Jeśli dziecko zmarło podczas porodu, Emilee Saldaya uczyła swoje słuchaczki, by nie dzwoniły "na odchodne" pod numer 911. "Martwe to martwe". Jeśli pogrążone w żałobie rodziny zdecydują się nielegalnie pochować zmarłe dzieci na swojej ziemi, Saldaya daje im radę, której kiedyś udzieliła jej podziemna położna, "kopcie trochę głębiej".
Tak działalność społeczności "Free Birth Society" opisał brytyjski dziennik "The Guardian". Została ona założona przez influencerki. Organizacja propaguje porody w domu bez profesjonalnej asysty lekarza czy położnej, rzekomo po to, żeby nie medykalizować porodu.
Miliony dolarów w siedem lat
Emilee Saldaya prowadzi także kursy dla "prawdziwych położnych", które najpierw kosztowały 6 tysięcy dolarów (około 22 tysiące złotych), a potem 12 tysięcy dolarów (około 44 tysiące złotych). Praktykowanie położnictwa bez uprawnień jest w wielu krajach nielegalne, ale to jej nie powstrzymało.
- Takie organizacje mają jeden cel: wyciągnąć pieniądze, po prostu zarobić, to jest ogromny biznes - mówi prof. dr hab. Dariusz Jemielniak, związany z Akademią Leona Koźmińskiego oraz platformą edukacyjną CampusAI.
Podcast o dzikich porodach zebrał pięć milionów słuchaczek. Eksperci szacują, że w siedem lat firma Emilee Saldayi zarobiła około 13 milionów dolarów (około 47,5 miliona złotych)
- Porody na dziko to jest taki powrót do dzikiej natury, bym powiedział, ze wszelkimi konsekwencjami. Liczymy się z tym, że poród, który przebiega naturalnie, a który nie przebiega w pełni prawidłowo, może zakończyć się dramatycznie, tragicznie - komentuje dr n. med. Andrzej Niedzielski, ginekolog i ordynator Oddziału Ginekologii i Położnictwa w Szpitalu Zdroje w Szczecinie.
Matki rodziły na "dziko" i traciły dzieci
Trudno dokładnie określić, ile dzieci zmarło w kręgach Free Birth Society. Do kobiet, które miały do czynienia z tym środowiskiem, dotarły dziennikarki "The Guardian". Przeanalizowały prawie 50 przypadków, w których akcja porodowa zatrzymywała się nawet na tygodnie, wdawały się infekcje i inne powikłania.
Większość zgonów miała miejsce w Stanach, ale dzieci stracili też rodzice w Szwajcarii, Francji, RPA, Tajlandii, Indiach, Australii, Wielkiej Brytanii i Izraelu.
- Ogromny renesans myśli antynaukowej. Ludzie mają silną potrzebę tego, żeby szukać własnych wyjaśnień, chcą się poczuć wyróżnieni, chcą być częścią tej grupy, która wie, jak jest naprawdę - uważa prof. dr hab. Dariusz Jemielniak.
- Są to przerażające informacje, natomiast jako przedstawiciel nauk o zdrowiu, nauk medycznych, pracownik szpitala, pracownik uniwersytetu, stoję na gruncie tychże nauk, które dają nam dowody na to, jak mamy postępować - mówi dr hab. Grażyna Bączek, dyrektorka ds. położnych i pielęgniarek w Centrum Medycznym Żelazna w Warszawie.
Profesjonalne położne znają ryzyko
Dorota Fryc i Krystyna Czechowska są położnymi od wielu lat, towarzyszą rodzicom także podczas porodów domowych.
- Jak poród się już zaczyna, to przyjeżdżam z całym ogromnym wyposażeniem. Jedna wielka torba i kilka mniejszych toreb, w których mam sprzęt potrzebny do obsługi tego porodu również wtedy, kiedy w porodzie wystąpi zagrożenie zdrowia lub życia mamy lub dziecka - opisuje dr Dorota Fryc, położna.
Nie każda ciężarna może być zakwalifikowana do porodu domowego, a nawet jeśli może, to położne ostrzegają, że jeśli będą komplikacje, poród może i tak skończyć się w szpitalu.
- Na przykład w sytuacji, kiedy wypadnie pępowina, to my z badań naukowych dokładnie wiemy, jaki mamy czas i jakie mamy zastosować procedury na przewiezienie pacjentki do szpitala - wyjaśnia położna dr Krystyna Czechowska.
- Wiele powikłań w położnictwie jest niezwykle dynamicznych, rozgrywa się czasami w ciągu kilku, kilkunastu minut i bez odpowiedniej pomocy medycznej stan zdrowia matki i dziecka może być mocno zagrożony - tłumaczy dr n. med. Andrzej Niedzielski.
Szpitale aranżują swoje przestrzenie tak, żeby były jak najbardziej przytulne. Przyszpitalny Dom Narodzin od 13 lat służy rodzinom w Centrum Medycznym Żelazna. Obok pokoju dla matki z dzieckiem jest pomieszczenie ze sprzętem medycznym potrzebnym w nagłych przypadkach.
Źródło: Polska i Świat TVN24, The Guardian
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock