Mroczna tajemnica, nacjonalistyczne interesy i moralna pułapka. Co skrywa "Dziki, dziki wschód"?
Mogłoby się wydawać, że ponad 80 lat po zakończeniu II wojny światowej kino zdążyło już opowiedzieć o tych mrocznych czasach. Tylko w polskiej kinematografii mamy takie dzieła jak: "Zakazane piosenki" Leonarda Buczkowskiego, "Ulica Graniczna" Aleksandra Forda, "Kanał" oraz "Popiół i diament" Andrzeja Wajdy, "Eroica" i "Pasażerka" Andrzeja Munka, "Jak być kochaną" Wojciecha Jerzego Hasa.
Są też bardziej współczesne: "Pokłosie" Władysława Pasikowskiego, "W ciemności" Agnieszki Holland, "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego czy "Mistrz" Macieja Barczewskiego. Każdy z wymienionych czerpał z historii w zupełnie inny sposób, inaczej rozkładał akcenty. Ale każdy z nich przypominał o bestialstwie, jakie niesie za sobą wojna.
Najnowszym filmem "Dziki, dziki wschód" Jan Holoubek udowadnia, że jako publiczność nadal potrzebujemy obrazów, sięgających do czasów II wojny światowej. W krótkiej rozmowie z TVN24+ filmowiec podkreślał, że potrzebujemy takich produkcji, "jeśli wykorzystują te wydarzenia, żeby opowiedzieć o tym, co dzieje się dzisiaj". - Mają absolutny sens, jeżeli mogą w jakimś stopniu zmienić nasze postrzeganie obecnych realiów i przypomnieć, że niestety historia kołem się toczy - zaznaczał reżyser.
Twórca tak głośnych tytułów jak "25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy" czy "Doppelgaenger. Sobowtór", ze swoim najnowszym filmem zadebiutował właśnie na jednym z najważniejszych festiwali filmowych świata - w konkursie Platform Miedzynarodowego Festiwalu Filmowego w Toronto. Jest to jedyna międzynarodowa sekcja konkursowa tego festiwalu. Od tego roku zwycięski nieanglojęzyczny film automatycznie kwalifikuje się do oscarowego wyścigu w kategorii najlepszy film międzynarodowy.
Polskiego kandydata do Oscara poznamy 18 września.
"Dziki, dziki wschód" Jana Holoubka. O czym jest film?
Trzeci pełnometrażowy film fabularny w reżyserskim dorobku Jana Holoubka łączy w sobie kilka gatunków filmowych. Z całą pewnością nie jest jednym z typowych dramatów wojennych czy dramatów historycznych, do jakich publiczność zdążyła się przyzwyczaić.
"Dziki, dziki wschód" jest przede wszystkim thrillerem, zbudowanym na pewnej tajemnicy. Jakiej? To warto odkryć samemu w kinie.
Jest zima 1943 roku na północno-wschodnich rubieżach Generalnego Gubernatorstwa. Do cichej, częściowo wyludnionej wsi przyjeżdża tajemniczy urzędnik nazistowski z Berlina - Martin Wolff (w tej roli niesamowity Itay Tiran, znany między innymi z "Demona" Marcina Wrony). Oficjalnym powodem jego wizyty jest inwentaryzacja porzuconego majątku miejscowego Żyda. Szybko okazuje się jednak, że jego obecność burzy pozorny spokój wsi. Każdy tu ma swoje interesy i sekrety, którym Wolff zagraża.
Na drugim planie zobaczymy gwiazdorską obsadę: Roberta Więckiewicza, Joannę Kulig, Piotra Trojana, Magdalenę Różczkę, Jacka Komana, Jacka Belera czy Jana Buelowa. W pamięć zapadają również zdjęcia autorstwa Bartłomieja Kaczmarka oraz muzyka Jana Komara.
Siłą napędową filmu jest scenariusz autorstwa Aleksandry Takuskiej, który napisała w zupełnie innych realiach politycznych i społecznych. Sam Holoubek mówił, że tekst trafił w jego ręce 12 lat temu, gdy był jeszcze operatorem filmowym. Po latach chciał, żeby to "Dziki, dziki wschód" był jego pełnometrażowym debiutem reżyserskim, wyszło inaczej. Musiało minąć siedem lat od momentu, gdy na poważnie zaczął przymierzać się do jego stworzenia.
Nietypowe podejście do opowiadania o II wojnie światowej w Polsce
To, co wyróżnia "Dziki, dziki wschód", to wykorzystanie elementów westernowych zarówno w konstrukcji samej fabuły, sposobie myślenia o konfliktach pomiędzy bohaterami czy o tym, jak budowane jest napięcie. Jest to coś zupełnie nowego w myśleniu o polskich filmach, nawiązujących do II wojny światowej.
To nietypowe podejście opłaciło się twórcom filmu. Od początku do niemal samego końca trzyma publiczność w napięciu, poczuciu niepokoju. Jest też sporo nieoczywistych zwrotów akcji, które momentami wbijają widza w fotel.
Podejmowane wątki, postaci czy budowane w filmie konflikty - również te wewnętrzne, moralne - są szalenie zniuansowane. W najnowszej rozmowie z magazynem "Variety" Holoubek wyznał: "Gdy czytałem ten scenariusz po raz pierwszy 12 lat temu, miałem wrażenie, że jest to dramat historyczny o czymś, co wydarzyło się dawno temu i co nie mogłoby wydarzyć się ponownie. Dzisiaj myślę, że to opowieść o czymś, co mogłoby wydarzyć się znowu. I już się dzieje".
Filmowiec wyjaśnił, że chce w szczególności trafić do młodej widowni, która "być może nie wie, do czego może prowadzić nacjonalizm". Dodał, że nadszedł czas, "żeby mówić o II wojnie światowej w inny sposób".
"Dziki, dziki wchód" zmusza do refleksji na temat bierności wobec zła. Tu nie ma romantyzowania wzniosłych postaw i bohaterskich czynów. Mamy realia, w których każda z postaci walczy o przetrwanie, a przez to zmuszona jest do dramatycznych, czasem nawet drastycznych wyborów.
Zakładam, że "Dziki, dziki wschód" nie wszystkim przypadnie do gustu, że wywoła dyskusję podobną do tych, jakie obserwowaliśmy wokół "Pokłosia" czy "Idy". Mamy tu plejadę najróżniejszych archetypów i postaw. Mamy też kumulację najróżniejszych interesów nacjonalistycznych: polskiego, żydowskiego oraz ukraińskiego. Ocena każdego z nich zmienia się wraz z przyjmowaną perspektywą narodową czy historyczną.
Nikt tu nie jest jednoznacznie dobry bądź zły - niezależnie od przynależności etnicznej i religijnej. To trochę wbrew mitologizującemu i romantyzującemu przekonaniu środowisk prawicowych i nacjonalistycznych, że postawa każdego Polaka w czasie II wojny światowej była godna naśladowania.
To szczere, a zarazem momentami brutalne zderzenie z rzeczywistością, powinno w nas wszystkich coś obudzić. Mam poczucie, że twórcy "Dzikiego, dzikiego wschodu" przede wszystkim sięgnęli po "jedenaste przykazanie", które sformułował Marian Turski: "Nie bądź obojętny". Bierność i milczenie wobec zła jest złem samym w sobie. Nikt z nas nie wie, jak by się zachował w obliczu wojny, wszechobecnego terroru i oby nikt z nas nie musiał się o tym przekonać. "Dziki, dziki wschód" - mam wrażenie - przypomina nam, że nawet w czasach pokoju możemy sprzeciwiać się złu. Holoubek wyraźnie przypomina o źródłach II wojny światowej i daje do zrozumienia, że to bestialstwo nie jest już tylko częścią mrocznego okresu sprzed ośmiu dekad. To również wydarzenia, których jesteśmy świadkami w najróżniejszych zakątkach świata - z Ukrainą na czele. A najcenniejsze jest to, że filmowiec unika kaznodziejskiego, moralizatorskiego tonu. Zderza widza z różnymi charakterami i ludzkimi wyborami, nie narzucając mu gotowych wniosków.
"Dziki, dziki wschód" jest również filmem otwarcia 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Będzie to również polska premiera tytułu.
Do kin "Dziki, dziki wschód" trafi 8 stycznia 2027 roku. Koproducentem filmu jest TVN Warner Bros. Discovery, a dystrybutorem Warner Bros. Entertainment Polska (obie firmy należą do Warner Bros. Discovery, właściciela między innymi TVN24).
Redagowała Tamara Barriga