Były wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski ukrywa się od momentu kwietniowego zwycięstwa na Węgrzech opozycyjnej partii TISZA pod wodzą Petera Magyara. Jego sytuacja prawna jest inna niż Zbigniewa Ziobry - jest poszukiwany krajowym listem gończym, ale także europejskim nakazem aresztowania.
Kto pomaga?
Główny ciężar poszukiwań 48-letniego polityka leży na barkach policji, w tym tak zwanych łowców cieni z Centralnego Biura Śledczego Policji. Według zgodnych relacji kilku naszych rozmówców, w systemach nie ma informacji o tym, by przekroczył on granice strefy Schengen.
- Zakładamy, że jest w Europie. Coraz więcej wskazuje, że ktoś mu pomógł w przygotowaniu ucieczki i być może dalej pomaga. To służby, pytanie tylko jakie - twierdzi jeden z naszych rozmówców.
Rozważane są różne scenariusze: węgierskie służby, rosyjskie, a nawet amerykańskie.
- Mamy problemy w rozmowach z kolegami znad Dunaju. W ich organach ścigania przez 16 lat rządziły klany wierne Viktorowi Orbanowi. By chcieli nam rzeczywiście pomóc, musi trochę czasu upłynąć, muszą dokonać się zmiany personalne - przyznaje jeden z rozmówców tvn24.pl. Policjanci są jednak przekonani, że uda im się skutecznie wytropić wiceministra z okresu rządów Prawa i Sprawiedliwości.
Twarde "nie"
Związany ze środowiskiem politycznym Zbigniewa Ziobry portal Wpolityce poinformował 10 maja, że Marcin Romanowski przebywa w USA. Jednak - według źródeł tvn24.pl - to nie jest prawda.
- Nie możemy jednak wykluczyć, że to Amerykanie pomogli mu się ukryć. Przy czym znacznie poważniej traktujemy hipotezę, że zrobiły to węgierskie służby wierne Orbanowi. Być może przy pomocy Rosjan, którzy są bardzo silni na Bałkanach, szczególnie w Serbii czy Czarnogórze - zaznacza jeden z naszych rozmówców.
Dobrze poinformowany polityk polskiej prawicy, zastrzegając anonimowość, mówi: - To Jarosław Kaczyński wymógł na niechętnym prezydencie Karolu Nawrockim, by ten lobbował u Amerykanów o pomoc Zbigniewowi Ziobrze. Udało się w ostatniej chwili. Ale od początku ze strony prezydenta i Amerykanów było twarde "nie" w kontekście Marcina Romanowskiego.
Turecki ślad?
W poniedziałek doświadczony dziennikarz śledczy Radia ZET Mariusz Gierszewski poinformował, że najnowszy trop za Romanowskim wiedzie do Turcji. Według niego "polityk ma dużą wiedzę związaną z bezpieczeństwem, a szczególnie cyberbezpieczeństwem" i "z tego powodu nasze służby nazywają go 'polskim Snowdenem'".
Chodzi o Amerykanina Edwarda Snowdena, który początkowo, odbierany jako sygnalista, ujawnił liczne tajne dokumenty. Ostatecznie zbiegł do Rosji. Według Gierszewskiego ogromną wiedzę ma również Romanowski, który nadzorował tzw. wydział cyberbezpieczeństwa Ministerstwa Sprawiedliwości. To dość tajemnicza komórka resortu, którą do życia powołał Zbigniew Ziobro i umieścił w Zamościu. Jak pisze Radio ZET, "polskie służby mogą się obawiać, że polityk wywiózł dużo wrażliwych informacji". "Nie wiadomo, w jaki sposób mogą być wykorzystane. Tymczasem dla służb specjalnych w każdym kraju osoba z taką wiedzą jest bezcenna" - czytamy.
Nasi rozmówcy przyznają, że Romanowski "na pewno jest kąskiem dla obcych służb specjalnych". Zastrzegają przy tym, że Turcja, jak dotąd, nie jest głównym tropem jako jego miejsce pobytu. Oceniają też, że sam z siebie nie ma większej wiedzy w zakresie cyberbezpieczeństwa. Posiada natomiast ogromną wiedzę polityczną.
Marcin Romanowski to były wiceminister sprawiedliwości z okresu rządów PiS. Prokuratura Krajowa sformułowała pod jego adresem oraz pod adresem byłego szefa resortu Zbigniewa Ziobry zarzuty w sprawie nieprawidłowości w wykorzystaniu środków w ramach Funduszu Sprawiedliwości.
Redagowała Katarzyna Guzik