"Miał z tym problemy w przeszłości". Pytania o czynsz biura Mejzy

Łukasz Mejza
Kosztowny najem biura poselskiego Łukasza Mejzy
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Leszek Szymański/PAP
Wielkie różnice w czynszu za dwa biura w tym samym budynku, "pielgrzymki" posła czy 40 tysięcy złotych na catering - o najciekawszych przypadkach, które można znaleźć w poselskich sprawozdaniach finansowych, mówili w programie "W kuluarach" Agata Adamek, Patryk Michalski i Radomir Wit. Nie wszystkie przykłady były jednak negatywne.

Po opublikowaniu przez Kancelarię Sejmu sprawozdań finansowych posłów uwagę przykuwają w dużej mierze kilometrówki. Ale pod lupę warto wziąć także inne wydatki, które pokrywane są z publicznych pieniędzy. Okazuje się na przykład, że koszt wynajmu dwóch biur poselskich w tym samym budynku może różnić się... ponad dwukrotnie.

Tak jest w przypadku byłego posła PiS Łukasza Mejzy. Wskazał on, że za "koszty wynajmu lokalu biura poselskiego" zapłacił 70 800 złotych. Mieści się on przy ul. Kożuchowskiej 15A w Zielonej Górze. Tak się składa, że w tym samym budynku, pod tym samym adresem, swoje biuro poselskie ma też posłanka Koalicji Obywatelskiej Katarzyna Osos - zwrócił uwagę Patryk Michalski. Zadeklarowała ona, że za wynajem płaci niecałe 28 tysięcy złotych. - Mamy ten sam budynek, dokładnie ten sam adres, inne piętra i ponad 40 000 złotych różnicy - podkreślił Michalski.

- Patrząc na to, jak ten budynek wygląda, nie mamy wrażenia, że jakoś bardzo odbiegają standardem od siebie biura, które w tym budynku są - komentowała Agata Adamek.

Na razie nie wiemy, skąd wynika różnica, ale Michalski zwrócił uwagę, że jeśli chodzi o weryfikację prawdziwości zeznań poselskich "to jest też pytanie, jak ta kontrola przez Kancelarię Sejmu wygląda". - Jeśli chodzi o Łukasza Mejzę i precyzję w jego rozliczeniach, to z tym miał problemy w przeszłości, więc tym bardziej wydaje się zasadne to pytanie - ocenił.

"Poseł pielgrzym" i drogi catering

Nie jest to jedyny przypadek, gdzie deklarowana przez danego parlamentarzystę kwota budzi wątpliwości. - Jestem fanem takiego rozliczenia posła Prawa i Sprawiedliwości, Jacka Boguckiego, który wydał 40 tysięcy na catering, na usługę gastronomiczną - mówił Michalski. Jak zaznaczył, "to oznaczałoby, że codziennie, każdego dnia ubiegłego roku, on albo jego goście musieliby przejeść 109 złotych". 

Prowadzący "W kuluarach" zwrócili również uwagę na sprawozdanie posła KO Piotra Kandyby, który sam o sobie mówi "poseł pielgrzym". - Gdy wejdziemy sobie w sprawozdanie za jego biuro poselskie, możemy wyczytać, że, jeżeli chodzi o kilometrówkę, to wydano 48 tysięcy złotych, przy okazji ponad 31 tysięcy, jeżeli chodzi o najem auta - opisywał Radomir Wit.

Piotr Kandyba jest jednak posłem z Warszawy, z okręgu 20. - I teraz pojawia się pytanie, czy poseł, który jest w Warszawie, więc Warszawa jest jego naturalnym okręgiem (...), czy rzeczywiście ma taką potrzebę? - pytał prowadzący "W kuluarach". Jak mówił, Kandyba tłumaczył, że "dużo podróżuje i spotyka się z wyborcami". - Ale jednak nie musi docierać do Sejmu daleko, bo po prostu ma Sejm w sąsiedztwie, skoro jest z warszawskiego okręgu - polemizował Wit.

Poseł: wszyscy jesteśmy złodziejami w oczach opinii publicznej

Michalski przyznał, że w trakcie prowadzenia programu otrzymał wiadomość od jednego z parlamentarzystów, który zwrócił uwagę, że "jest kilkunastu posłów i senatorów, którzy nadużywają publicznych pieniędzy, ale przez to, że ciągle o tym tylko mówicie, wszyscy jesteśmy złodziejami w oczach opinii publicznej". - Naprawdę uśmiecham się od ucha do ucha, kiedy politycy są zbulwersowani tym,  że rozmawiamy na temat tego, jak oni wydają publiczne pieniądze - skomentował Michalski.

- Drogi parlamentarzysto, mamy też pozytywne przykłady - zwróciła uwagę Adamek. Jednym z nich jest posłanka KO Aleksandra Kot, najmłodsza posłanka obecnej kadencji Sejmu. Za 2025 rok nie zadeklarowała ona wydatków na kilometrówki. - Nie jestem właścicielką żadnego samochodu. Poruszam się głównie komunikacją miejską. Uważam, że te kilometrówki przysługują wtedy, kiedy ma się albo wynajmowany samochód, albo jesteś właścicielem samochodu - powiedziała w rozmowie z Radomirem Witem posłanka.

Aleksandra Kot w rozmowie z Radomirem Witem
Aleksandra Kot w rozmowie z Radomirem Witem
Źródło zdjęcia: TVN24

Zapytana, dlaczego nie wzięła pieniędzy na podróż taksówkami, Kot odparła: "Jakoś tak wyszło, używam głównie komunikacji miejskiej". Jak dodał Wit, posłanka zwróciła też uwagę, że "to nie jest tak, że wszyscy posłowie i posłanki mogą tylko przemieszczać się samochodami i muszą to robić". - Mają też darmową kolej, PKS-y i loty krajowe - wymieniał Radomir Wit. 

OGLĄDAJ: Koniec referendum w Krakowie. "To będzie miało konsekwencje dla ogólnopolskiej polityki"
pc
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Źródło: TVN24
Czytaj także: