"Zwracam się z uprzejmą prośbą/krzykiem rozpaczy o wyłączenie pacjentów w trakcie i po leczeniu onkologicznym z limitów badań obrazowych" - zaapelował w poniedziałek na portalu społecznościowym Jakub Kosikowski, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej (NIL), rezydent onkologii klinicznej, do Narodowego Funduszu Zdrowia i Ministerstwa Zdrowia. Jak tłumaczył, "karta DiLO tu już nie daje no-limit i pacjenci wpadają w kolejki". Podał też przykład: "Pacjent po operacji raka jelita grubego - kontrolna kolonoskopia po 3-12 miesiącach zależnie od stanu wyjściowego - w wielu miejscach te terminy są już nierealne!".
"Zdecydowanie tak. Ja pierwszy raz od 9 lat rozsianej choroby usłyszałam 'nie mamy terminu'" - skomentowała jedna z osób pod wpisem rzecznika NIL.
Tym samym Kosikowski zasygnalizował problem "dziury", w którą wpadli chorzy w trakcie i po leczeniu onkologicznym. Dodał, że jako NIL mówili o tym od 1 kwietnia br., gdy weszły w życie cięcia NFZ w rozliczaniu świadczeń ponadlimitowych.
Pacjenci onkologiczni mieli być zabezpieczeni
Co na to Narodowy Fundusz Zdrowia? "Pracujemy nad rozwiązaniem. Wkrótce będziemy gotowi, przekażemy informację niezwłocznie" - przekazali przedstawiciele NFZ również za pośrednictwem portalu społecznościowego.
Ministerstwo Zdrowia wielokrotnie zapewniało, że cięcia w finansowaniu badań diagnostycznych wprowadzone w dwa miesiące temu nie odbiją się na pacjentach onkologicznych.
Jak podkreślał wcześniej resort, audyty wykazały, że system często premiował liczbę badań, a nie ich jakość. W efekcie dochodziło do powtarzania badań w krótkim czasie, braku uzasadnienia medycznego dla niektórych procedur oraz niepotrzebnych wizyt i obciążenia pacjentów. Stąd decyzja o zmianie wyceny takich badań jak tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny, kolonoskopia i gastroskopia.
- Dzisiaj te wprowadzone zmiany przede wszystkim mają wprowadzić korytarze życia dla pacjentów właśnie z podejrzeniem onkologicznym, dla tych pacjentów, którzy tego potrzebują najbardziej - zapewniała w programie "Jeden na jeden" szefowa resortu zdrowia Joalanta Sobierańska-Grenda 8 maja br. Zauważyła również, że przedstawiciele resortu pracują nad tym, by system uporządkować. - Zaskakuje to, że w niektórych regionach tak mało jest zakładanych kart DiLO. Mam nadzieję, że zachęcimy podmioty stuprocentowym płaceniem za pacjentów, którzy są diagnozowani w ramach jednak karty DiLO - mówiła Sobierańska-Grenda. Karta Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego, o której mowa, to dokument uprawniający pacjenta do korzystania z szybkiej ścieżki onkologicznej w Polsce.
Problem zaczyna się tam, gdzie się kończy DiLO
- Ministerstwo cały czas mówi, że pacjenci onkologiczni są zabezpieczeni. A tak naprawdę pacjenci onkologiczni, czyli ci, u których rozpoczęto leczenie, w ogóle nie są zabezpieczeni. Moc karty DiLO kończy się w momencie rozpoczęcia leczenia. Zabezpieczeni są obywatele z podejrzeniem choroby nowotworowej, którym wystawiono kartę DiLO, czyli nawet jeszcze nie pacjenci. Ci, którym nie wystawiono karty DILO, takiego zabezpieczenia nie mają. Na ile lekarze podstawowej opieki zdrowotnej i specjaliści zwiększą teraz wystawianie tych kart? Czekam na dane NFZ-tu - mówiła również w maju br. Joanna Frątczak-Kazana z Onkofundacji ALivia, przewidując problemy z dostaniem się pacjentów na badania.
Choć NFZ zapewnia, że osoby posiadające kartę DiLO nie będą objęte nowymi zasadami rozliczeń, w praktyce wielu chorych pierwsze badania - takie jak tomografia komputerowa czy rezonans magnetyczny - wykonuje jeszcze przed jej wystawieniem, na podstawie skierowania od lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. Ograniczenia dotykają również pacjentów po zakończonym leczeniu, którzy wciąż wymagają regularnych badań kontrolnych realizowanych już poza szybką ścieżką onkologiczną.
Pacjenci nie chcą być jedynymi pokrzywdzonymi
Na szybką ścieżkę do badań nie mogą więc liczyć osoby już po diagnozie, na przykład w ramach tzw. follow-upu, czyli systematycznej kontroli w pierwszych miesiącach i latach po zakończeniu leczenia. Szybciej do diagnostyki nie dostaną się również ci, u których pojawiła się wznowa - chyba że lekarz, podejrzewając to, wystawi im nową kartę DiLO. Ta stara nie może już zostać w takim celu reaktywowana.
- Musimy znaleźć pomysł na to, jak zabezpieczyć przede wszystkim pacjentów onkologicznych, bo tak jak powiedziałam, zabezpieczeni są ci, którzy mają podejrzenie choroby nowotworowej, czyli dopiero są diagnozowani, a nie pacjenci. Ci, którzy są po pierwszej fazie leczenia, czyli wykonano im na przykład w szpitalu zabieg, wypadają już z tego szybkiego diagnozowania - dodała Frątczak-Kazana.
Przedstawicielka Alivii podkreślała, zarówno w rozmowie z nami, jak i w piśmie do Jolanty Sobierańskiej-Grendy z 5 maja br., że rozumie skalę wyzwań finansowych, z jakimi mierzy się system ochrony zdrowia (luka finansowa NFZ jest szacowana na co najmniej 17 mld zł - według MZ). - Ale też z drugiej strony - pacjenci nie mogą być jedynym interesariuszem tego całego systemu, który ponosi konsekwencje tej sytuacji - dodaje prezeska Alivii.
Ile więc trzeba czekać na badanie takie jak wspomniana na początku kolonoskopia? Na początku maja sprawdzał to Piotr Wójcik z tvn24.pl. "W niektórych regionach kraju terminy sięgają już 2030 roku. Na przyszły rok przekładane są badania, które już miały ustalony termin" - ustalił na początku maja. Do naszej redakcji napływały wtedy sygnały od pacjentów z Pomorza, zaniepokojonych odległymi terminami kolonoskopii na Pomorzu. Według Onkoskanera Fundacji Onkologicznej Alivia najkrótszy czas oczekiwania wynosił wtedy 132 dni w trybie normalnym, 83 w trybie pilnym, ale bez znieczulenia (w Szpitalu Specjalistycznym im. F.Ceynowy w Wejherowie). Na badanie ze znieczuleniem pacjenci musieli czekać od 328 dni w Lęborku do 1017 dni w Słupsku. W całej Polsce najdłuższy zaraportowany czas oczekiwania na to badanie odnotowano wówczas w Bielsku-Białej - 1388 dni.