W wyniku rosyjskiego ataku w wielu częściach stolicy Ukrainy wybuchły pożary. Od nocy służby ratownicze pracowały w Kijowie niemal we wszystkich dzielnicach, w 29 miejscach - podsumował szef ukraińskiego MSW Ihor Kłymenko.
Sytuacja w Kijowie po nocnym zmasowanym ataku Rosji
Wcześniej sytuację relacjonował burmistrz Kijowa Witalij Kliczko. Przekazał na Telegramie, że w ogniu stanął dziewięciopiętrowy budynek mieszkalny, najprawdopodobniej po tym, jak odłamki zestrzelonego drona spadły na dach. Poinformował też o dużym pożarze w dzielnicy Padół.
W dzielnicy Obołan zapaliły się "samochody trafione przez spadające odłamki. Pożary wybuchły też w dwóch miejscach, w tym jeden w pobliżu przedszkola". Pożar wybuchł też w 24-piętrowym wieżowcu mieszkalnym, który został poważnie uszkodzony. Według mera, w dzielnicy darnyckiej doszło do pożaru na terenie stacji benzynowej, prawdopodobnie w wyniku upadku fragmentów bezzałogowego statku powietrznego.
W dzielnicy hołosijiwskiej zniszczone zostały drugie i trzecie piętro przychodni medycznej. Zapaliło się też kilka samochodów. Służby ratownicze pracują na miejscu, likwidując skutki ataku - przekazał Kliczko.
Według szefa ukraińskiego MSW większość pożarów udało się już ugasić, a prace wciąż trwają w sześciu miejscach w pięciu dzielnicach Kijowa.
Polskie dowództwo poinformowało, że poderwano myśliwce. Akcja się już zakończyła >>>
Rośnie bilans ofiar po ataku w Kijowie
W Kijowie cały czas rośnie liczba ofiar. Są informacje o mieszkańcach uwięzionych pod gruzami. Sprawdzają to służby ratunkowe.
"W stolicy rannych zostało 58 osób. Czterdzieścioro spośród nich, w tym dwoje dzieci, trafiło do szpitala. Cztery osoby zginęły" - napisał Kliczko przed 7 w komunikatorze Telegram.
Jak relacjonował Reuters, tysiące mieszkańców Kijowa schroniło się na stacjach metra i w innych tymczasowych schronieniach.
Państwowa Służba Ukrainy ds. Sytuacji Nadzwyczajnych (DSNS) podała, że służby usuwają skutki rosyjskich ataków rakietowych i dronów na budynki mieszkalne w rejonie Kijowa. Najbardziej poszkodowane zostały regiony: buczański, fastowski i wyszogorodzki.
Biłecki: spędziłem w schronie praktycznie całą noc
O nocnym ataku na Kijów mówił po godzinie 6 w TVN24 dziennikarz Ołeh Biłecki. - Słyszałem eksplozje, wybuchy i było jasne, że mamy do czynienia z atakiem rakietowym - powiedział. Jak przyznał, kilkanaście minut temu opuścił schron, gdzie spędził "praktycznie całą noc".
Biłecki przekazał, że w kijowskiej dzielnicy Padół doszło do uderzenia w blok mieszkalny. - Zawaliła się jedna z konstrukcji (budynku) i może być tak, że pod tą konstrukcją mogą być ludzie - mówił, powołując się na komunikaty władz lokalnych.
"Modlimy się po prostu, że może obudzimy się rano"
O minionej nocy w Kijowie mówiła w TVN24 również Wiktoria Czyrwa dziennikarka portalu eDialog. Pytana, czy ukraińskie służby ostrzegały wcześniej mieszkańców stolicy, że Rosja przygotowuje się do zmasowanego ataku, odpowiedziała: - Szczerze mówiąc, nawet już nie śledzę wszystkich tych informacji, już przyzwyczailiśmy się (...) nawet gdybym wiedziała, że będzie coś, co bym zrobiła? Pojechałabym do Polski? Oczywiście, że nie.
- Modlimy się po prostu, że może obudzimy się rano - wyznała.
Dziennikarka, mówiąc o przyzwyczajeniu do ataków, wspomniała o wczorajszej sytuacji, której była świadkiem. - Spacerowałam z psem wieczorem, zaczął się alarm lotniczy i tak coś uderzyło, tak mocno. A tutaj u nas na tym na placu dzieci spacerują i nawet żadnej reakcji - opisała.
- Nikt nie przeraził się, nikt gdzieś tam nie pobiegł. Już na tyle stało się to naszą rzeczywistością, że człowiek, który tego nie przeżył osobiście, po prostu nie uwierzyłby, że tak reagujemy - dodała.
Ataki na Dniepr i Charków. Ofiary i ranni
Co najmniej cztery osoby zginęły, a ponad 16 zostało rannych, w tym wielu ciężko, w rezultacie nocnego rosyjskiego ataku na miasto Dniepr, na południowym wschodzie Ukrainy - poinformował we wtorek nad ranem szef obwodowej administracji wojskowej Ołeksandr Gandża.
Szef ukraińskiego MSW Ihor Kłymenko powiadomił, że w wyniku rosyjskich ataków na miasto Dniepr zginęło dziewięć osób, w tym dziecko. Rannych zostało 35 osób. Wcześniej służby ratunkowe informowały o sześciu ofiarach śmiertelnych.
W wyniku ostrzału w mieście częściowo zniszczono dwupiętrowe i czteropiętrowe budynki mieszkalne, zakład przemysłowy, a także garaże i samochody. Uszkodzono również lokalną siedzibę DSNS - fala uderzeniowa wybiła okna w budynku.
DSNS zaznaczyła, że obecnie w Dnieprze trwa akcja poszukiwawczo-ratunkowa. Pod gruzami zniszczonego czteropiętrowego budynku prawdopodobnie znajdują się ludzie.
Burmistrz Charkowa Ihor Terehow przekazał na Telegramie, że liczba rannych w atakach Rosjan wzrosła do 10, wśród nich jest 15-letnia dziewczynka.
"Rakiety, które spadają jak piorun"
Władze Ukrainy informują, że Rosjanie użyli w ataku rakiet Cyrkon. O tym, jakiego typu to broń mówił w TVN24 gen. Bogusław Pacek. - Podobnie jak Oriesznik są rakietami dalekiego zasięgu. Jednymi z najbardziej skutecznych i jednymi z najgroźniejszych - opisał.
- To są rakiety, które spadają z góry jak piorun. I to są rakiety bardzo trudne do zestrzelenia - zaznaczył.
Według generała oznacza to, że Putin sięgnął po "najcięższy arsenał". - Putin dzisiaj już nie przebiera w środkach. To są bezpośrednie ataki na ludność cywilną - kontynuował. Jak dodał, "należy przewidywać kolejne dni poważnych ataków na najważniejsze aglomeracje Ukrainy, przede wszystkim Kijów".
W ocenie generała Packa Putin chce "zdławić, na ile będzie to możliwe, Ukrainę" przed zawarciem jakiegoś rodzaju rozejmu. Jak podkreślił, Kreml "jednoznacznie będzie chciał zakończyć tę wojnę" ze względu na problemy gospodarcze.
Według ukraińskich sił powietrznych Rosjanie użyli minionej nocy 656 dronów i 73 rakiety przeciwko Ukrainie. Zestrzelono lub unieszkodliwiono 40 pocisków i 602 drony.
Zełenski: Rosjanie zaatakowali obiekty energetyczne
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował, że w nocy Rosjanie atakowali obwody: kijowski, mikołajowski, zaporoski, połtawski, sumski, czernihowski i chmielnicki. W usuwaniu skutków ataków uczestniczyło ponad 500 funkcjonariuszy służb ratowniczych.
"Zaatakowali również obiekty energetyczne w obwodzie charkowskim i infrastrukturę krytyczną w Charkowie"- wskazał Zełenski we wpisie na X. Wcześniej Naftogaz poinformował, że wróg uderzył w jeden z kluczowych obiektów należących do ukraińskiego koncernu energetycznego.
"Atak na szeroką skalę i absolutnie jasne oświadczenie Rosji: jeśli Ukraina nie będzie chroniona przed uderzeniami balistycznymi i innymi pociskami, ataki te będą kontynuowane. Europa potrzebuje własnej obrony antybalistycznej, aby ta wojna mogła wreszcie się zakończyć" - napisał Zełenski w mediach społecznościowych.
Ukraiński przywódca po raz kolejny w ostatnim czasie zwrócił uwagę na "niezbędną pomoc" Stanów Zjednoczonych w zakresie dostaw pocisków do systemów obrony powietrznej Patriot.
Sybiha: terroryści w Moskwie muszą zdać sobie sprawę
Do ataku Moskwy odniósł się też szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha. We wpisie na platformie X podkreślił, że "jedynym powodem, dla którego Rosja przeprowadziła w nocy potworny atak na Ukrainę" jest to, że "Putin jest zbrodniarzem wojennym i przegranym".
"On nie ma w ręku żadnych kart poza terrorem. Moskwa przegrywa na polu bitwy. Żadna liczba pocisków tego nie zmieni" - napisał szef ukraińskiego MSZ.
Sybiha zaapelował do partnerów międzynarodowych o sfinansowanie dodatkowych systemów Patriot dla Ukrainy, zwiększenie presji sankcyjnej na Rosję oraz przyspieszenie integracji Ukrainy z UE.
"Terroryści w Moskwie muszą zdać sobie sprawę z tego, że ich brutalne ataki do niczego nie doprowadzą. Że cena, jaką zapłaci ich reżim, będzie tylko rosła. Że jedyną drogą wyjścia dla Putina jest natychmiastowe zakończenie tej wojny" - oznajmił szef MSZ.
Rosyjski odwet za ataki w rejonie ługańskim
Wcześniej, w poniedziałek w wieczornym nagraniu wideo, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski uprzedzał o możliwym zmasowanym rosyjskim ataku i apelował do mieszkańców, aby zwracali pilną uwagę na alarmy.
Z kolei Rosja w ubiegłym tygodniu zapowiedziała, że zamierza dokonywać "systematycznych uderzeń na wojskowe cele i centra decyzyjne w Kijowie" i wezwała cudzoziemców, w tym dyplomatów, do wyjazdu z miasta.
Ma to być odpowiedź na atak ukraińskich dronów na okupowanym rejonie ługańskim na wschodzie Ukrainy, w którym miało zginać 21 osób. Kijów zaprzeczył, jakoby dokonał takiego ataku.