Leki jak ropa: Polska uzależniona od importu. Czy grozi nam medyczny paraliż?

Recepta wzbudziła wątpliwości pracownika apteki (zdjęcie ilustracyjne)
Polacy spożywają za dużo leków bez recepty i suplementów diety. Stąd akcja "Leki to nie słodycze"
Źródło: Marek Nowicki/Fakty TVN
Polska nadal nie jest suwerenna lekowo - potwierdza nowy raport Krajowych Producentów Leków. - Przestaliśmy biec w tym kierunku, a cały świat uczestniczy już w sprincie i przyspiesza - podkreśla prezes KPL. Eksperci nie pozostawiają złudzeń: w oczywisty sposób przekłada się to na bezpieczeństwo kraju. - To samo, co dzieje się z ropą stanie się z lekami, bo to krytyczny komponent naszego życia - ostrzegają.
Kluczowe fakty:
  • Krajowa produkcja leków pokrywa jedynie około 30 proc. zapotrzebowania. W Polsce produkuje się zaledwie pół procenta kluczowych substancji czynnych do leków krytycznych.
  • Do czego może prowadzić brak suwerenności lekowej? Eksperci tłumaczą.
  • Analitycy podkreślają, że obecna sytuacja geopolityczna zwiększa ryzyko zakłóceń w dostawach leków.
  • Raporty i eksperci rekomendują wsparcie krajowej produkcji leków. Na czym miałoby polegać?

Analiza przygotowana w marcu przez Instytut Innowacji i Odpowiedzialnego Rozwoju INNOWO wskazuje, że wartość polskiej produkcji leków pokrywa zaledwie niespełna jedną trzecią potrzeb społeczeństwa. Brakujące 70 procent to nasze uzależnienie od dostaw zagranicznych, głównie z Azji. Wskaźnik bezpieczeństwa lekowego Polski nie poprawił się od 2021 r., kiedy takie badanie wykonał Instytut Nowej Europy.

Słabość, która może być wykorzystana do ataków

- Niesuwerenność lekowa to brak medycznego zabezpieczenia armii, uniemożliwiający prowadzenie działań zbrojnych. To również groźba paraliżu systemu opieki zdrowotnej, a w efekcie utraty zdrowia i życia mieszkańców kraju oraz destabilizacji państwa. To wreszcie słabość, która może być wykorzystana do ataków hybrydowych - dodaje Hubert Bukowski, dyrektor ds. badań INNOWO, współautor raportu.

Instytut INNOWO porównał stosunek wartości produkcji krajowej farmaceutyków do wartości potrzeb lekowych społeczeństwa w krajach UE, dopełniając te wyliczenia proporcją salda handlu zagranicznego leków do ich importu. Najlepiej w tym rankingu wypadły Irlandia, Słowenia, Dania, Belgia i Szwecja, gdzie wartość produkcji znacznie przekracza potrzeby kraju. We Francji, Hiszpanii, Portugalii, Włoszech, Holandii i na Węgrzech wartość produkcji była mniej więcej równa wartości konsumowanych tam leków. Natomiast podobnie niebezpieczny wynik do naszego zanotowały Czechy, Litwa, Łotwa, Bułgaria, Chorwacja, Grecja. W gorszym położeniu niż Polska znalazły się tylko Słowacja, Rumunia i Estonia.

- Przegrywamy konkurencję z producentami z Azji i udział krajowej produkcji w wartości polskiego rynku maleje. Nasza zależność od importu z Azji w zakresie składników leków wynosi 80 procent, a intensywne działania krajów azjatyckich mają na celu osiągnięcie podobnego stopnia uzależnienia w przypadku leków gotowych - alarmuje Barbara Misiewicz-Jagielak, wiceprezeska Krajowych Producentów Leków. W latach 2003-2024 nastąpił ponad sześciokrotny wzrost wartości importu wyrobów farmaceutycznych. Wartość importowanych leków stanowi prawie 70 proc. wartości konsumowanych przez Polaków farmaceutyków.

"Setki tysięcy osób będą miały przerwane terapie"

Problemem jest również zależność w zakresie produkcji krytycznych leków, w przypadku których przerwanie leczenia może skutkować utratą zdrowia lub życia.

- Produkujemy w Polsce zaledwie pół procenta kluczowych substancji (API) do wytwarzania leków krytycznych, czyli takich, bez których lekarze, nawet najlepsi, nie będą w stanie leczyć pacjentów. To nie jest kwestia tylko teoretyczna. Brak tych leków spowoduje, że szpitale nie będą mogły operować pacjentów, że setki tysięcy osób będą miały przerwane terapie, jeśli cokolwiek się wydarzy - komentuje Krzysztof Kopeć, prezes Krajowych Producentów Leków.

Eksperci z Instytutu INNOWO ostrzegają, że uzależnienie dostaw od jednego kraju lub regionu może w sytuacji krytycznej doprowadzić do zakłócenia łańcuchów dostaw. Przykład takiej sytuacji mieliśmy w 2022 roku. W 28 krajach Europejskiego Obszaru Gospodarczego wystąpiły wówczas niedobory jednego z najbardziej popularnych antybiotyków, amoksycyliny. Za dostawy tej substancji w 70 proc. odpowiadają Indie i Chiny.

To nie są "obłąkane wizje"

Analitycy ostrzegają, że w obecnej sytuacji geopolitycznej zakłócenia w dostępności do leków i substancji czynnych są bardzo realną wizją.

- Nikt z nas nie przypuszczał, że pandemia zatrzęsie naszym światem i życiem. Nikt nie przypuszczał, że USA będą mówić o wyjściu z NATO czy grozić, że zniszczą cywilizację Iranu. Nikt, nawet w najśmielszych przypuszczeniach, nie myślał, że USA będą grozić podbiciem Grenlandii i Kanady. Kilka lat temu ktoś pomyślałby, że to obłąkane wizje, ale nimi nie są. A w tym samym czasie Chiny stały się prawdziwym mocarstwem gospodarczym i dążą do dominacji. Mają już kluczowe elementy, by szantażować innych - ostrzega Kopeć. - A my ryzykujemy potencjalnym kryzysem tu, na miejscu. Jeszcze jest czas, by temu przeciwdziałać. Dziś leki w aptekach są, każdy może się leczyć. Czy do nich dotrą jutro? To pytanie - o łańcuchy dostaw i o geopolitykę - dodaje.

Wizję możliwości powstania kolejnych kryzysów zarysowuje Jacek Bartosiak, CEO i Founder Strategy&Future. - Jeśli wybuchnie wojna dronowa z udziałem Polski albo Europa będzie w stanie wojny z Rosją, to z dużą dozą prawdopodobieństwa będzie to egzekwowane na nas. Pewne towary nie będą do nas dochodzić, w tym leki, bo one bardzo szybko zmiękczają demokratycznie wybrane władze. To samo, co dzieje się z ropą, stanie się z lekami, bo to krytyczny komponent naszego życia. Moim zdaniem przed nami kilkanaście lat sekwencji wielkich kryzysów, z możliwością wojny światowej, zwłaszcza chińsko-amerykańskiej, ze wszystkimi tego konsekwencjami - ostrzega.

Co można zrobić?

Z badania firmy analitycznej PEX, opartego o ankiety przeprowadzone wśród 12 kluczowych firm farmaceutycznych w Polsce, wynika, że najbardziej potrzebnym wsparciem do tego, aby producenci leków zainwestowali w produkcję leków w Polsce, obok stworzenia warunków uzyskania zezwoleń środowiskowych i na budowę, jest zmiana polityki cenowej w przypadku polskiej produkcji.

- Jeśli zdecydowalibyśmy się na produkcję w Polsce stu API z listy leków krytycznych, to postawienie takiej fabryki byłoby kosztem rzędu 2 miliardów złotych, a wolumen leków krytycznych dla polskich pacjentów zostałby zaopatrzony - podkreśla Krzysztof Kopeć.

Autorzy raportu przygotowanego przez INNOWO wskazują, że wsparcie produkcji krajowej może przynieść znaczące długoterminowe korzyści nie tylko dla bezpieczeństwa narodowego i zdrowia publicznego, ale też stabilności gospodarczej. Wsparcie publiczne, zapewniające odpowiednią wielkość produkcji, jest więc korzystną długoterminową inwestycją, a nie kosztem.

- Państwo polskie powinno zapewnić krajowym wytwórcom utrzymanie w Polsce mocy produkcyjnych dla krytycznych dla zdrowia oraz życia Polaków leków i zagwarantować stabilny rynek zbytu. Trzeba siąść do stołu i ustalić warunki, w których zbudujemy swój krajowy bezpieczny i rozwijający się rynek. Bez długoterminowych kontraktów, przewidywalnej polityki refundacyjnej, jasnego sygnału, że leki są dobrem strategicznym i że robimy to razem, nie da się zbudować odporności systemu - rekomenduje Anna Gołębicka, ekonomista, strateżka, współzałożycielka Human Answer Institute, ekspertka Centrum im. Adama Smitha, doradczyni wielu firm i instytucji.

Czytaj także: