Zamiast szczęścia, brak sił do życia. Ze wstydu milczą

matka dziecko noworodek shutterstock_2038530002
Cicha epidemia depresji. Leki przyjmuje prawie dwa miliony Polaków
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
O zdrowiu psychicznym po porodzie wciąż mówi się za mało, choć depresja poporodowa może dotyczyć nawet co piątej matki - alarmują specjaliści. Położne mają wyłapywać sygnały alarmowe, ale za testem nie zawsze idzie szybka pomoc. Dlaczego pilotaż, który dawał kobietom wsparcie w ciągu dwóch tygodni, nie stał się częścią systemu?
Kluczowe fakty:
  • Depresja poporodowa dotyka od 10 do 22 procent matek noworodków.
  • Ponad połowa z nich nie zgłasza się po pomoc. Dlaczego?
  • Kobiety z takim problemem mogły liczyć na wsparcie w ramach programu pilotażowego. Co wykazał?
  • Więcej artykułów o podobnej tematyce znajdziesz w rubryce "Zdrowie" w tvn24.pl. Warto też posłuchać "Wywiadu medycznego" w TVN24+.

Jeśli doświadczasz problemów emocjonalnych i chciałbyś uzyskać poradę lub wsparcie, tutaj znajdziesz listę organizacji oferujących profesjonalną pomoc. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia zadzwoń na numer 997 lub 112.

Poród nie zawsze zaczyna "najpiękniejszy czas w życiu". Czasem zaczyna kryzys, o którym kobieta boi się powiedzieć nawet najbliższym. Pierwsze tygodnie i miesiące po narodzinach dziecka mogą skrajne zmęczenie, lęk, bezsenność, poczucie winy i odpowiedzialność, której nie da się odłożyć na później. U części kobiet właśnie wtedy po raz pierwszy pojawiają się zaburzenia depresyjne albo lękowe.

To nie jest margines. Według szacunków depresja poporodowa dotyczy od 10 do 22 procent młodych matek, czyli nawet jednej na pięć kobiet w tym okresie życia. Ponad połowa nie zgłasza się po pomoc lekarską. Nie chodzi więc tylko o obniżony nastrój czy zmęczenie - w krajach wysoko rozwiniętych samobójstwo należy do głównych przyczyn śmierci kobiet w pierwszym roku po porodzie.

- Nie może być tak, że położna wykrywa u kobiety ryzyko depresji albo słyszy od niej o myślach samobójczych, a jedyne, co może jej zaproponować, to kilkumiesięczne czekanie na pomoc lub prywatna wizyta za kilkaset złotych - podkreśla dr hab. Magdalena Chrzan-Dętkoś z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego.

Obowiązek jest. Szybkiej ścieżki często nie ma

W Polsce położne mają obowiązek oceniać ryzyko depresji poporodowej. To ważne, bo kobieta w kryzysie nie zawsze powie wprost: "mam depresję". Czasem mówi, że nie śpi, boi się, płacze bez powodu, nie czuje więzi z dzieckiem, ma natrętne myśli albo poczucie, że nie daje rady. Czasem nie mówi nic, bo boi się oceny.

Problem zaczyna się wtedy, gdy test pokazuje ryzyko, a za rozpoznaniem nie idzie szybka pomoc. Położna może zobaczyć sygnały alarmowe, ale często nie ma dokąd skierować kobiety tak, by wsparcie przyszło od razu. A w zdrowiu psychicznym czas bywa kluczowy - zwłaszcza gdy pacjentka mówi o myślach samobójczych albo zaznacza, że mogłaby zrobić sobie krzywdę.

- Samo rozpoznanie problemu bez zapewnienia szybkiego dostępu do wsparcia psychologicznego stawia zarówno personel medyczny, jak i pacjentki w bardzo trudnej sytuacji - twierdzi ekspertka.

Dr Chrzan-Dętkoś porównuje tę lukę do tego, jak działa szybka ścieżka onkologiczna. Gdy pojawia się podejrzenie nowotworu, pacjent trafia do przyspieszonej diagnostyki i leczenia. Gdy chodzi o zdrowie psychiczne kobiet po porodzie, podobnego mechanizmu praktycznie nie ma.

"Przystanek Mama", czyli pomoc w ciągu dwóch tygodni

Taki model był już w Polsce testowany. W latach 2019-2023, ze środków Ministerstwa Zdrowia i Unii Europejskiej, działał program "Przystanek Mama". Jego zasada była prosta: przeszkolone położne i pielęgniarki sprawdzały ryzyko depresji poporodowej, a kobiety, u których pojawiały się sygnały alarmowe, mogły szybko skorzystać z bezpłatnej pomocy psychologicznej. Badania prowadzono tam, gdzie młode matki i tak trafiają z dzieckiem: podczas wizyt patronażowych, szczepień, a także na oddziałach neonatologicznych, również tych najtrudniejszych - intensywnej terapii noworodka.

- Jeśli kobieta uzyskiwała podwyższony wynik w Edynburskiej Skali Depresji Poporodowej lub zaznaczyła, że doświadcza myśli o zrobieniu sobie krzywdy, mogła skorzystać z trzech bezpłatnych konsultacji psychologicznych. Czas oczekiwania nie przekraczał dwóch tygodni, co w zdrowiu psychicznym ma ogromne znaczenie - mówi dr Chrzan-Dętkoś.

To nie była długa terapia ani pełne leczenie. Raczej szybkie zabezpieczenie kobiety w momencie, w którym kryzys można jeszcze zatrzymać, zanim zacznie narastać.

Trzy spotkania. Połowa kobiet poza grupą ryzyka

Najbardziej zaskakujący okazał się jednak efekt interwencji, która z założenia była bardzo ograniczona. Chodziło o nazwanie tego, co się dzieje, ocenę ryzyka i sprawdzenie, czy kobieta wymaga dalszej pomocy. Dla wielu uczestniczek programu był to dopiero pierwszy krok, ale już on przynosił zauważalną zmianę. - Trzy konsultacje to oczywiście niewiele i dużo kobiet mówiło, że potrzebuje dalszego wsparcia. Ale nawet tak podstawowa pomoc już coś zmieniała. Po tych trzech spotkaniach około połowa kobiet przestawała należeć do grupy ryzyka depresji poporodowej - zaznaczyła psycholożka.

Program został później wskazany przez OECD, czyli Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, jako przykład skutecznego i opłacalnego modelu profilaktyki zdrowia psychicznego kobiet po porodzie. Organizacja przeprowadziła również analizę kosztową. Wynikało z niej, że szybkie wsparcie psychologiczne może ograniczać ryzyko poważniejszych problemów psychicznych, a jednocześnie zmniejszać koszty społeczne i zdrowotne w części krajów świata.

To ważne, bo depresja poporodowa nie kończy się na samopoczuciu matki. Może wpływać na rozwój dziecka, tworzenie więzi, funkcjonowanie całej rodziny i dalsze korzystanie z systemu ochrony zdrowia. Im wcześniej kobieta dostaje pomoc, tym większa szansa, że kryzys nie zdąży rozlać się na kolejne obszary życia.

Program się skończył, problem został

Mimo pozytywnych rezultatów "Przystanek Mama" zakończył się w 2023 roku. Nie stał się stałym elementem opieki nad kobietą po porodzie, choć pokazał, że prosta ścieżka może działać: położna wychwytuje ryzyko, kobieta szybko dostaje kontakt ze specjalistą, a pomoc nie zależy od tego, czy stać ją na prywatną wizytę.

Zdaniem dr Chrzan-Dętkoś właśnie tu zaczyna się dziś jeden z kluczowych problemów. Położne nadal mają wykrywać ryzyko depresji, ale szybkie wsparcie psychologiczne nie jest powszechnie dostępne. W praktyce kobieta może więc usłyszeć, że jej wynik jest niepokojący, a potem zostać z samą informacją, kolejką do specjalisty albo kosztem prywatnej konsultacji.

Ekspertka zwraca uwagę, że inne kraje organizują taką pomoc bardziej konkretnie. W Wielkiej Brytanii publiczny system ochrony zdrowia ma określony czas na objęcie wsparciem kobiet, u których badania przesiewowe wskazują podwyższone ryzyko depresji lub zaburzeń lękowych. Leczenie powinno rozpocząć się najpóźniej w ciągu sześciu tygodni i - w zależności od potrzeb - obejmować psychoterapię lub farmakoterapię.

Tylko garstka matek zgłasza się na konsultacje

W Polsce przeszkodą nie jest tylko dostępność specjalistów. Jest nią także wstyd, lęk przed oceną i przekonanie, że po porodzie kobieta "powinna sobie radzić" - nawet wtedy, gdy przestaje sobie radzić naprawdę. - W Polsce, najprawdopodobniej z uwagi na lęk przed stygmatyzacją, być może wysokie wymagania wobec matek, wciąż niski poziom świadomości społecznej dotyczący dbania o zdrowie psychiczne po porodzie, na konsultacje niestety zgłasza się tylko 8 proc. mam z grupy ryzyka zachorowania, co wykazałyśmy wspólnie z Natalią Murawską i dr hab. Martą Łockiewicz w naszym badaniu z 2025 r. - mówi psycholożka.

W trakcie trwania programu "Przystanek Mama" liczba zgłoszeń rosła. Według dr Chrzan-Dętkoś pokazuje to, że oswajanie tematu działa: im częściej personel medyczny i kobiety spotykają się z oceną ryzyka depresji, tym łatwiej potraktować ją nie jak stygmat, lecz jak zwykły element opieki po porodzie. Dlatego zdaniem ekspertki potrzebna jest zarówno kontynuacja programów zdrowotnych, jak i większa świadomość społeczna. Depresja poporodowa nie jest dowodem na to, że kobieta "nie daje rady" z macierzyństwem. Jest zaburzeniem, które można i trzeba leczyć, a badanie przesiewowe nie może być końcem ścieżki, lecz jej początkiem.

Źródło: PAP, tvn24.pl
Czytaj także: