Za uchwaleniem ustawy głosowało 230 posłów. Wśród nich było 153 posłów Koalicji Obywatelskiej, 20 z Lewicy, 14 z Centrum, 24 z PSL, 11 z Polski 2050, czterech posłów Razem i czterech posłów niezrzeszonych (Marcin Józefaciuk, Paulina Matysiak, Joanna Mucha, Tomasz Zimoch).
198 posłów zagłosowało przeciwko, w tym 175 posłów PiS, 12 z Konfederacji, dwóch posłów niezrzeszonych (Marek Jakubiak, Janusz Kowalski), dwóch posłów z koła parlamentarnego Demokracja (Jan Ardanowski, Tomasz Rzymowski) oraz trzech posłów z Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna.
Przeciwko przyjęciu ustawy zagłosowało również czterech posłów należących klubu parlamentarnego Polskiego Stronnictwa Ludowego-Trzecia Droga: Marek Biernacki, Andrzej Grzyb, Urszula Nowogórska i Jacek Tomczak. W głosowaniu nie wzięło udziału 29 posłów.
Głosowanie nad ustawą o osobie najbliższej
Podobnie posłowie głosowali w przypadku ustawy wprowadzającej ustawę. Za jej uchwaleniem głosowało 230 przedstawicieli izby niższej, a 200 było przeciw. Głosy rozłożyły się analogicznie jak w przypadku ustawy zasadniczej, z tą różnicą, że przeciw ustawie wprowadzającej był także Marek Sawicki z PSL, który wcześniej głosował za. W obu przypadkach od oddania głosu wstrzymał się Paweł Kukiz (Demokracja).
Posłowie i posłanki nie przychylili się do wniosków o odrzucenie ustawy, złożonych przez kluby PiS, Konfederacji, Konfederacji Korony Polskiej oraz koło Demokracji Bezpośredniej.
Odrzucili także pakiet poprawek zgłoszonych przez posłankę Martę Stożek z partii Razem. Przyjęli natomiast pakiet 55 poprawek złożonych przez klub Lewicy. Mają one głównie charakter doprecyzowujący i ujednolicający.
Kotula o głosowaniu: mamy trudne czasy i trudną koalicję
Wynik głosowania w Sejmie komentowała pełnomocniczka rządu ds. równości Katarzyna Kotula.
"Dziś historyczny dzień - Sejm przegłosował ustawę o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu wraz z przepisami wprowadzającymi! To pierwsza w historii ustawa dająca możliwość formalizacji związków jednopłciowych, która została przyjęta przez Sejm" - napisała na X.
Zaznaczyła, że przyjęty projekt to efekt kilkumiesięcznej pracy i "porozumienia w Koalicji 15 października". Ministra przyznała, że "to nie jest projekt jej marzeń".
"Chciałabym, by dziś głosowany był projekt o równości małżeńskiej. Mamy trudne czasy i trudną koalicję, ale naszą odpowiedzialnością polityczną jest, by jak najlepiej je wykorzystać w walce o lepszą Polskę" - podkreśliła we wpisie.
Uchwalona w piątek ustawa zakłada, że dwie osoby pełnoletnie, także tej samej płci, będą mogły zawrzeć umowę cywilnoprawną u notariusza, rejestrowaną następnie w urzędzie stanu cywilnego. Kotula wskazała, co umożliwi ten dokument:
- Możliwość wspólności majątkowej i wspólnego rozliczania podatku dochodowego.
- Dostęp do informacji medycznej.
- Prawo do decyzji o pochówku.
- Prawo do zasiłku opiekuńczego i renty rodzinnej.
- Zwolnienie z podatku od spadków i darowizn oraz czynności cywilnoprawnych.
- Dziedziczenie testamentowe.
- Możliwość wzajemnej alimentacji.
- Prawo do mieszkania.
Co z ustawą zrobi prezydent?
Zaraz po głosowaniu prezydent Karol Nawrocki zapowiedział, że nie podpisze żadnego prawa, które będzie stanowiło alternatywę dla małżeństwa. - Jestem strażnikiem konstytucji. W konstytucji jest wprost napisane, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny - podkreślił prezydent.
Dodał przy tym, że jest gotowy podpisać ustawę, "która nie będzie ideologiczna, nie będzie stanowiła furtki dla alternatywy małżeństwa i podważania polskiej konstytucji".
- Jeśli znajdziemy rozwiązania, które pomogą osobom w statusie osoby najbliższej na funkcjonowanie formalne, administracyjne, a nie będą niosły ideologicznej presji, czy próby podważania wyjątkowego statusu małżeństwa, to taką ustawę podpiszę. Mam nadzieję, że taką uda się wypracować - zaznaczył Nawrocki. Podobne zapowiedzi składał już w kampanii wyborczej.
Do słów prezydenta odniósł się premier Donald Tusk, wskazując, że uchwalone ustawy dotyczą związków partnerskich - zarówno hetero, jak i homoseksualnych. Zaznaczył, że "jest przekonany, że każdy przyzwoity człowiek powinien się bardzo głęboko zastanowić, zanim by podjął decyzję negatywną".
- Dużo ludzi w Polsce czeka na tę normalność, ale proszę mnie nie pytać, co zrobi prezydent, bo od dłuższego czasu nie czuję się w najmniejszym stopniu uprawniony do wyobrażenia sobie, co pan prezydent ma zamiar zrobić - powiedział Tusk. Dodał, że "prezydentowi z dużo większą łatwością przychodzi wetowanie i blokowanie, niż pomaganie, więc trudno tu być optymistą".