"Dla oskarżonego była to zabawa. Dla strusia walka o życie". Ptak konał dwa dni

Od lewej: adwokat Maciej Relewicz i oskarżony Łukasz Sz.
Mowy końcowe w procesie oskarżonego o znęcanie się nad strusiem
Źródło: TVN24
To nie był głupi wybryk, a zaplanowane działanie. Struś Zenek nie przeżył po brutalnym ataku, który zafundował mu Łukasz Sz. Mężczyzna wtargnął na teren Traperskiej Osady pod Poznaniem i zaatakował zwierzę na wybiegu. 37-latek jest oskarżony o znęcanie się nad strusiem ze szczególnym okrucieństwem i wiele innych przestępstw. Prokuratura chce dla niego sześciu lat więzienia.

- Od 15 lat reprezentuję oskarżycieli posiłkowych w sprawach o znęcanie się nad zwierzętami. I przez te 15 lat nie spotkałam się z taką sprawą jak ta - powiedziała na sali sądowej mecenas Katarzyna Topczewska.

Przed Sądem Okręgowym w Poznaniu zakończył się proces Łukasza Sz., oskarżonego o 21 przestępstw, w tym znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad strusiem. Skatowane zwierzę nie przeżyło. Inne zarzucane mężczyźnie przestępstwa to m.in. posiadanie znacznych ilości narkotyków, handel narkotykami, zniszczenie mienia i groźby karalne. Jedyny zarzut, do którego nie przyznaje się Łukasz Sz., dotyczy podpalenia siana.

We wtorek strony wygłosiły mowy końcowe. Wyrok zostanie ogłoszony 2 marca.

Katarzyna Topczewska mówiła, że oczekują najwyższego wymiaru kary dla oskarżonego - pięciu lat bezwzględnego więzienia.

- Ja nie znajduję żadnych okoliczności łagodzących dla oskarżonego. To, co oskarżony zrobił, to było bestialstwo w czystej postaci, a sam zamiar, z którym szedł do tej zagrody był szczególnie szokujący. Powiedzmy sobie wprost i szczerze, on szedł z zamiarem zgwałcenia tego zwierzęcia. Zenek musiał bardzo walczyć o życie, skoro taki poharatany, z takimi poważnymi obrażeniami jeszcze uciekł, a następnie wrócił, żeby umrzeć w swoim domu - mówiła reporterowi TVN24.

"Jestem pierwszym typem w Polsce, który powalił strusia"

Prokuratorka Beata Trawczyńska przypomniała, że w akcie oskarżenia znajdują się dowody na popełnienie przez Łukasza Sz. wszystkich zarzucanych mu przestępstw. Podkreśliła, że w ocenie prokuratury, brak jest okoliczności łagodzących po stronie oskarżonego. Mężczyzna był już wcześniej karany i to za przestępstwa narkotykowe. A przed zatrzymaniem zarabiał na sprzedaży środków odurzających, które sprzedawał bez skrupułów - i to również małoletniemu.

Przechodząc do zarzutu znęcania się nad strusiem Zenkiem, Trawczyńska powiedziała, że nie jest on zagrożony tak wysoką karą jak sprzedaż narkotyków małoletnim, ale "ciężar gatunkowy tego przestępstwa jest ogromny".

- Oskarżony bez żadnych powodów dopuścił się bestialstwa, nie można tego inaczej nazwać, w postaci zamachu na życie zwierzęcia bezbronnego i niespodziewającego się ze strony człowieka jakiejkolwiek krzywdy. (...) Dla oskarżonego była to zabawa. Dla strusia walka o życie, w której nie miał z człowiekiem jakichkolwiek szans - powiedziała.

Od lewej: adwokat Maciej Relewicz i oskarżony Łukasz Sz.
Od lewej: adwokat Maciej Relewicz i oskarżony Łukasz Sz.
Źródło: TVN24

Trawczyńska zacytowała również fragment korespondencji listu, wysłanego przez oskarżonego: Jestem pierwszym typem w Polsce, który powalił strusia. Mówią i piszą o mnie do tej pory na całej Polsce, a filmik z telefonu przebije wszystko.

- Nie ma słów komentarza. Zarzucony czyn oskarżony popełnił umyślnie, zaplanował wcześniej, że chce zwierzęciu zrobić krzywdę dla zabawy i zysku. Ciosy zadawane były zwierzęciu z dużą siłą po całym ciele spowodowały rozległe obrażenia. Dysproporcja sił pomiędzy oskarżonym a bezbronnym ograniczonym ogrodzeniem wybiegu zwierzęciem była niebagatelna, a alkohol miał dodatkowo negatywny wpływ na poziom agresji u oskarżonego - zakończyła Trawczyńska.

Prokuratorka wniosła o łączną karę 6 lat pozbawienia wolności.

"Z tej sali musi wyjść jasny sygnał"

Mecenas Katarzyna Topczewska, która reprezentuje opiekunów strusia, apelowała do sędziego Roberta Grzesia, by ten nie wierzył w skruchę oskarżonego. Jej zdaniem suche przeprosiny były po prostu "wydmuszką procesową" i jedyną szansą oskarżonego na jakąkolwiek okoliczność łagodzącą.

Przypomniała, że ta sprawa jest szokująca nie tylko przez to, co oskarżony zrobił, ale i przez to, co planował i, co zapowiadał w korespondencji z drugim oskarżonym. Podkreśliła również, że społeczeństwo oczekuje, aby sądy - wymierzając karę - w pełni wykorzystywały możliwości, jakie daje im ustawa o ochronie zwierząt.

Sprawę rozpatruje Sąd Okręgowy w Poznaniu
Sprawę rozpatruje Sąd Okręgowy w Poznaniu
Źródło: TVN24

- Z tej sali musi wyjść jasny sygnał do społeczeństwa, że takie bestialstwo, takie okrucieństwo jak zaatakowanie niewinnej istoty w jej własnym domu, z zamiarem zrobienia jej tak potwornej, obrzydliwej krzywdy musi spotkać się z adekwatną reakcją wymiaru sprawiedliwości - mówiła Topczewska.

Oskarżycielka posiłkowa wniosła o maksymalny wymiar kary za znęcanie się nad zwierzętami - pięć lat pozbawienia wolności.

Właściciel Osady Traperskiej również zabrał głos. Wskazał, że mimo upływu czasu, trudno jest pogodzić się nie tylko ze śmiercią strusia, który towarzyszył im od kilkunastu lat, ale przede wszystkim z tym, w jaki sposób doszło do tej śmierci.

"Jest mi głupio i żal"

Mecenas Maciej Relewicz powiedział na sali sądowej, że nie widzi potrzeby, by wracać szczegółowo do tego, co się wydarzyło w Traperskiej Osadzie, bo wszystko już zostało w tym temacie przekazane. Przypomniał, że sam oskarżony przyznał się do stawianych mu zarzutów na pierwszej rozprawie.

- Jego postawa pokazuje, że zrozumiał zło swojego działania - powiedział Relewicz i zawnioskował o łączną karę trzech lat i sześciu miesięcy pozbawienia wolności.

Na końcu głos zabrał oskarżony. - Ja chciałem za wszystko przeprosić, pomimo to, że tego po mnie nie widać, to jest mi naprawdę głupio i żal - podsumował.

Przed Sądem Okręgowym w Poznaniu zorganizowano pikietę w obronie praw zwierząt. Jej uczestnicy domagali się zaostrzenia kar za znęcanie się nad zwierzętami.

Dwa dni męczarni

Do dramatycznych wydarzeń doszło 11 stycznia tego roku. Łukasz Sz. pojawił się na terenie Osady Traperskiej w Bolechówku pod Poznaniem z dwoma kolegami. Miał ze sobą nożyce do cięcia metalu i to za ich pomocą dostał się do zagrody.

Po wdarciu się na teren agroturystyki Łukasz Sz. znęcał się nad strusiem. Jak orzekli biegli, zwierzę było uderzane z wielką siłą, co doprowadziło do powstania u strusia obrażeń wielonarządowych, wewnętrznych. I to tak poważnych, że prowadziły one do wewnętrznego krwotoku.

Klatka kluczowa-40080
Łukasz Sz. został oskarżony o znęcanie się nad strusiem ze szczególnym okrucieństwem
Źródło: TVN24

Jak wynika z informacji przekazanych przez Fundację Międzynarodowych Ruch na Rzecz Zwierząt Viva!, oskarżony miał bić strusia tępym narzędziem, kopać, ciągnąć za skrzydła i szyję, doprowadzając m.in. do przerwania ciągłości przełyku. Zwierzę padło po dwóch dniach męczarni.

OGLĄDAJ: TVN24 HD
pc

TVN24 HD

pc
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Czytaj także: