Nie każdy z blisko 200 psów odebranych z pseudohodowli w Raciborsku może już dziś znaleźć nowy dom. Część zwierząt jest nieufnych i lękliwych. Te w lepszym stanie trafiają już jednak pomału do nowych opiekunów. W schronisku w Borku reporterka TVN24 spotkała dwie kobiety - matkę i córkę - które do domu wróciły w środę z pudlem Stefanem.
- Moja mama zawsze marzyła o takim piesku, ale nigdy nie chcieliśmy wspierać takich pseudohodowli. Chcieliśmy zawsze przygarnąć pieska ze schroniska (...). Myślę, że to był znak, że znaleźliśmy takie ogłoszenie w internecie i że mama może mieć takiego pieska, jakiego chciała, bez wspierania pseudohodowli i miejsc, w których psy bez kontroli się mnożą tylko dla zysku - powiedziała nowa opiekunka Stefana.
Kobiety zwróciły uwagę, że wiele znajdujących się w schronisku w Borku psów, odebranych z "fabryki szczeniąt" w Raciborsku, wygląda na bardzo wystraszonych. - Trzęsły się, chowały się przed ludźmi, są bardzo wychudzone. Te warunki były dużo gorsze niż widziałam w internecie. Psychicznie i fizycznie się nad nimi znęcano - powiedziała rozmówczyni TVN24.
Aleksandra Kleszcz, behawiorystka ze schroniska w Borku, prowadzonego przez Fundację Straż Obrony Praw Zwierząt, powiedziała TVN24, że warunki w Raciborsku były "tragiczne".
- Pieski biegały w swoich odchodach (...), suczki rodziły w toaletach. Pieski gryzły się, mamy kilka piesków pogryzionych. Siostra chłopczyka, którego mam teraz na rączkach, ma ugryzioną połowę uszka. One między sobą walczyły. Wykazują ogromną obronę zasobów, czyli zapewne musiały walczyć o jedzenie - zwróciła uwagę Aleksandra Kleszcz.
Przedstawiciele schroniska zaapelowali o pomoc w opiece nad odebranymi zwierzętami w formie domu tymczasowego.
Koniec pseudohodowli. Po prawie dekadzie funkcjonowania
W styczniu i lutym podczas dwóch kontroli z pseudohodowli w Raciborsku odebrano blisko 200 psów. Niektóre były w tak złym stanie, że funkcjonariusze straży miejskiej przewozili je radiowozami prosto do lecznicy. Jeden z właścicieli "fabryki szczeniąt" ma już na koncie nieprawomocny wyrok roku pozbawienia wolności za znęcanie się nad 80 innymi psami. Wkrótce ma rozpocząć się jego proces apelacyjny przed Sądem Okręgowym w Krakowie. Sprawa ciągnie się od 2022 roku.
W międzyczasie zarówno ten mężczyzna, jak i jego siostra oraz matka, usłyszeli kolejne zarzuty znęcania się nad zwierzętami.
Pseudohodowla istniała w Raciborsku od blisko dekady. W 2017 roku w tym miejscu odkryto nielegalną hodowlę lisów, która została zlikwidowana po kontroli służb.
Przez kolejne lata rodziły się jednak szczenięta. Te, których nie udawało się sprzedać, były zaniedbywane. Urzędnicy i inspektorzy weterynarii mieli trudności w skutecznym skontrolowaniu posesji, bo właściciele zasłaniali się adwokatem i niejednokrotnie nie wpuszczali nikogo na kontrole. Co najmniej raz do środka udało się dostać po siłowym wejściu w asyście policji.
Jak opisywali w rozmowie z TVN24+ przedstawiciele organizacji prozwierzęcych, a także jedna z niedoszłych nabywczyń szczeniąt, mimo wielu zgłoszeń przez lata nie udawało się skutecznie zatrzymać działalności pseudohodowli. Po odebraniu wszystkich zwierząt, do którego doszło 6 lutego w obecności m.in. wiceburmistrza Wieliczki, policjantów i inspekcji weterynaryjnej, usłyszeliśmy, że to efekt nacisku społecznego, który powstał po publikacjach dotyczących psów z Sobolewa, kontrolach schronisk i pytaniach dziennikarzy.
Od służb kontrolujących posesję usłyszeliśmy z kolei, że zabranie z tego typu miejsca wszystkich psów jest bardzo trudne ze względu na obowiązujące ramy prawne i przewlekłość procedur, w szczególności postępowań karnych.
Opracował Bartłomiej Plewnia/b
Źródło: TVN24, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: TVN24