków.
Program oparto na ustawie uchwalonej pod koniec 2023 r., która gwarantuje finansowanie in vitro przez pięć lat - do 31 grudnia 2028 r. W tym czasie państwo ma przeznaczyć na ten cel co najmniej 2,5 mld zł. Refundacja obejmuje cały proces leczenia - od etapu kwalifikacji i diagnostyki, przez leczenie farmakologiczne i procedury laboratoryjne, po transfer zarodków, a także elementy wsparcia towarzyszącego.
Do programu mogą przystąpić pary pozostające w związku małżeńskim lub we wspólnym pożyciu, u których stwierdzono niepłodność albo które były nieskutecznie leczone przez co najmniej 12 miesięcy, a także te, które posiadają kriokonserwowane zarodki z wcześniejszych procedur. Kryteria wieku określają, że kobiety mogą skorzystać z programu do 42. roku życia, jeśli wykorzystują własne komórki jajowe, lub do 45. roku życia w przypadku dawstwa oocytów bądź zarodków, natomiast mężczyźni – do 55. roku życia.
Zabezpieczenie płodności - ważne, refundowane, a niewielu chorych o tym wie
Program obejmuje także zabezpieczenie płodności pacjentów onkologicznych, umożliwiając pobranie, zamrożenie i przechowywanie komórek jajowych lub plemników przed rozpoczęciem leczenia, które może trwale uszkodzić funkcje rozrodcze.
Jak wynika z ankiety Fundacji Alivia, tylko trzech na dziesięciu pacjentów miało przed terapią wiedzę o takiej możliwości. Co więcej, spośród osób poinformowanych zaledwie co trzecia wiedziała, jakie kroki należy podjąć, by zabezpieczyć materiał rozrodczy. Większość tych, którzy nie mieli tej wiedzy, nie poruszyła tematu z lekarzem - mimo że ponad 80 proc. badanych uznało zachowanie płodności za bardzo ważne.
W odpowiedzi fundacja przygotowała pięć rekomendacji, które mają trafić do Ministerstwa Zdrowia. Jak mówiła na środowym posiedzeniu sejmowej komisji zdrowia Joanna Frątczak-Kazana, wicedyrektor Alivii, kluczowe są: standaryzacja informacji przekazywanej pacjentom przed leczeniem (w tym obowiązek informowania o programie i odpowiednie oznaczenia w dokumentacji, np. w karcie e-DILO), opracowanie jasnej instrukcji "pierwszych 48-72 godzin po diagnozie" z informacją o refundacji i punktach kontaktowych, a także koordynacja ścieżki pacjenta poprzez wyznaczenie w ośrodkach onkologicznych koordynatora onkopłodności.
Fundacja podkreśla również wagę szkoleń dla lekarzy i pielęgniarek, bo to personel medyczny najczęściej inicjuje rozmowę i wpływa na decyzje podejmowane tuż przed leczeniem. Ostatnim z postulatów jest monitorowanie wdrażania programu poprzez wprowadzenie mierników jakości, takich jak odsetek pacjentów poinformowanych o onkopłodności, czas od diagnozy do konsultacji czy liczba kwalifikacji do programu.
Znaczenie tych działań podkreślała w rozmowie z tvn24.pl dr Joanna Kufel-Grabowska z Katedry i Kliniki Onkologii i Radioterapii Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. W jej ocenie włączenie metod zabezpieczania płodności do refundowanej opieki to przełom w polskiej onkologii, bo obok leczenia choroby system zaczyna uwzględniać także jakość życia i przyszłe plany młodych pacjentów. Jak zaznacza, poprawa organizacji oraz większe zaangażowanie pielęgniarek i koordynatorek mogą istotnie zwiększyć świadomość chorych w wieku rozrodczym.
Czy resort zdrowia ma 800 milionów na in vitro?
Choć dane dotyczące liczby urodzeń i ciąż potwierdzają skuteczność programu, środowisko medyczne coraz głośniej mówi o barierze finansowej. Podczas posiedzenia sejmowej komisji zdrowia lek. Katarzyna Kozioł z Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii podkreślała, że rządowe wsparcie przyniosło wymierne efekty, ale jego skala nie nadąża za potrzebami.
- Program okazał się bardzo dużym sukcesem. Urodziło się blisko 10 tysięcy dzieci, natomiast zapotrzebowanie jest znacznie wyższe, niż jesteśmy w stanie dziś zabezpieczyć przy obecnych możliwościach budżetowych - wskazuje. - Wydawało się, że 500 milionów złotych w pierwszym roku i 600 milionów złotych w drugim to bardzo duże pieniądze, ale szybko okazało się, że zapotrzebowanie jest znacznie większe - mówiła Katarzyna Kozioł.
Zwraca także uwagę, że w kolejkach czekają dziś pary w zaawansowanym wieku reprodukcyjnym, a czas działa na ich niekorzyść. - Mogą nie zdążyć skorzystać z leczenia, bo przekroczą granicę wieku i przestaną spełniać kryteria programu - podkreślała lekarka.
Jak dodała, z szacunków realizatorów programu wynika, że zwiększenie budżetu do około 800 mln zł rocznie realnie poprawiłoby dostępność leczenia dla wszystkich par, które spełniają warunki udziału.
Minister zdrowia Tomasz Maciejewski przyznał, że prace nad budżetem ochrony zdrowia wciąż trwają, a możliwości finansowe są ograniczone. Zapewnia jednak, że resort dąży do tego, by finansowanie programu nie było niższe niż w roku poprzednim, choć decyzje dotyczące ewentualnego zwiększenia środków nie zostały jeszcze podjęte.
Resort zwraca również uwagę, że choć w Polsce działa 78 ośrodków wykonujących procedury in vitro, wcześniej w systemie publicznym funkcjonowały tylko cztery. Bez rządowego programu - podkreśla ministerstwo - większość placówek nie byłaby w stanie samodzielnie udźwignąć kosztów takich procedur.
Niepłodność coraz poważniejszym problemem
Światowe dane pokazują, że niepłodność przestała być problemem jednostek - stała się jednym z najszybciej narastających "cichych" kryzysów zdrowotnych. Według globalnych analiz liczba osób dotkniętych niepłodnością sięga już niemal 200 milionów. Eksperci podkreślają, że skala zjawiska rośnie niemal na wszystkich kontynentach, a zapotrzebowanie na leczenie wspomaganego rozrodu systematycznie się zwiększa.
Ten trend wyraźnie widać również w Polsce. Szacuje się, że problem z zajściem w ciążę dotyczy już co piątej pary. Specjaliści zwracają uwagę, że przyczyny niepłodności rozkładają się niemal po równo pomiędzy kobiety i mężczyzn - co przeczy stereotypowi, że to głównie "kobiecy problem".
Jednocześnie lekarze alarmują, że w ostatnich latach szczególnie niepokojące są dane dotyczące mężczyzn. Jakość nasienia systematycznie się pogarsza, co znajduje odzwierciedlenie w rosnącej liczbie diagnoz męskiego czynnika niepłodności. Wśród najczęściej wskazywanych powodów eksperci wymieniają m.in. narastający stres i brak snu, otyłość i zaburzenia metaboliczne, palenie papierosów i nadużywanie alkoholu, narażenie na substancje chemiczne i zanieczyszczenia środowiska, a także siedzący tryb życia i przegrzewanie jąder (np. w wyniku wielogodzinnej pracy przy komputerze).
Zdaniem specjalistów skala tych zmian sprawia, że programy refundowanego leczenia niepłodności - takie jak rządowy program in vitro - przestają być rozwiązaniem niszowym, a stają się elementem odpowiedzi systemowej na realny problem zdrowia publicznego, który dotyczy już setek tysięcy polskich rodzin.
Autorka/Autor: Agata Daniluk/pwojc
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock