Część Nowej Zelandii wciąż zmaga się ze skutkami burzy, która nawiedziła ten kraj w weekend. Teraz żywioł przesunął się na południe. We wtorek przynosił ulewy na Wyspie Południowej, największej z wysp tego kraju.
W rejonie Półwyspu Banksa, niedaleko miasta Christchurch, ogłoszono stan wyjątkowy. Deszczu spadło tak dużo, że doszło do powodzi, a silny wiatr łamał drzewa. Powstały też osuwiska, które utrudniają funkcjonowanie lokalnym społecznościom. Około 250 gospodarstw nie ma prądu. Władze niektórych terenów rekomendują gotowanie wody przed spożyciem.
Powodzie w Nowej Zelandii. "To szaleństwo"
Nowozelandzka służba meteorologiczna MetService poinformowała, że w rejonie półwyspu w ciągu 48 godzin odnotowano opady prawie 10-krotnie przekraczające miesięczną normę.
Portal Radia Nowa Zelandia przekazał, że główna autostrada łącząca miasta Christchurch oraz Akaroa została zamknięta.
- To się już zdarzało w zeszłym roku, ale nie było tak poważne. (...) To szaleństwo - relacjonowała Kaitlin Newton, mieszkanka półwyspu.
Meteorolodzy ostrzegają, że układ niskiego ciśnienia będzie powodować kolejne opady deszczu, a poziom wody w rzekach może gwałtownie wzrosnąć.
Wcześniej żywioł spowodował rozległe zakłócenia w dużej części Wyspy Północnej. Tam odwołano loty, zamknięto główne autostrady, a prąd utraciły dziesiątki tysięcy mieszkańców.
Autorka/Autor: Damian Dziugieł
Źródło: Reuters, Radio New Zealand
Źródło zdjęcia głównego: Reuters