Próbował uciszyć i zastraszyć dziennikarzy "Czarno na białym". Sąd: to SLAPP

Bohater reportażu "Kucharze Łukaszenki" - Witold K. w Sejmie
Kowal o spotkaniu z Witoldem K.: ten przypadek powinien zostać zweryfikowany
Źródło: TVN24
Redakcja "Czarno na białym" wygrała przed Sądem Okręgowym w Warszawie proces o sprostowanie. Domagał się go podlaski biznesmen Witold K., bohater reportażu, w którym ujawniliśmy między innymi jego bliskie relacje z człowiekiem Aleksandra Łukaszenki. Wyrok jest prawomocny.

9 stycznia 2025 roku w "Czarno na białym" na antenie TVN24 ukazał się reportaż "Kucharze Łukaszenki". Odsłoniliśmy w nim kulisy działalności Witolda K. - podlaskiego przedsiębiorcy handlującego m.in sprzętem rolniczym, ale także przez ćwierć wieku prezesa Izby Przemysłowo-Handlowej w Białymstoku.

K. jest wpływową postacią w regionie, ale także w środowiskach politycznych. Miał dostęp do parlamentarzystów, ale też prezydenta Andrzeja Dudy czy marszałka Sejmu Szymona Hołowni. Te wpływy potwierdzają m.in. bilingi z telefonu, do których ostatnio dotarliśmy.

W "Kucharzach Łukaszenki" przybliżyliśmy szczegóły sprawy korupcyjnej, w której Witold K. usłyszał prokuratorskie zarzuty (kilka tygodni temu do sądu trafił akt oskarżenia w tej sprawie) i ujawniliśmy, że prokuratura sprawdzała także jego powiązania z człowiekiem dyktatora z Mińska Alaksandra Łukaszenki. Tym człowiekiem jest Aleksander Zingman, który od lat robi interesy w imieniu białoruskiego reżimu.

37 min
Kucharze Łukaszenki

Prawdę prostować kłamstwami

Trzy tygodnie po emisji reportażu "Kucharze Łukaszenki" Witold K. zażądał zamieszczenia sprostowania na antenie TVN, TVN24 i w portalu tvn24.pl. Redakcja odrzuciła to żądanie. Prostować można kwestie nieprawdziwe bądź nieścisłe. Witold K. próbował zrobić odwrotnie - prawdę chciał prostować nieprawdą. Dopuścił się także manipulacji i próbował wprowadzić w błąd sędziego.

Oto przykłady.

W piśmie z żądaniem sprostowania Witold K. twierdził, że "Białoruś została uznana za państwo reżimowe dopiero w 2020 r." (nie wiadomo, na jakiej podstawie i przez kogo) oraz że "co najmniej pięć lat nie był na Białorusi i nigdy nie utrzymywał relacji z ludźmi reżimu". Tymczasem w rozmowie z reporterami "Czarno na białym" zarejestrowanej pod koniec 2024 roku stwierdził, że z człowiekiem Łukaszenki Aleksandrem Zingmanem miał z kontakt "ze trzy lata temu", a zatem już po 2020 roku. Dodatkowo - w reportażu wcale nie twierdziliśmy, że Witold K. był na Białorusi w ciągu ostatnich pięciu lat.

Jednym z wątków "Kucharzy Łukaszenki" była również działalność MTZ - białoruskiej państwowej firmy kontrolowanej przez dyktatora. To m.in jej sprzętem w Afryce handluje Aleksander Zingman. W reportażu podaliśmy, że "na stronie internetowej firmy Witolda K. znajdujemy odwołanie do sklepu, który oferuje części właśnie do ciągników białoruskiego MTZ". Witold K. w żądaniu sprostowania twierdził, że to nieprawda i że zajmuje się tym inna firma. Biznesmen próbował jednak wprowadzić w błąd sędziego. W jaki sposób? Już po emisji reportażu na stronie internetowej wspomnianego sklepu zmieniono logo firmy Witolda K. na logotyp innej firmy o podobnej nazwie, a informacja o ciągnikach MTZ zniknęła.

Inny przykład: Witold K. próbował prostować informacje przekazywane nam przez rzeczników prokuratury - w sprawach, w których pojawiało się jego nazwisko. Jak zauważyła w odpowiedzi na pozew mecenas Barbara Kondracka, pełnomocniczka redakcji, oficjalne wypowiedzi funkcjonariuszy państwowych nie podlegają prostowaniu i trudno przyjąć, aby powód (czyli Witold K.) posiadał większą wiedzę na temat przyczyn zawieszenia postępowania karnego niż prowadzący je prokurator, który przekazuje oficjalny komunikat w tym zakresie.

Sąd: cechy nadużycia prawa

Pozew Witolda K. Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił w całości. Kilka dni temu to orzeczenie (z 19 marca 2026 roku) stało się prawomocne.

Jak zwrócił uwagę sąd, Witold K. "wniósł pozew w niniejszej sprawie w ostatnim dniu terminu przewidzianego do jego wytoczenia", czyli niemal rok po emisji reportażu. A zatem ewentualna publikacja sprostowania traciła swoją podstawową funkcję, jaką jest "umożliwienie odbiorcom niezwłocznego zapoznania się z alternatywną wersją wydarzeń".

Witold K. nie przedstawił sądowi również podstawowego dowodu w tej sprawie, czyli zapisu nagrania reportażu, a taki obowiązek - jak zauważył sąd - leżał po jego stronie. To doprowadziło sąd do wniosku, że "celem postępowania nie było rzeczywiste skorzystanie z prawa do sprostowania, lecz wytoczenie powództwa obciążającego stronę pozwaną [czyli redakcję 'Czarno na białym' - red.]".

Sąd uznał złożenie pozwu przez Witolda K. za działanie typu SLAPP (ang. - Strategic Lawsuit Against Public Participation). To nazwa określająca działania, które (w uproszczeniu) polegają na wykorzystaniu systemu prawnego, by zastraszyć ludzi podejmujących się krytyki publicznej, czyli m.in. tego, czym na co dzień zajmują się dziennikarze. Celem SLAPP jest zastraszenie i uciszenie, co w przypadku uderzania w dziennikarzy prowadzi do odcinania społeczeństwa od informacji. I właśnie tak działania Witolda K. wobec "Czarno na białym" ocenił warszawski sąd.

Czytaj także: