W Krakowie 24 maja odbyło się referendum ws. odwołania prezydenta i rady miasta. Jeśli sondażowe wyniki przygotowane przez Ogólnopolską Grupę Badawczą dla Polsatu się potwierdzą, zarówno prezydent jak i rada miasta, zostaną odwołani. Żeby referendum ws. odwołania prezydenta było ważne, do urn musiało pójść 27 proc. uprawnionych do głosowania. W przypadku rady miasta ten wskaźnik był nieco wyższy i wynosił ok. 30 proc.
Badanie exit poll, przeprowadzonego przez Ogólnopolską Grupę Badawczą na zlecenie Polsat News, wskazało, że frekwencja w referendum wyniosła 33,4 procent. Późno w nocy podano bardziej dokładne wyniki late poll, według których w referendum zagłosowało 31,8 procent uprawnionych Krakowian.
Niedługo po zamknięciu lokali wyborczych głos zabrał Łukasz Gibała, główny polityczny oponent Aleksandra Miszalskiego, radny i lider bezpartyjnego ruchu Kraków dla Mieszkańców. "Według sondażu frekwencja w referendum wyniosła 33,4%! Jeśli te dane się potwierdzą, to zarówno Aleksander Miszalski, jak i rada miasta zostaną odwołani. Ale spokojnie czekamy na oficjalne wyniki" - napisał polityk na X.
"To będzie miało konsekwencje nie tylko dla krakowskiej polityki. Donald Tusk dostał właśnie kolejną, po ubiegłorocznej porażce Rafała Trzaskowskiego, żółtą kartkę" - zwrócił uwagę na Facebooku prof. Antoni Dudek.
"Jeśli wynik potwierdzi się, to dla koalicji Donalda Tuska odwołanie Aleksandra Miszalskiego będzie wizerunkowo dużym problemem. Opozycja liczy na efekt domina" - napisał dziennikarz "Rzeczpospolitej" Jacek Nizinkiewicz.
Majchrowski: Miszalski miał fatalnych współpracowników
Były wieloletni prezydent Krakowa, Jacek Majchrowski stwierdził, że "powiodła się ta zabawa kilku kolegów, którzy nie lubią Miszalskiego". - Tę zabawę wsparł finansowo wieczny kandydat - powiedział krakowskiej "Gazecie Wyborczej". Kąśliwie odniósł się w ten sposób do Łukasza Gibały, przedsiębiorcy i trzykrotnego kandydata na prezydenta miasta.
Były prezydent Krakowa stwierdził też, że Miszalski zasługiwał, aby dokończyć kadencję. - Niestety, miał fatalnych współpracowników, zwłaszcza tych, którzy odpowiadali za jego wizerunek - stwierdził Majchrowski.
"Wszystkim, którzy dziś poszli do urn wyborczych zagłosować przeciwko miernej, butnej władzy Koalicji Obywatelskiej i Nowej Lewicy oraz ich prezydenta w Krakowie, ale też wszystkim, którzy zostali w domach, obawiając się o przyszłość, obiecuję: w Krakowie będziemy mieli lepszy wybór. Nie będziemy skazani na kolesiostwo KO albo Konfederację i jej sojuszników" - napisała z kolei Aleksandra Owca, miejska radna i współprzewodnicząca Partii Razem. Zapowiedziała w tej sprawie konferencję prasową.
Sprawę skomentowała też w mediach społecznościowych przewodnicząca parlamentarnego klubu Lewicy Anna Maria Żukowska. Odpowiedziała ona na wpis dziennikarki "Faktów" TVN Katarzyny Kolendy-Zaleskiej, która stwierdziła, że niedzielne referendum to "ciężka sprawa dla KO po Krakowie". "Nie ciężka sprawa, tylko w**dol" - odparła Żukowska.
Do sprawy odniósł się też jeden z liderów Konfederacji Sławomir Mentzen. "Dzisiaj Miszalski, za rok Tusk!" - napisał na portalu X.
Politycy PiS: Donald Tusk powinien uważnie patrzeć
Głos zabrał Jarosław Kaczyński. "Krakowskie referendum to dowód na to, że nie można i nie da się obywatelom zamknąć ust! Kwintesencją demokracji jest głos obywateli, którego należy słuchać i szanować. Ta władza niszczy i kwestionuje wszystko, co demokratyczne! Dlatego Krakowianie pokazali im czerwoną kartkę. Gratuluję wszystkim Krakowianom, którzy nie dali się zastraszyć i walczą o swoje miasto! Dla nas to dopiero początek" - napisał w serwisie X.
Były premier Mateusz Morawiecki stwierdził, z kolei, że "Krakowianie zagłosowali dziś przeciwko marnej władzy".
[Zagłosowali przeciwko - red.] władzy, która zamiast rozwiązywać ich problemy, bawiła się na Tik Toku, a na baczność stawała wyłącznie przed mocodawcami z zewnątrz. Władzy, która na krakowskim rynku stworzyła otwartą manufakturę bismarckowskiej kiełbasy z pełnym przekonaniem, że ujdzie jej to na sucho - napisał na X.
Dodał, że "Te same problemy na skalę 45 razy większą ma dziś ze swoją władzą Polska".
Z kolei była premier Beata Szydło napisała na platformie X, że "nieudolny prezydent Miszalski odwołany przez mieszkańców w referendum". "Pierwszy raz w historii zostaje odwołany prezydent tak dużego polskiego miasta. Kraków znów zapisał się w historii!" - tak była szefowa rządu z PiS skomentowała sondażowe wyniki referendum.
"To wydarzenie ma znaczenie dla całej Polski. Tak samo jak Miszalski, powinni być pozbawieni władzy wszyscy jego koledzy z Koalicji Obywatelskiej - z Donaldem Tuskiem na czele" - napisała Beata Szydło.
Mariusz Błaszczak, przewodniczący klubu parlamentarnego PiS, stwierdził, że "mieszkańcy Krakowa pokazali czerwoną kartkę władzy, która przestała słuchać ludzi". "Referendum i odwołanie prezydenta miasta to jasny sygnał: Polacy mają dość arogancji, chaosu i lekceważenia obywateli" - podkreślił.
"Politycy Koalicji Obywatelskiej robili wszystko, żeby zniechęcić mieszkańców do udziału w referendum. Straszyli, bagatelizowali, próbowali wmówić ludziom, że ich głos nie ma znaczenia. Przegrali. To bolesna porażka Koalicji Obywatelskiej i kolejny dowód, że społeczeństwo budzi się przeciwko władzy oderwanej od rzeczywistości" - ocenił Błaszczak. I dodał, że "Donald Tusk powinien dziś uważnie patrzeć na to, co wydarzyło się w tym mieście".
Głos współpracowników Karola Nawrockiego
Tryumfalne wpisy opublikowali też politycy związani z pałacem prezydenckim. "Wstydem dla Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa był wybór człowieka zdolnego do tego, aby na czole malować sobie wulgarne hasła" - tak Aleksandra Miszalskiego zrecenzował na platformie X szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz.
"Dobrze, że po dwóch latach ten sam (choć już trochę inny) Kraków skorygował ten błąd. Wstydem było popieranie tego człowieka przez część krakowskich celebrytów. Zwykli ludzie mieli więcej w sobie mądrości, godności i chęci dbania o swoje miasto. I to oni zdecydowali. Brawo, gratulacje! Demokracja przemówiła" – napisał Przydacz.
Z kolei szef gabinetu prezydenta Paweł Szefernaker nawiązał do zaproponowanego przez Karola Nawrockiego referendum ws. polityki klimatycznej UE. "Jeżeli sprawy lokalne można oddać pod osąd mieszkańców, to nie ma żadnego powodu, by odbierać Polakom prawo decyzji w sprawie polityki klimatycznej, która dotyka każdego rachunku, każdej firmy, każdego gospodarstwa i każdej rodziny" - stwierdził polityk.
Szefernaker dodał, że "prezydent Karol Nawrocki zrobi wszystko by w tak ważnej sprawie naród mógł się wypowiedzieć”, bo "Polska nie może być prowadzona ponad głowami obywateli".
Frekwencja kluczem do referendum
Jak wynika z badania exit poll, przeprowadzonego przez Ogólnopolską Grupę Badawczą na zlecenie Polsat News, w niedzielnym referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego (Koalicja Obywatelska) wzięło udział 33,4 procent mieszkańców.
Według sondażu 97,8 procent osób, które oddały swój głos, opowiedziało się za odwołaniem prezydenta. Przeciwnego zdania miało być 2,2 procent. W przypadku Rady Miasta Krakowa za odwołaniem miało głosować 96 procent osób, które wzięły udział w referendum.
Jeśli oficjalny wynik będzie zbliżony do sondażowego, będzie to oznaczało, że Aleksander Miszalski zostanie odwołany - podobnie jak rada miasta. Będzie to oznaczało konieczność przeprowadzenia przedterminowych wyborów. Mają one zostać wyznaczone w terminie 90 dni od dnia odwołania.
By referendum dotyczące odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego (Koalicja Obywatelska) było ważne, udział w głosowaniu musiało wziąć co najmniej 158,555 mieszkańców Krakowa. To 3/5 liczby osób biorących udział w wyborze prezydenta miasta w drugiej turze w wyborach samorządowych z 2024 roku. To oznaczało, że minimalna frekwencja do stwierdzenia ważności tego głosowania to około 27 procent w przypadku prezydenta i 30 proc. w przypadku rady miasta. Różnica wynika z tego, że w przypadku rady liczą się 3/5 frekwencji z pierwszej tury wyborów samorządowych, a w przypadku prezydenta z drugiej tury.