|

Przemysł cierpienia w fabryce szczeniąt. Zarzuty za znęcanie się nad setkami psów

Pseudohodowla w Raciborsku funkcjonowała przez blisko dekadę
Pseudohodowla w Raciborsku funkcjonowała przez blisko dekadę
Źródło: KPP w Wieliczce
Blisko 200 psów w trakcie dwóch kontroli zabrano z pseudohodowli w Raciborsku pod Wieliczką. Niektóre były w tak złym stanie, że radiowozami straży miejskiej trafiły wprost do lecznicy. Właściciel fabryki szczeniąt ma na koncie nieprawomocny wyrok za znęcanie się nad 80 innymi psami, pozostali domownicy mają zarzuty. Miejsce to udało się jednak zlikwidować dopiero po niemal dekadzie funkcjonowania. O piekle zwierząt wiedzieli niemal wszyscy. Dlaczego tego nie powstrzymali?Artykuł dostępny w subskrypcji

- Gdzie w pobliżu znajdę hodowlę psów? - pytam mieszkankę Raciborska, niewielkiej miejscowości między Wieliczką a Dobczycami.

Kobieta otwiera szeroko oczy i zawiesza się na dłuższą chwilę, patrząc mi prosto w twarz. Ponawiam pytanie. Po nim znów następuje chwila ciszy.

- Pan chce kupić stamtąd jakiegoś psa? - pyta zdumiona.

- Nie, jestem dziennikarzem.

- Uf... - wzdycha kobieta. I tłumaczy: - Bałam się, że pan chce. A mi serce się kraje, nie mogę patrzeć na krzywdę tych zwierząt. Wszyscy tu u nas dzwonią po służby, a ta hodowla dalej działa.

Kieruje mnie pod adres ogrodzony dość okazałym, zdobionym płotem. To chyba największa posesja w okolicy, z dużym domem pośrodku i garażem na tyłach. Na podjeździe stoi jeden samochód, za ogrodzeniem trzy kolejne, w tym czarne Audi najnowszej generacji z przyciemnianymi szybami. Taki model w salonie kosztuje minimum 250 tysięcy złotych.

O tym, że hodowane są tu psy, świadczy pięć dużych pudeł, postawionych jedno na drugim nieopodal furtki. Na boku każdego z nich znajduje się logo producenta karmy dla zwierząt.

Dzwonię kilkukrotnie, wracając na miejsce przez kolejną godzinę co kilkanaście minut. Nikt nie odpowiada.

A pytań, na które szukam odpowiedzi, jest sporo, bo to właśnie pod tym adresem funkcjonować ma fabryka szczeniąt - pseudohodowla, której lokalne służby nie potrafią zamknąć od około dekady. Psy, których nie udało się sprzedać, dla właścicieli stanowiły balast, którym nie warto się zajmować. Nie wychodziły z klatek, głodowały, często palił je ból sączących się ran.

Zwierząt doglądała mieszkająca tam rodzina - przede wszystkim 50-letni Mariusz Ś., ale też jego siostra i matka.

W Raciborsku byliśmy w środę, 4 lutego. Dwa dni później pseudohodowla została zlikwidowana. Od działaczy organizacji prozwierzęcych słyszymy: to efekt nacisku społecznego, który powstał po publikacjach dotyczących psów z Sobolewa, kontrolach patoschronisk i pytaniach dziennikarzy.

6 lutego na posesji zrobiło się tłoczno. Pojawili się policjanci, strażnicy miejscy, urzędnicy z wiceburmistrzem na czele, inspektorzy weterynarii i przedstawiciele organizacji prozwierzęcych. Podczas trwającej 10 godzin akcji zabezpieczono 149 psów, które trafiły pod skrzydła m.in. Fundacji dla Zwierząt Judyta, Fundacji dla Zwierząt La Fauna i do schroniska w Borku, prowadzonego przez Fundację Straż Obrony Praw Zwierząt.

Czytaj także: