W sobotę rano ministerstwo obrony Izraela przekazało, że rozpoczęło "prewencyjny" atak na Iran. Niedługo później prezydent USA Donald Trump poinformował, że w ataku na Iran wzięły udział także siły Stanów Zjednoczonych. Dowództwo Centralne USA poinformowało w sobotę wieczorem, że operacja o kryptonimie "Epicka Furia" rozpoczęła się o 7.15 czasu polskiego.
Do wybuchów doszło w stolicy Iranu - Teheranie, a także w kilku innych miastach, w tym w Isfahanie w środkowej części kraju oraz w Tebrizie na północnym zachodzie.
Trump ogłosił rozpoczęcie "dużej operacji wojskowej"
W odpowiedzi na działania USA i Izraela, Iran zaatakował amerykańskie bazy w Kuwejcie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Katarze i Bahrajnie, a także Izrael. Przedstawiciel USA potwierdził w sobotę agencji Reuters, że po uderzeniu Iranu w amerykańską instalację wojskową w Bahrajnie nie odnotowano ofiar śmiertelnych.
Telewizja CNN poinformowała w sobotę, że armia Stanów Zjednoczonych planuje kilkudniowe ataki przeciwko Iranowi.
Trump, w nagraniu opublikowanym na swoim portalu społecznościowym Truth Social, oznajmił, że USA rozpoczęły dużą operację wojskową przeciwko Iranowi. Zapewnił, że kraj ten nigdy nie będzie mieć broni atomowej. Zapowiedział przy tym, że potencjał rakietowy Iranu zostanie zniszczony, a jego marynarka wojenna zostanie "unicestwiona". Wezwał też naród irański do przejęcia władzy w kraju.
Trump udzielił też krótkiego wywiadu telefonicznego "Washington Post" po godzinie 4 nad ranem czasu lokalnego (po godzinie 10 w Polsce). Była to jego pierwsza wypowiedź od ogłoszenia operacji w Iranie. - Jedyne, czego chcę, to wolność dla ludzi - powiedział. Była to jego odpowiedź na pytanie, jakie nadzieje dla tego, co pozostawi po sobie, wiąże z atakiem na Iran i dążeniem do zmiany reżimu.
Izrael i USA o celu operacji
Premier Izraela Benjamin Netanjahu oznajmił, że jego kraj i Stany Zjednoczone rozpoczęły operację, by usunąć egzystencjalne zagrożenie ze strony reżimu irańskiego. Podkreślił, że Teheran nie powinien "w żadnym wypadku" dysponować bronią nuklearną.
W opublikowanym w internecie nagraniu syn ostatniego szacha Iranu Reza Pahlawi powiedział, że pomoc, którą Trump obiecał Irańczykom, w końcu nadeszła. - To interwencja humanitarna. Jej celem jest wyłącznie reżim, nie kraj, nie cywile. Ostateczna wygrana powinna jednak nadejść dzięki nam. To my musimy stoczyć tę ostateczną bitwę. To czas ponownego wyjścia na ulice - wezwał Pahlawi.
Szef MSZ Iranu Abbas Aragczi mówił, że Iran stracił "kilku dowódców", lecz ocenił wtedy, że "sytuacja jest pod kontrolą". Oskarżył też USA o zabicie 85 dziewcząt w ataku na szkołę w miejscowości Minab. Aragczi zadeklarował, że Teheran jest gotowy do deeskalacji, a Oman, pośredniczący w negocjacjach między Waszyngtonem a Teheranem, zaapelował w sobotę do Izraela, USA i Iranu o natychmiastowe zaprzestanie wszelkich operacji wojskowych.
Ajatollah Ali Chamenei został zabity
Ali Chamenei nie żyje - taką informację przekazał najpierw Izrael, a później Donald Trump. Rzecznik Irańskiego MSZ najpierw odpowiadał, że ich lider jest "cały i zdrowy". Kilka godzin później państwowe irańskie media potwierdziły śmierć ajatollaha. Jak podał Reuters, powołując się na irańskie media państwowe, najwyższy przywódca reżimu został zabity w sobotę rano w swoim biurze.
Obowiązki przywódcy kraju przejmie tymczasowo rada złożona z prezydenta Iranu, szefa wymiaru sprawiedliwości oraz jednego z prawników Rady Strażników - poinformowała reżimowa agencja IRNA.
Agencja Reutera podała, że w atakach zginęli także córka, wnuk, zięć oraz synowa najwyższego przywódcy Iranu. Z kolei według agencji IRNA, w izraelskich i amerykańskich atakach zginęli główny doradca Najwyższego Przywódcy, Ali Szamchani, oraz dowódca Gwardii Rewolucyjnej Mohammed Pakpour.
Stacja CBS, powołując się na źródła w wywiadzie i wojsku, poinformowała, że w izraelsko-amerykańskich atakach zginęło około 40 przedstawicieli władz Iranu.
Ataki w rejonie i odwołane loty
Do ataków doszło także w wielu innych krajach regionu. Władze Bahrajnu informowały o atakach na główną bazę amerykańskiej V floty, budynki mieszkalne, czy lotnisko w stolicy kraju Manamie.
W sobotę po południu w Dubaju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich pojawiły się kłęby dymu i ogień. Tego samego dnia doszło również do incydentu na lotnisku w Dubaju, w wyniku którego cztery osoby zostały ranne, a terminal uległ niewielkim uszkodzeniom. Biuro Mediów Rządu Dubaju poinformowało, że lokalne władze potwierdziły także przechwycenie drona, którego szczątki spowodowały niewielki pożar na zewnętrznej elewacji hotelu Burdż Al Arab. Z kolei w Abu Zabi, stolicy ZEA, jedna osoba zginęła, a siedem zostało rannych wskutek uderzenia drona w tamtejsze lotnisko.
Więcej szczegółów na temat sytuacji w Dubaju otrzymaliśmy na Kontakt24 >>>
Syreny alarmowe wybrzmiały też w całym Izraelu. W Tel Awiwie jedna osoba zginęła, a 19 zostało rannych w wyniku uderzenia irańskiego pocisku balistycznego – poinformował portal Times of Israel, powołując się na służby ratunkowe.
Po rozpoczęciu ataków Izrael zamknął przestrzeń powietrzną, a jego armia ogłosiła "zakaz działalności edukacyjnej, zgromadzeń oraz pracy" z wyjątkiem kluczowych sektorów. Swoje przestrzenie powietrzne zamknęły również inne kraje regionu, w tym Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz Irak. Nie tylko nie da się dolecieć do tych krajów, nie da się z nich także wylecieć.
Ponadto linie lotnicze, między innymi LOT, Lufthansa, KLM czy Wizzair, odwołały loty w regionie Bliskiego Wschodu.
Sytuacja Polaków na Bliskim Wschodzie
Prezydent Karol Nawrocki zapewnił w sobotę, że jest na bieżąco informowany o sobotnich atakach na cele w Iranie i pozostaje w stałej łączności z sojusznikami z NATO i instytucjami państwa. Premier Donald Tusk odebrał meldunki MON i MSZ i poinformował, że polscy obywatele, w tym personel polskiej ambasady w Teheranie, są bezpieczni, ale rząd jest przygotowany na różne scenariusze.
"Pracownicy ambasady bezpieczni, w bazie Odyseusz zarejestrowanych tylko kilkoro osób, głównie z podwójnym obywatelstwem. Wraz z sojusznikami monitorujemy dramatyczną, piekielnie skomplikowaną sytuację" - pisał w sobotę po południu minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.
W sobotnich "Faktach po Faktach" w TVN24 szef polskiej dyplomacji odniósł się natomiast do bezpieczeństwa podróży lotniczych w rejonie Bliskiego Wschodu. - Na dzisiaj bezpieczny jest Egipt, ale to się może zmienić. Jeszcze są loty z Jordanii i z Arabii Saudyjskiej, ale wydaje się, że najbezpieczniejszą drogą wyjazdu jest w tej chwili droga lądowa - poinformował.
Mówił też, że dotychczas nie ma informacji o tym, aby Polacy na Bliskim Wschodzie byli w bezpośrednim niebezpieczeństwie.
Opracowali: Kuba Koprzywa, Mikołaj Stępień /akw
Źródło: tvn24.pl, PAP, Reuters
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/ATEF SAFADI