Siemoniak o słowach Nawrockiego: nie jestem w stanie tego pojąć

Karol Nawrocki
Nawrocki o traktacie polsko-brytyjskim: dobrze byłoby informować kancelarię i prezydenta
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: PAP/Przemysław Piątkowski
Nie jestem w stanie pojąć tego, że w jakikolwiek sposób można kwestionować tego rodzaju działanie - powiedział minister-koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak, odnosząc się do krytyki, jaką kieruje pałac prezydencki wobec polsko-brytyjskiego traktatu o partnerstwie.

Premierzy Donald Tusk i Keir Starmer podpisali w środę w Londynie polsko-brytyjski traktat o partnerstwie w dziedzinie bezpieczeństwa i obronności. Podkreślili, że to historyczny dokument, który podnosi do wyższej rangi wzajemne relacje i ma wzmocnić bezpieczeństwo obu krajów.

- Dobrze byłoby przed podpisywaniem zobowiązań w imieniu narodu polskiego informować kancelarię prezydenta i samego prezydenta o tym, że takie rozwiązania są przygotowywane - skomentował prezydent Karol Nawrocki. Dodał, że informacje na ten temat pozyskiwał wyłącznie "z opinii publicznej". Wcześniej szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz powiedział, że rząd nie konsultował się z ośrodkiem prezydenckim w sprawie traktatu.

"To było wiadome od wielu miesięcy"

Reakcję prezydenta skrytykował minister-koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak. - Nie jestem w stanie pojąć tego, że w jakikolwiek sposób można kwestionować tego rodzaju działanie z Wielką Brytanią - mówił w czwartek w radiowej Jedynce. Jak wymieniał, Wielka Brytania "jest państwem z solidną armią, państwem, które ma tożsame z Polską poglądy, jeśli chodzi o wojnę rosyjsko-ukraińską, które jednoznacznie i konkretnie wspiera Ukrainę".

Odnosząc się do zarzutów prezydenta, Siemoniak odparł, że o traktacie z Wielką Brytanią "było wiadomo od bardzo wielu miesięcy". Jak mówił, "gdy prezydent chce się czegoś dowiedzieć, ma urzędników, którzy są w bieżącej współpracy z MSZ, który te prace prowadził z MON".

Siemoniak: niech prezydent to wyraźnie powie

Traktat, aby wszedł w życie, wymaga podpisu prezydenta. Nawrocki zapowiedział, że najpierw musi się z nim zapoznać, po czym zrobi "wszystko, co będzie dobre dla bezpieczeństwa Polski i dla współpracy z naszymi sojusznikami". Siemoniak odparł, że "jeśli prezydent uważa, że nie powinien złożyć swojego podpisu pod tym traktatem, to niech to wyraźnie powie". - To jest po prostu działanie przeciwko interesom Polski i są granice walki politycznej - mówił.

W ocenie Siemoniaka traktat jednoznacznie służy Polsce. - To wynegocjowali urzędnicy z MSZ, wynegocjowali też wojskowi, cały rząd nad tym pracował. Naprawdę jest to dobre - zapewnił.

Kosiniak-Kamysz: co się w tym może nie podobać?

Jeszcze w środę do krytyki ze strony pałacu prezydenckiego odniósł się minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz. - Chciałbym, żeby raz kancelaria pana prezydenta ucieszyła się z tego, że Polska jest bezpieczniejsza - odpowiedział.

- Co się w tym może nie podobać? - pytał. - Już był taki ktoś, kto wprowadził prezydenta na minę i prezydent nie podpisał SAFE. Myślę, że dzisiaj bardzo żałuje, że nie będzie częścią wielkiej drużyny, która modernizuje polską armię. Nie zapisał się do tej drużyny. Na własne życzenie. My chcieliśmy mu dać tę szansę - powiedział szef MON.

Dodał, że "szlag trafia człowieka, jak ciągle słyszy tylko o własnym ogródku kancelarii pana prezydenta". - To nie jest pępek świata - mówił Kosiniak-Kamysz.

Źródło: PAP
Czytaj także: