300 zwierząt egzotycznych w fatalnych warunkach. Jest wyrok

Według śledczych - zwierzęta miały fatalne warunki
"Obóz kaźni dla zwierząt"
Źródło wideo: UWAGA! TVN
Źródło zdj. gł.: TVN24
O hodowli egzotycznych zwierząt w Pyszącej (Wielkopolska) słyszała cała Polska. To stamtąd służby zabrały około 300 zwierząt. Jak alarmowała Fundacja "Viva!", w hodowli warunki były skandaliczne i zagrażały życiu zwierząt. Prokuratura oskarżyła właściciela tego obiektu o 19 przestępstw - w tym znęcanie nad zwierzętami. Sąd ogłosił wyrok w sprawie.
Kluczowe fakty:
  • Hodowla egzotycznych zwierząt w Pyszącej została dopuszczona w 2012 roku. Ośrodek miał organizować pokazy i prowadzić działalność edukacyjną.
  • Rejestracja hodowli jako "cyrku" w rzeczywistości była przykrywką. Dzięki niej Maciej M. mógł posiadać niebezpieczne okazy zwierząt.
  • Prokuratura zarzuciła oskarżonemu 19 przestępstw, w tym znęcanie nad zwierzętami.
  • Proces ruszył w 2019 r. Maciej M. nie przyznał się do popełnienia większości zarzucanych mu czynów.
  • Sąd nie miał wątpliwości co do jego winy i dziś wydał nieprawomocny wyrok.

Śledczy zarzucali Maciejowi M. kilkanaście przestępstw - on sam podczas procesu nie miał sobie nic do zarzucenia. Proces właściciela hodowli zwierząt spod Śremu (Wielkopolska) trwał blisko 7 lat. W poniedziałek Sąd Okręgowy w Poznaniu wydał wyrok.

Sąd uznał Macieja M. za winnego szeregu przestępstw zawartych w ustawie o ochronie zwierząt i orzekł karę łączną dwóch lat pozbawienia wolności.

Maciej M. został też objęty zakazami posiadania wszelkich zwierząt oraz prowadzenia jakiejkolwiek działalności związanej z hodowlą i utrzymaniem zwierząt przez 10 lat. Mężczyzna ma też zapłacić ponad 100 tys. złotych na rzecz kilku fundacji.

"Miał pełną świadomość, że jego działanie jest sprzeczne z przepisami"

W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Joanna Rucińska zaznaczyła, że działalność oskarżonego była niewłaściwie nadzorowana przez powołane do tego służby weterynaryjne. - W poczuciu całkowitej bezkarności, pod pozorem prowadzenia cyrku, nabywał i hodował coraz to więcej gatunków zwierząt, w tym takich, których posiadanie w jego sytuacji było zabronione. Przy czym zwierzętom tym nie zapewniał właściwych warunków bytowania i dodatkowo narażał wiele przypadkowych osób na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia czy nawet życia, w związku z niewłaściwym zabezpieczeniem klatek - podkreśliła. Sędzia dodała, że ośrodek prowadzony przez Macieja M. został w 2012 r. dopuszczony do prowadzenia hodowli zwierząt na potrzeby pokazów, edukacji, ochrony i zachowania gatunków. Zaznaczyła przy tym, że choć oskarżony stworzył dwa scenariusze pokazów cyrkowych w jego hodowli nie odbyły się jakiekolwiek pokazy edukacyjne. Według sądu Maciej M. zarejestrował taką działalność tylko po to, by móc zgodnie z przepisami posiadać niebezpieczne okazy np. duże drapieżne koty. - Miał pełną świadomość, że jego działanie jest sprzeczne z obowiązującymi przepisami. Wypowiadając się na forum internetowym wskazywał, że mimo rozporządzenia zabraniającego hodowli tych zwierząt, rozbudowuje hodowle i pisał w następujący sposób: "Wszystkie zwierzęta z pierwszej i drugiej kategorii rejestruję na cyrk. Ustawa mówi wyraźnie - cyrki i zoo - więc jestem cyrkiem, i pewne gatunki zwierząt mogę trzymać w przyczepie, jak to w cyrku bywa" - powiedziała sędzia.

Nie było odpowiedniego sprzętu i przeszkolenia

Sędzia zaznaczyła, że Maciej M., naruszając przepisy, prowadził działalność zarobkową polegającą na przetrzymywaniu i handlowaniu zwierzętami ponad 300 gatunków. Dodała, że co najmniej od listopada 2014 r. oskarżony utrzymywał zwierzęta w niewłaściwych warunkach, powodując ich cierpienie i częściowo zagrażając ich zdrowiu i życiu. Podkreśliła przy tym, że zabezpieczenia ośrodka były niewystarczające, np. w pomieszczeniach pum, rysiów czy lampartów, a pracownicy Macieja M. nie byli odpowiednio wyposażeni i przeszkoleni, by działać w przypadku ucieczki niebezpiecznych zwierząt. - W pomieszczeniu dwóch samców tygrysa stwierdzono przerwanie siatki stanowiące górne osiatkowanie pomieszczenia, co również stwarzało realne zagrożenie wydostania się drapieżników - wymieniała sędzia. - Maciej M., pomimo zdarzających się ucieczek zwierząt, w tym niebezpiecznych, lekceważył uwagi pracowników zgłaszających potrzebę i konieczność modernizacji hodowli. Nie reagował na niszczenie infrastruktury i zabezpieczeń - zaznaczyła sędzia.

Na sali nie było ani Macieja M., ani jego obrońcy.

"Ten wyrok jest ostry, żeby historia Pyszącej nigdy się już nie powtórzyła"

- To jest mądry wyrok, na który czekaliśmy bardzo wiele lat - tak tuż po rozprawie powiedziała dziennikarzom Anna Plaszczyk z Fundacji „VIVA”.

Przyznała, że spodziewała się wyroku skazującego dla właściciela hodowli, ale nie przypuszczała, że sąd wymierzy tak surową, ale potrzebną karę.

- Takie wyroki powinny zapadać w tak drastycznych, kontrowersyjnych sprawach. Te nawiązki orzeczone to są jedne z dwóch najwyższych jakie zostały dotychczas orzeczone w Polsce w sprawach z ustawy o ochronie zwierząt i maksymalne jakie sąd mógł orzec - wskazała Plaszczyk.

Klatka kluczowa-230695
Fundacja "VIVA" o wyrok w sprawie hodowli w Pyszącej
Źródło: TVN24

Przedstawicielka fundacji powiedziała też, że zgadza się z sędzią, że takie wyroki i wysokie nawiązki mają uchronić w Polsce przed naśladowcami Macieja M.

- Te wyroki dotyczące nielegalnego posiadania zwierząt i znęcania się to są wyroki, które zwykle są w tej dolnej granicy. To są wyroki, które są w zawieszeniu i nie pokazują społeczeństwu, że wymiar sprawiedliwości nie daje zgody na złe traktowanie zwierząt. Ten wyrok jest ostry, ale właśnie po to, żeby historia Pyszącej nigdy już się nie powtórzyła - dodała Plaszczyk.

Obrona domagała się uniewinnienia

Podczas ostatniej rozprawy (2 lutego) prokuratura wniosła o uznanie oskarżonego winnym i wymierzenie mu kary łącznej dwóch lat pozbawienia wolności, a także m.in. orzeczenia na okres 10 lat zakazu posiadania wszelkich zwierząt oraz 10-letni zakaz prowadzenia wszelkiej działalności związanej z wykorzystaniem zwierząt lub odziaływania na nie.

Pełnomocniczka Fundacji "Viva!", która jest w tej sprawie oskarżycielem posiłkowym, wniosła o karę łączną trzech lat i 6 miesięcy więzienia. Obrona z kolei domagała się uniewinnienia od wszystkich zarzucanych oskarżonemu czynów.

Zarejestrował hodowlę jako cyrk

Sprawa miała swój początek w połowie 2017 roku. Na terenie hodowli Macieja M., zarejestrowanej jako cyrk, policja znalazła niemal 300 zwierząt, w tym gatunków chronionych. Były wśród nich tygrysy, lamparty perskie, rysie, antylopy i pumy. W akcji na terenie hodowli brali udział wielkopolscy policjanci wraz z koordynatorem ds. CITES Izby Administracji Skarbowej w Poznaniu, przedstawicielami Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynarii, Polskiego Towarzystwa Ochrony Przyrody "Salamandra", fundacji Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt – "Viva!" oraz Ogrodu Zoologicznego w Poznaniu.

Zwierzęta z Pyszącej trafiły do ośrodków w Polsce i poza jej granicami
Zwierzęta z Pyszącej trafiły do ośrodków w Polsce i poza jej granicami
Źródło zdjęcia: TVN24

Akcja na terenie hodowli była jedną z największych interwencji dotyczących dzikich zwierząt objętych ochroną gatunkową, jakie przeprowadzono w Polsce. Jak informowała fundacja "Viva!", prawie 300 zwierzętami w hodowli opiekowało się tylko dwóch pracowników, a "stan sanitarny pomieszczeń i wybiegów był skandaliczny i zagrażał bezpośrednio życiu i zdrowiu wszystkich zwierząt". Część ewakuowanych z hodowli zwierząt trafiła do polskich ogrodów zoologicznych: w Poznaniu, Warszawie, Bydgoszczy i Chorzowie. Pozostałe, głównie małpy i duże koty, przyjęły europejskie azyle dla dzikich zwierząt.

Zarzucili mu popełnienie 19 przestępstw

Właściciela nielegalnej hodowli Macieja M. oskarżono łącznie o 19 przestępstw, w tym znęcania się nad zwierzętami, podrabiania dokumentów, przywłaszczenia zwierzęcia, naruszania praw pracowniczych i naruszenia przepisów prawa Unii Europejskiej dotyczących ochrony gatunków dziko żyjących zwierząt w zakresie regulacji obrotu nimi. Maciejowi M. za zarzucane mu przestępstwa grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności. Proces Macieja M. rozpoczął się przed Sądem Okręgowym w Poznaniu w czerwcu 2019 roku. Oskarżony na pierwszej rozprawie przyznał się tylko do części zarzucanych mu czynów, jak mówił - "przyznaję się tylko do tego, że jako pracodawca nie dokonałem należytych formalności i nie zgłosiłem pracowników do ZUS". W wyjaśnieniach składanych przed sądem Maciej M. podkreślił, że hodowlę prowadził od wielu lat i była ona wielokrotnie kontrolowana przez odpowiednie jednostki administracyjne, a także przez powiatowego i wojewódzkiego lekarza weterynarii. "W miarę rozwoju ewoluowało to w kierunku cyrku, ponieważ chciałem nie tylko hodować i eksponować zwierzęta, ale też wykorzystywać je w celach rozrywkowych, np. przez ich udział w reklamach" - mówił. Oskarżony wskazał, że tego typu działalność "nie jest niczym nowym w Polsce i Europie". Dodał, że w Polsce zarejestrowanych jest kilkadziesiąt działalności na takich samych zasadach, jak hodowla w Pyszącej.

Według śledczych zwierzęta miały fatalne warunki
Według śledczych zwierzęta miały fatalne warunki
Źródło zdjęcia: TVN24

Odnosząc się do zarzutu handlu i obrotu zwierzętami powiedział, że to "fikcja literacka osoby, która sporządziła opinię w tej sprawie". "Wszystkie zwierzęta zostały sprowadzone w sposób legalny, z dokumentami wymaganymi w tracie transportu (…) były to normalne transfery, które przeprowadzają ogrody zoologiczne, prywatne hodowle, cyrki. Nie miało to nic wspólnego z przemytem, tym bardziej handlem zwierzętami. Niektóre zwierzęta z listy, którą przedstawiła prokuratura, nigdy nie były w Pyszącej" - podkreślił. W ocenie obrońcy oskarżonego, akcja w Pyszącej "miała na celu zabór zwierząt, a nie ochronę ich zdrowia i życia". Pod koniec 2019 roku - w innym procesie - Sąd Rejonowy w Śremie uznał Macieja M. winnym nielegalnego posiadania zwierząt niebezpiecznych i orzekł ich przepadek na rzecz Skarbu Państwa. Sąd Okręgowy w Poznaniu utrzymał w mocy wyrok sądu pierwszej instancji w zakresie zwierząt niebezpiecznych, co oznacza, że nie wrócą one do byłego już właściciela.

OGLĄDAJ: TVN24
pc

TVN24
NA ŻYWO

pc
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji

Opracowała Aleksandra Arendt-Czekała /tok

Źródło: PAP, tvn24.pl
Czytaj także: