Rekordowe zaległości NFZ. Szpitale leczą, ale wciąż czekają na pieniądze

shutterstock_2273440563
Krupa: NFZ to urząd do dzielenia biedy
Źródło: TVN24
Szpitale wciąż nie mają rozliczonych kosztów leczenia w programach lekowych za ubiegły rok - wynika z analizy sporządzonej przez Federację Przedsiębiorców Polskich. Kwota zaległości jest rekordowa - to dwa miliardy złotych. Dla pacjentów już korzystających z terapii oznacza to obawę o ciągłość leczenia. Dla tych, którzy dopiero się o to starają - że będą musieli zaczekać. NFZ informuje, że trwa bilansowanie umów i rozliczenie świadczeń jeszcze z budżetu na ubiegły rok.
Kluczowe fakty:
  • NFZ ma wielomiliardowe zaległości w rozliczaniu programów lekowych. Szpitale muszą kredytować kosztowne terapie, a to zagraża ich stabilności finansowej i ciągłości leczenia pacjentów.
  • Najbardziej cierpią pacjenci dopiero włączani do nowych terapii. Opóźnienia i niedoszacowane kontrakty ograniczają dostęp do innowacyjnego leczenia, pogłębiając nierówności w ochronie zdrowia.
  • Eksperci mówią, że źródłem problemu jest chroniczne niedofinansowanie systemu, rosnące zobowiązania NFZ i brak systemowych reform finansowania ochrony zdrowia.
  • Co na to Narodowy Fundusz Zdrowia?
  • Więcej tekstów o systemie ochrony zdrowia można znaleźć w zakładce "Zdrowie" w tvn24.pl.

Programy lekowe są w polskiej ochronie zdrowia rozwiązaniem, które pozwala na objęcie refundacją najbardziej innowacyjnych i często bardzo kosztownych terapii.

Jak przypomina Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP), szpitale, które realizują programy lekowe, muszą najpierw samodzielnie pokryć koszty terapii, zanim Narodowy Fundusz Zdrowia je rozliczy i za nie zapłaci. Jeśli są opóźnienia w płatnościach, placówki "kredytują" płatnika, aby móc dalej leczyć tych, którzy do terapii zostali już włączeni oraz kwalifikować kolejnych chorych. Z danych zebranych przez FPP wynika, że szpitale nie otrzymały pełnych płatności za ubiegły rok, zarówno za leczenie onkologiczne, jak i nieonkologiczne.

Szpitale muszą kredytować leczenie

Do tej pory NFZ rozliczył niespełna 14 mld zł za ubiegły rok (całkowita wartość świadczeń to 16 mld zł). Na pozostałe środki placówki wciąż czekają, a zaległości dotyczą nie tylko samej końcówki roku, ale również drugiego i trzeciego kwartału.

- To poważny kłopot dla podmiotów leczniczych. Oznacza to dla nich, że muszą kredytować tę działalność, i to na kwotę ponad dwóch miliardów złotych. Nigdy poziom zaległości nie był tak duży. Może to prowadzić do tego, że te placówki, które są w gorszej sytuacji finansowej, a takich w Polsce przecież nie brakuje, będą się zastanawiać, czy dalej prowadzić tę działalność - komentuje dla tvn24.pl Wojciech Wiśniewski z Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Z informacji przesłanej przez FPP wynika, że szpitale czekają na rozliczenie m.in. leczenia pacjentów z nowotworami hematoonkologicznymi, takimi jak ostra białaczka limfoblastyczna czy chłoniaki T- i B-komórkowe. Podobna sytuacja dotyczy nowotworów kobiecych. Za leczenie raka szyjki macicy Narodowy Fundusz Zdrowia zapłacił tylko 70 proc. należnych kwot, a w przypadku raka endometrium - 55 proc.

- Zwróćmy uwagę na to, że te braki płatności dotyczą też ginekologii onkologicznej. Pomimo że mamy nielimitowe finansowanie programów lekowych w onkologii, to jednak nie oznacza to, że ośrodki otrzymują płatności. Druga rzecz jest taka, że pacjenci w programach nieonkologicznych dostają informację, że powinni się zgłosić na leczenie później, a to już oznacza nierówność w dostępie do świadczeń. Dobrze byłoby poznać skalę takiego zjawiska, ale nie mamy takich danych. To wszystko jest na zeszyt, na telefon - mówi Wiśniewski.

FPP podaje, że w programach lekowych dla pacjentów z chorobami nieonkologicznymi zaległości obejmują m.in. leczenie chorób nerek, choroby Parkinsona oraz leczenie profilaktyczne pacjentów po przeszczepach. Duże braki widać w leczeniu kardiomiopatii - tu NFZ uregulował 63 proc. zobowiązań - oraz miastenii, gdzie zapłacono tylko połowę należności.

NFZ informuje natomiast, że Fundusz w 2025 r. za terapie w programach lekowych zapłacił ponad 14 mld zł, a nie zamknął jeszcze rozliczeń. Podkreśla, że to więcej niż w 2024 r. - NFZ przeznaczył na programy lekowe w 2024 r. 12,3 miliarda złotych. Dyrektor biura komunikacji i promocji NFZ Paweł Florek mówi, że ostateczne rozliczenie poprzedniego roku, zgodnie z prawem, ma miejsce w II połowie lutego kolejnego roku. Zaznaczył, że dlatego właśnie teraz oddziały wojewódzkie NFZ podsumowują pod kątem finansowym 2025 r. - Trwa bilansowanie umów i rozliczenie świadczeń jeszcze z budżetu na 2025 r. Dotyczy to także nadwykonań, w tym tych w programach lekowych - dodaje. Florek zaznacza, że Fundusz na bieżąco płaci za leki w programach lekowych do wysokości podpisanych umów. - Jeśli świadczeń jest więcej niż wynika to z kontraktu z NFZ - mamy do czynienia z nadwykonaniami. W przypadku leków w programach lekowych są to świadczenia limitowane. Ale mimo tego Fundusz zawsze traktuje je priorytetowo i płaci za te nadwykonania zaraz po uregulowaniu nadwykonań w świadczeniach nielimitowanych - dodaje. Dyrektor biura komunikacji i promocji NFZ mówi, że ostateczna skala nadwykonań, które nie zostały rozliczone z budżetu na 2025 r., będzie znana po zamknięciu rachunków za ubiegły rok, czyli w II połowie lutego 2026 r. - Dotyczy to również nadwykonań w programach lekowych - dodaje.

Szpital nie może się zadłużać i za takie leczenie płacić

A jak odczuwają to lekarze i ich pacjenci? Zapytaliśmy klinicystów prowadzących programy lekowe w neurologii i dermatologii.

- W neurologii nowoczesne leczenie jest prowadzone głównie w programach lekowych. Niestety, na dziś nie są rozliczone nawet leki, które podaliśmy w programach lekowych w roku 2025. Zostały one kupione przez ośrodki leczące i wydane pacjentom. Świadczeniodawcy nadal czekają na zwrot pieniędzy, które wydali na te leki, nie mówiąc już o tak zwanej obsłudze programów lekowych, czyli o pracy personelu i o badaniach diagnostycznych. Aktualnie rozliczany jest dopiero trzeci kwartał 2025 roku, a przecież jesteśmy już na półmetku pierwszego kwartału nowego roku - komentuje w rozmowie z naszym reporterem prof. Alina Kułakowska, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

- Generalnie są duże zaległości w rozliczeniach i nie zmienia się to od lat. Co do programów lekowych - jeśli nie jesteśmy w stanie pacjentowi zapewnić ciągłości leczenia, z uwagi na to, że nie ma ciągłości w rozliczeniu, to szpital nie może się zadłużać i za takie leczenie płacić. Oczywiście zawsze stawaliśmy na głowie, żeby tę ciągłość leczenia zapewnić, a przecież oznacza ona dla chorych normalne funkcjonowanie - podkreśla dr Piotr Sobolewski, starszy asystent w Klinice Dermatologii PIM MSWiA w Warszawie.

Jak dodaje, w przypadku łuszczycy czy łuszczycowego zapalenia stawów rezygnacja czy przerwanie terapii, nawet na krótki okres sprawia, że choroba wraca bardzo szybko. W efekcie pacjenci muszą chodzić na zwolnienia lekarskie, często wręcz wycofują się z życia społecznego. Przerwa w leczeniu oznacza też duże ryzyko wytworzenia przeciwciał przeciwko lekowi, a to oznacza, że po ponownym włączeniu taka terapia będzie już nieskuteczna. Piotr Sobolewski mówi, że przypadki, kiedy terapię trzeba było zawiesić zdarzały się incydentalnie, bo szpital robi co się da, by utrzymać ciągłość innowacyjnego i skutecznego leczenia.

- Problemy finansowe najbardziej odczuwają osoby włączane dopiero do terapii. Jeśli pieniędzy brakuje, to uznajemy, że pierwszeństwo mają osoby, które już są w terapii - dodaje lekarz.

"Nowe kontrakty są niedoszacowane"

Jeśli dokładnie przyjrzymy się danym, to okaże się, że w najmniejszym stopniu zostały rozliczone koszty programów lekowych, które zostały uruchomione niedawno. W przypadku ataksji Friedreicha (neurologia) - rozliczonych zostało zaledwie 11,32 proc. kosztów. W przypadku ciężkiej postaci łysienia plackowatego (dermatologia) - 51,22 proc. Oba programy zostały uruchomione w lipcu 2025 roku, oba były bardzo wyczekiwane przez pacjentów. Opóźnienia w płatnościach już na wstępie mogą oznaczać, że kolejni pacjenci, którzy liczą na objęcie ich innowacyjnymi terapiami, dłużej zaczekają na włączenie do leczenia. A w tym czasie choroba przecież postępuje.

Lekarze zwracają uwagę także na to, że w wielu przypadkach kontrakty na prowadzenie programów lekowych w 2026 roku są niedoszacowane. - One mają zaniżone wartości w stosunku do realnych potrzeb. Świadczy o tym chociażby fakt, że są to niższe kwoty, niż te, które wydaliśmy w ubiegłym roku. A przecież leczymy chorych przewlekle, więc pacjentów co roku nam nie ubywa, a wręcz przybywa - komentuje prof. Alina Kułakowska.

Przykład? Leczenie migreny. Jak mówi Małgorzata Czernichowska-Kotiuszko, neurolog realizująca ten program lekowy, kwota zakontraktowana przez NFZ nie wystarcza na pełną obsługę zakwalifikowanych już do leczenia pacjentów. - Wystarcza mi na przyjęcie pięciu pacjentek na wizyty kontrolne i trzy podania toksyny botulinowej oraz jedno podanie fremanezumabu. A ja potrzebuję podać pięć razy toksynę botulinową i pięć razy fremanezumab. Jeśli leczę pacjentki regularnie, a tego ode mnie wymaga program lekowy, to muszę te pieniądze dokładać, a to generuje nadwykonania. Część pieniędzy z tego tytułu mam już wypłacone, ale Narodowy Fundusz Zdrowia dużo jeszcze zalega mi z pokryciem nadwykonań za ubiegły rok. Kontrakt jest mocno niedoszacowany w stosunku do potrzeb - przyznaje lekarka.

Chęć pomocy, potrzeby pacjentów i "Bogu ducha winny NFZ"

Skąd biorą się te problemy? Tu jak bumerang wraca temat niedofinansowania systemu ochrony zdrowia. - To gra, w której nie ma wygranych. Ośrodki chcą nieść pomoc, pacjenci potrzebują leczenia, a Bogu ducha winny NFZ nie ma pieniędzy, żeby zapłacić. Wszyscy trzymają się na muszce, a jedyną odpowiedzią jest zmiana finansowania systemu ochrony zdrowia. Ten model, który mamy, już się wyczerpał - podkreśla Wojciech Wiśniewski.

O luce w finansowaniu publicznej ochrony zdrowia pisaliśmy już wielokrotnie. O tym, jaka jest skala niedoszacowania, najlepiej świadczy to, że potrzeby systemowe w coraz mniejszym stopniu pokrywają składki zdrowotne. Z roku na rok trzeba dokładać do niego większe kwoty z dotacji z budżetu państwa. W tym roku wynosi ona 26 miliardów złotych, a mimo to w kasie płatnika publicznego zabraknie 23 miliardów.

- To wynika z tego, że na NFZ są nakładane kolejne obowiązki, na które nie daje się im pieniędzy. Uruchomienie nowych programów lekowych to takie samo nowe zobowiązanie jak chociażby "ustawa podwyżkowa". NFZ nie jest temu winny. Oni robią co mogą, ale nie może być tak, że zaciągamy kolejne zobowiązania i liczymy na to, że wierzyciel do nas nie przyjdzie. Obawiam się też tego, że istnieje pewien punkt, moment, w którym i dostawcy i banki przestaną to finansować, albo wzrosną koszty. Wtedy pacjenci odczują te problemy jeszcze bardziej - komentuje Wiśniewski.

Federacja Przedsiębiorców Polskich zawnioskowała o omówienie kwestii problemów z rozliczaniem programów lekowych podczas posiedzenia Trójstronnego Zespołu do spraw Ochrony Zdrowia, które ma się odbyć 18 lutego. FPP oczekuje informacji o planowanym terminie uregulowania zaległych zobowiązań oraz przedstawienia zbiorczych danych dotyczących wartości kontraktów na programy lekowe w 2026 r.

Póki co nie ma jednak zgody ani co do tego, czy i jak zmienić finansowanie ochrony zdrowia, ani jak zoptymalizować ponoszone koszty. Nie ma konsensusu chociażby w kwestii zmian w tzw. ustawie podwyżkowej, która zakłada lipcowe waloryzacje płac pracowników w ochrony zdrowia w oparciu o wskaźniki liczone w stosunku do średniego wynagrodzenia w gospodarce. Realizacja waloryzacji, jeśli nic się nie zmieni, oznacza w tym roku podwyżki o 8,82 proc. i może pochłonąć 70 mld zł. Już w ubiegłym roku na przeprowadzenie podwyżek pieniędzy zabrakło (około 18 mld zł) i trzeba je było przesuwać, a koszt waloryzacji wyniósł wtedy "zaledwie" 58 mld zł.

Napisz do autora: piotr1.wojcik@wbd.com

Czytaj także: