Siedem rzeczy, których nie wiecie o facetach. Zdradzili je eksperci

Młody mężczyzna odwiedza lekarza w klinice. Koncepcja świadomości raka
Marek Migalski: czuję się na sześć-siedem
Źródło: Fakty po Faktach TVN24
Dlaczego mężczyźni żyją krócej, unikają lekarzy i udają, że wszystko jest w porządku? Podczas debaty eksperckiej "Siedem rzeczy, których nie wiecie o facetach" lekarze obalili kilka mitów na temat męskiego zdrowia i pokazali, jak niebezpieczne mogą być utrwalone schematy zachowań.

Mężczyźni w Polsce żyją średnio o około dekady krócej niż kobiety. To różnica, która utrzymuje się od lat. Jakie są tego przyczyny? Odpowiedzi szukano podczas poniedziałkowej debaty eksperckiej zorganizowanej w ramach posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Profilaktyki Nowotworowej RAK STOP.

- Nie ma jednej odpowiedzi. Przyczyn jest bardzo wiele, ale najczęstszą, główną przyczyną zgonów pozostają choroby układu sercowo-naczyniowego - mówił prof. Marek Postuła, kardiolog.

Jak tłumaczył, jednym z czynników wpływających na krótsze życie mężczyzn jest biologia. - Dominujący u nich hormon - testosteron - oddziałuje na gospodarkę lipidową, zwiększając poziom tzw. złego cholesterolu LDL i obniżając poziom "dobrego" cholesterolu HDL. W rezultacie mężczyźni częściej niż kobiety mają gorsze wyniki lipidogramu i wcześniej doświadczają problemów sercowo-naczyniowych. U kobiet sytuacja zaczyna się zmieniać dopiero po menopauzie, gdy gospodarka hormonalna ulega zaburzeniu - wyjaśniał prof. Postuła.

Mężczyźni są zaniedbani zdrowotnie i częściej podejmują ryzyko

- Jeśli chodzi o podejście do dbania o zdrowie, to mężczyźni są zaniedbani w tym kontekście - ocenił ekspert. Jak mówił, wynika to w dużej mierze z modelu kulturowego i społecznego. Kobiety często mają pierwszy realny kontakt z opieką medyczną w okresie ciąży - to moment, gdy uczą się regularnie badać i myśleć o zdrowiu nie tylko swoim, ale i przyszłego dziecka. - Mężczyźni takiej motywacji zwykle nie mają. Do lekarza trafiają dopiero wtedy, gdy coś zaczyna boleć. W efekcie choroby układu krążenia są u nich wykrywane później, często w zaawansowanym stadium - dodał ekspert.

Kolejnym istotnym problemem są zachowania ryzykowne. Mężczyźni statystycznie częściej niż kobiety narażają się na wypadki, uprawiają niebezpieczne sporty, częściej też podejmują próby samobójcze. Do tego dochodzą używki: alkohol i papierosy. Oba czynniki mają ogromny wpływ zarówno na rozwój nowotworów, jak i chorób serca. Choć długo sądzono, że umiarkowane spożycie alkoholu może mieć pewne walory zdrowotne, dziś coraz więcej specjalistów uważa, że nawet niewielkie ilości są szkodliwe.

Również w programach profilaktycznych, jak wskazywali eksperci Parlamentarnego Zespołu ds. Profilaktyki Nowotworowej RAK STOP, różnice między płciami są wyraźne. Z rządowego programu badań 40+ częściej korzystają kobiety. Mężczyźni rzadziej wykonują badania kontrolne, nie monitorują poziomu cholesterolu czy cukru we krwi, przez co wiele chorób rozpoznaje się u nich zbyt późno.

"Nie czują potrzeby, by się badać"

W polskim systemie profilaktyki zdrowotnej wciąż brakuje równowagi między troską o kobiety a zdrowiem mężczyzn. Zwrócił na to uwagę prof. Piotr Radziszewski, urolog. - To cudownie, że rozmawiamy dziś o facetach - podkreślił. - Jeśli spojrzymy na programy profilaktyczne, parytet jest kompletnie zaburzony.

Specjalista dodał, że kobiety od młodego wieku mają naturalny kontakt z lekarzami dzięki wizytom u ginekologa. W przypadku mężczyzn sytuacja wygląda inaczej - do urologa wciąż potrzeba skierowania, a wielu panów unika takich konsultacji. - Widzę jednak pozytywne zmiany - mówił profesor. - Pokolenie 50-, 60-latków nadal niechętnie przychodzi, ale młodsi coraz częściej chcą się badać profilaktycznie.

Według prof. Radziszewskiego ta zmiana wynika m.in. z większej świadomości zdrowotnej wśród młodych oraz z dyskusji podejmowanych w mediach. Lekarz przypomniał też, że przez lata niesłusznie demonizowano testosteron, utożsamiając go z ryzykownymi zachowaniami. Tymczasem, jak zaznaczył, to niedobór tego hormonu ma poważne konsekwencje zdrowotne, wpływa na zespół metaboliczny i zwiększa ryzyko chorób sercowo-naczyniowych, a nawet raka prostaty. - Mężczyzna to wcale nie taki prosty organizm, jak się wydaje - zauważył. - Długo funkcjonuje w zdrowiu, a do lekarza trafia dopiero, gdy pojawia się problem. Wtedy jest już trudniej skutecznie pomóc.

Profesor przytoczył przykład pacjenta z rakiem pęcherza, który przez lata unikał badań. - To dramat, bo takie przypadki pokazują, że system profilaktyki wciąż nie działa, a wielu mężczyzn po prostu nie czuje potrzeby, by się badać - tłumaczył.

Ekspert podsumował, że konieczne jest nie tylko ułatwienie dostępu do urologów, lecz także zmiana podejścia - od walki z chorobą do świadomej profilaktyki. - Bo zdrowie mężczyzn to nie tylko testosteron i siła, ale także wiedza, świadomość i regularne badania - dodał. Zdaniem profesora przykłady pacjentów, którzy trafiają do lekarza dopiero z zaawansowaną chorobą, są dowodem na niedomaganie systemu profilaktyki w Polsce. - To jest moim zdaniem porażka systemu, porażka człowieka - podsumował. - U 40 procent mężczyzn kompletnie nie funkcjonuje. Bo to, że zrobimy sobie w wieku 40 lat PSA, kompletnie nic nie oznacza, jeśli za tym nie idzie wizyta u urologa i interpretacja wyników - tłumaczył.

"Macho się nie leczy". Potęga stereotypów

Brak wiedzy zdrowotnej, kulturowe stereotypy i systemowe zaniedbania to główne przyczyny, dla których mężczyźni rzadziej dbają o swoje zdrowie. Seksuolog prof. Depko podkreślał, że zdrowie seksualne jest nierozerwalnie związane ze zdrowiem ogólnym, a niewiedza i lęk sprawiają, że wielu mężczyzn trafia do lekarza zbyt późno. - Obecni 60-latkowie chodzili do szkoły, w których nikt ich nie uczył tego, że zdrowie jest ważnym elementem, o który trzeba dbać już od okresu dojrzewania. Kiedy zaczynają się kształtować pewne nawyki, zdrowotne, dietetyczne, ruch, dieta, oni o tym nie wiedzą - podkreślił seksuolog.

- Mamy również pewne negatywne uwarunkowania społeczno-kulturowe, o czym już wspomniał pan profesor. Mężczyzna to jest macho. Mężczyzna się nie leczy. Interesowanie się swoim zdrowiem jest niemęskie. W związku z tym, jeżeli ten szesnastolatek myśli, że dbanie o zdrowie jest niemęskie, bo ma wtedy 15-16 lat, to on jako 30-40-latek nadal będzie myślał w podobny sposób - mówił prof. Depko.

- W tej chwili tylko Narodowy Fundusz Zdrowia będzie miał problem, bo będzie musiał pompować coraz większą kasę w coraz większą liczbę zachorowań, tych, w przypadku których tak naprawdę możemy tylko pomóc leczeniem chorób o różnym stopniu zaawansowania - dodał.

Zmęczenie i stres narastają, a panowie nie potrafią prosić o pomoc

Wskaźniki samobójstw, problemy zdrowotne i psychiczne mężczyzn od lat pokazują niepokojący obraz. Coraz wyraźniej widać, że kondycja psychiczna mężczyzn w Polsce wymaga poważnej rozmowy - nie tylko w kontekście jednostek, ale także kulturowych wzorców i społecznych oczekiwań. - Wciąż brakuje świadomości, że zdrowie, zarówno fizyczne, jak i psychiczne, jest wartością, o którą każdy z nas powinien dbać - wyjaśniał prof. Izdebski.

Na naszych oczach zmieniają się też relacje i modele życia. Nadal funkcjonuje stereotyp, że "mężczyzna nie płacze" i zawsze musi radzić sobie sam. Z drugiej strony w kampaniach zdrowotnych często pojawia się motyw kobiety przypominającej partnerowi o badaniach czy dbającej o jego dietę. Prof. Izdebski zaznacza, że to czas, by odejść od tego schematu - kobiety nie mogą być odpowiedzialne za zdrowie mężczyzn. Każdy dorosły człowiek powinien brać odpowiedzialność za siebie.

Profesor zwraca też uwagę na zjawisko coraz rzadszego zawierania małżeństw i rosnącej liczby osób żyjących w pojedynkę. To zmienia realia funkcjonowania systemu ochrony zdrowia. Lekarze coraz częściej spotykają pacjentów, którzy nie mają bliskich osób towarzyszących im w leczeniu - przychodzą do szpitala sami i sami z niego wychodzą. To nowe wyzwanie zarówno dla medycyny, jak i dla wsparcia psychologicznego.

U mężczyzn narasta też zmęczenie i stres - czynniki bezpośrednio wpływające na zdrowie seksualne i ogólną kondycję psychiczną. - Wielu pacjentów nie potrafi odróżnić napięcia emocjonalnego związanego ze stresem od napięcia seksualnego. Presja, by "sprawdzić się" jako mężczyzna - w pracy, relacjach i sferze intymnej - potęguje frustrację. To błędne koło, które prowadzi do poczucia osamotnienia i pogarszającego się zdrowia psychicznego. Dlatego tak ważne jest, by uczyć mężczyzn, że proszenie o pomoc nie jest oznaką słabości, lecz dojrzałości i odpowiedzialności - podkreśla prof. Izdebski.

"Każdy może zmierzyć się z poważną chorobą"

Jednak czasem choroba pojawia się nawet wtedy, gdy mężczyzna dba o profilaktykę. Przykładem jest tu prof. Marek Migalski - politolog, publicysta i wykładowca akademicki, który od kilku miesięcy otwarcie mówi o swojej chorobie nowotworowej. Podczas posiedzenia komisji opowiedział o osobistych doświadczeniach, diagnozie oraz o tym, jak ważna jest profilaktyka i regularne badania. - W moim przypadku było tak, że starałem się dbać o siebie. Miałem wrażenie, że nawet bardzo dobrze. Zrezygnowałem z mięsa, dużo uprawiałem sportu. W pewnym momencie postanowiłem po prostu zrobić badania profilaktyczne, takie przesiewowe. Nie miałem absolutnie żadnych objawów raka. Po prostu poszedłem na kolonoskopię - i tam dowiedziałem się, że mam już zmiany nowotworowe, które kwalifikują mnie do operacji. Niestety okazało się, że to już trzecia faza, czyli oprócz raka jelita grubego miałem też przerzuty do węzłów chłonnych. To oznacza, że należę do grupy przedostatniego stopnia, gdzie według statystyk szanse przeżycia pięciu lat wynoszą około 50 procent.

- Nie czułem, że się zaniedbuję, dlatego bardzo zdziwiło mnie, że coś takiego mi się przydarzyło. Moja historia jest dowodem na to, że nawet osoby, które dbają o siebie i o swoje zdrowie, mogą nagle stanąć w obliczu zaawansowanego raka - mówił prof. Migalski.

- To, co robię teraz w przestrzeni publicznej, w tym w mediach społecznościowych, jest świadomym działaniem. Nie robię tego dla siebie, ale dla innych. Chcę pokazywać, że z chorobą można walczyć i że należy to robić. Przede wszystkim jednak, że nie wolno się poddawać. W tej chwili jestem po ósmej dawce chemii, zostały mi jeszcze cztery. Widzę już światełko w tunelu - tłumaczył politolog.

Chcę dawać dowód, że nawet w chorobie warto walczyć, ale przede wszystkim - że warto się badać. To jest najważniejsza lekcja, którą sobie uświadomiłem w trakcie tej choroby - podsumował politolog.

Czytaj także: