- Przeszczepy od żywych dawców dają lepsze efekty medyczne i skracają kolejki oczekujących na narząd, jednak w Polsce są wciąż rzadkością. Dlaczego tak się dzieje?
- Eksperci podkreślają potrzebę edukacji i przełamywania lęku, by zwiększyć liczbę takich transplantacji.
- Szpital PIM MSWiA w Warszawie, jako pierwszy w Polsce, wykonał operacje pobrania i wszczepienia nerki od żywego dawcy z użyciem technologii robotycznej. Na czym polega przewaga tej metody?
- Więcej artykułów o tematy medyczne znajdziesz w zakładce "Zdrowie" w tvn24.pl
Pani Teresa Szymańska z decyzją o operacji nie czekała ani chwili. Kiedy dowiedziała się, że jej syn potrzebuje przeszczepu nerki, od razu zadeklarowała, że podzieli się narządem, jeśli tylko lekarze uznają, że może się poddać takiemu zabiegowi.
- Zaraz po rozmowie z synem umówiłam się na badanie USG jamy brzusznej. Kiedy okazało się, że mogę być dawcą, byłam przeszczęśliwa - wspomina kobieta w rozmowie z tvn24.pl.
Jej syn, Radosław Szymański, potrzebował narządu, bo rozwinęły się u niego powikłania związane z wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego. - Lekarze powiedzieli, że będzie potrzebny przeszczep. Mama powiedziała, że jeśli tylko jej narząd będzie się nadawał, to mi tę nerkę chętnie odda. Choć mama ma już 65 lat, to okazało się, że jest na tyle zdrowa, że może być dawcą. W ubiegły czwartek miałem operację i właściwie szykuję się już do wyjścia - informuje mężczyzna.
- Kiedy okazało się, że mogę być dawcą, byłam przeszczęśliwa. Od tej decyzji do operacji minęło około pół roku - dodaje Teresa Szymańska.
"Liczy się czas"
Jak podkreślają lekarze z Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA, którzy przeprowadzali transplantację u państwa Szymańskich, przeszczep od żywego dawcy spokrewnionego ma swoje ogromne zalety. Tą najważniejszą jest to, że operacje pobrania i wszczepienia narządu odbywają się "łóżko w łóżko". Między jedną a drugą mija zaledwie kilka minut, a to bardzo ważne dla kondycji narządu.
- Liczy się czas niedokrwienia, czyli czas, kiedy nerka jest poza krążeniem krwi. Od dawcy żywego możemy zabrać narząd i po krótkim przygotowaniu przenieść go do organizmu biorcy. Przy pobraniu od dawcy zmarłego dochodzi jeszcze czas przechowywania schłodzonego narządu. Przez to liczba czynnych nefronów może być już mniejsza i narząd może podjąć funkcję znacznie później - mówi Marta Matejak-Górska, chirurg ogólny, onkologiczny i transplantolog kliniczny z PIM MSWiA w Warszawie. To ona wszczepiała nerkę panu Radosławowi.
Robot to większe bezpieczeństwo i krótsza rekonwalescencja
Warszawski szpital resortowy jest pionierem - jako pierwszy w kraju wykonywał już operacje pobrania i wszczepiania nerek z wykorzystaniem technologii robotycznej. Sięgnięcie po nią to jeszcze większa korzyść.
- Operacja robotowa nie trwa krócej niż ta wykonywana w klasyczny sposób, ale jakość dopreparowania nerki jest nieporównywalnie lepsza. Możemy pozostawić jak najdłuższe kikuty naczyń, dzięki czemu potem narząd można lepiej, bardziej komfortowo wszczepić, aby krążenie było bardzo dobre - mówi Michał Małek, kierownik Kliniki Urologii PIM MSWiA w Warszawie, który pobierał nerkę od pani Teresy.
- Możliwość ograniczenia urazu dla osoby de facto zdrowej, czyli dawcy, jest bardzo mocnym argumentem przekonującym do tego typu przeszczepiania. Kwestia zastosowania robota w pobraniu nerki jest inwestycją szpitala, nie jest w tej chwili premiowana lepszą wyceną. Wobec całych kosztów transplantacji nie jest to jednak koszt istotny. Bierzemy to na siebie, zwłaszcza że widzimy, jakie są tego pozytywne efekty - mówi w rozmowie z naszym reporterem prof. dr hab. n. med. Piotr Suwalski, dyrektor PIM MSWiA.
A te korzystne efekty odczuwają przede wszystkim pacjenci. Po operacji wykonanej w asyście robota, czyli w technologii małoinwazyjnej, szybciej dochodzą do siebie i są mniej narażeni na powikłania pooperacyjne. Już po kilku dniach mogą opuścić szpital. - W ubiegły czwartek miałem operację i właściwie szykuję się już do wyjścia - mówi Radosław Szymański.
Jest jeszcze jedna korzyść. Każdy przeszczep od żywego, spokrewnionego dawcy sprawia, że skraca się kolejka osób oczekujących na narząd do wszczepienia. Ta, jak podaje Poltransplant, w styczniu 2026 roku liczyła w przypadku nerki ponad tysiąc osób.
"W Polsce mamy jeszcze nad czym pracować"
Niestety, czy to w asyście robota, czy w tradycyjny sposób, transplantacje narządów od dawców żywych wciąż są w Polsce rzadkością. Spójrzmy na statystyki. Z danych Poltransplantu wynika, że w całym 2024 roku w Polsce przeszczepiono 2338 narządów pochodzących ze zwłok i 106 od dawców żywych. Te drugie stanowią więc zaledwie 4,5 procent wszystkich przeszczepień. W przypadku nerek pobrań od żywego dawcy było w Polsce 82, a od zmarłego - 1130. Tymczasem, jak wskazują dane Global Observatory of Donation and Transplantation, na świecie odsetek ten wynosi 37 procent.
- W Polsce mamy jeszcze nad czym pracować. W niektórych krajach zachodnich przeszczepy rodzinne od żywego dawcy przekraczają nawet 50 procent wszystkich transplantacji - podkreśla prof. Suwalski.
- Trzeba rozmawiać i edukować. Powinniśmy nawet przy świątecznym stole informować bliskich, jeśli naszą wolą jest to, by nasze narządy były po śmierci przeszczepione. Jeśli będzie więcej osób chętnych, by oddać narządy po śmierci, to będzie też więcej takich, które zdecydują się oddać w razie potrzeby swoim bliskim nerkę lub kawałek wątroby - podkreśla Marta Matejak-Górska.
Teresa Szymańska, pytana przez nas o to, dlaczego w jej ocenie tak mało ludzi decyduje się na to, z czym ona nie miała najmniejszego problemu, mówi, że prawdopodobnie chodzi o lęk przed bólem.
- Nie będę mówić, że zupełnie nie ma bólu, ale znacznie większy niż ten pooperacyjny jest wtedy, kiedy się widzi, że ktoś bliski cierpi - mówi kobieta.
Autorka/Autor: Piotr Wójcik/ap
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock