Premierzy Donald Tusk i Keir Starmer podpisali w środę w Londynie polsko-brytyjski traktat o partnerstwie w dziedzinie bezpieczeństwa i obronności. Tego samego dnia prezydent Karol Nawrocki powiedział, że "dobrze byłoby przed podpisywaniem zobowiązań w imieniu narodu polskiego informować kancelarię prezydenta i samego prezydenta o tym, że takie rozwiązania są przygotowywane". Dodał, że informacje na ten temat pozyskiwał wyłącznie "z opinii publicznej".
W czwartek w rozmowie z TVN24 rzecznik MSZ Maciej Wewiór był pytany o to, jak wyglądała komunikacja między resortem a pałacem prezydenckim. - Myślę, że idealnym zdaniem, które to opisze, będzie: my jesteśmy zaskoczeni ich zaskoczeniem - powiedział.
Jak zapewnił, "kancelaria prezydenta była regularnie informowana o postępach prac". - W styczniu, jak prezydent jechał do Londynu, została przekazana specjalnie przygotowana informacja dla pana prezydenta o postępie prac, treści, założeniach tego traktatu. W marcu sama kancelaria prezydenta zwracała się do nas i było organizowane spotkanie (...) na poziomie eksperckim, omawiające szczegóły tego traktatu, cele Polski, stan negocjacji - wymieniał Wewiór.
Rzecznik przekazał też, że "dokładnie w chwili, kiedy Rada Ministrów decydowała o tej treści [traktatu - red.], mniej więcej co do minuty on został przesłany do kancelarii prezydenta". - Więc jak widać, od kilku miesięcy kancelaria prezydenta jest informowana regularnie o postępach prac - powiedział.
Rzecznik MSZ: naprawdę trudno zrozumieć to zaskoczenie
Wewiór dopytywany o chronologię komunikacji między pałacem prezydenckim a MSZ ponownie zaznaczył, że "za każdym razem, kiedy kancelaria chciała zapoznać się ze stanem prac (...), miała taką możliwość i my przygotowywaliśmy takie informacje".
- Naprawdę trudno zrozumieć to zaskoczenie. Mam nadzieję, że pracownicy kancelarii prezydenta przekazali prezydentowi informację, którą pozyskiwali przez ostatnie miesiące - dodał.
Rzecznik był też pytany, dlaczego finalny projekt traktatu trafił do pałacu prezydenckiego dopiero 26 maja, czyli dzień przed wylotem premiera do Wielkiej Brytanii. - Na każdym etapie, kiedy kancelaria chciała zapoznać się ze stanem prac, zapoznawała się ze stanem prac. To oznacza również treść tego traktatu i w momencie, kiedy reszta ministrów, którzy decydowali na Radzie Ministrów o tym traktacie, mniej więcej dokładnie w tej samej minucie kancelaria prezydenta dostała finalny tekst, który oczywiście też znała wcześniej - odparł.
"Wielu naszych partnerów na początku dziwiło się"
Wewiór był następnie pytany, w jakim świetle ta sprawa stawia Nawrockiego. Rzecznik zaznaczył, że nie chciałby politycznie oceniać działalności i wypowiedzi prezydenta. - Jestem przekonany, że panu prezydentowi też leży na sercu bezpieczeństwo Polski, a temu służy ten traktat - powiedział.
Dopytywany o to, jak Polska jest postrzegana przez sojuszników, którzy obserwują problemy komunikacyjne między pałacem prezydenckim a Radą Ministrów, odparł: - Myślę, że wielu naszych sojuszników, wielu naszych partnerów już rozumie przez ten dłuższy czas, bo zbliżamy się do roku kadencji pana prezydenta, jak wygląda sytuacja polityczna w Polsce.
- Wielu naszych partnerów na początku dziwiło się, dlaczego na przykład nie mamy ambasadorów. Nawet pytali, czy Polska zamierza obniżyć relacje, więc musieliśmy wtedy tłumaczyć, jak wygląda ten proces decyzyjny w Polsce. Są kraje, które mamy wrażenie, że do dzisiaj nie do końca zrozumiały, kto prowadzi politykę zagraniczną, a tę politykę prowadzi rząd. Myślę, że nasi partnerzy rozumieją wewnętrzne historie. W każdym kraju są też takie wydarzenia - powiedział Wewiór.