E-DiLO pokaże ścieżkę chorego. "Dziś często nie wiadomo, co się z nim dzieje"

Zakaz mammografii w Szwajcarii? To niebezpieczny fake news
Prof. Piotr Rutkowski o e-DiLO: pacjent nie będzie ciągle musiał zdobywać informacji o przebiegu leczenia
O jedną piątą wzrosła w ciągu ostatniego roku liczba wydanych kart DiLO, umożliwiających pacjentom z podejrzeniem lub rozpoznaniem choroby onkologicznej skorzystanie z szybkiej ścieżki diagnostycznej. Jeszcze w tym roku ma debiutować elektroniczna wersja tej karty. - Ona pokaże całą ścieżkę chorego. Dziś często nie wiemy, co się z nim dzieje pomiędzy jednym a drugim gabinetem - podkreślają eksperci.
Kluczowe fakty:
  • Jeszcze w tym roku zostanie wprowadzona karta e-DiLO - zapowiada prof. Piotr Rutkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologicznego. W okresie przejściowym będzie prawdopodobnie działała równolegle z dotychczasową, papierową.
  • Elektroniczna karta diagnostyki i leczenia onkolgicznego ma poprawić między innymi przepływ informacji między lekarzami. Pacjent nie będzie już musiał chodzić do kolejnych specjalistów z segregatorami z całą historią choroby.
  • Wciąż niska pozostaje jednak zgłaszalność na badania przesiewowe. Eksperci przypominają: profilaktyka to połowa sukcesu.
  • A czego od opieki onkolgicznej oczekują sami pacjenci i jak oceniają stan obecny? O tym w dalszej części artykułu.
  • Więcej treści o tematyce medycznej można znaleźć w zakładce "Zdrowie" w tvn24.pl.

Karta Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego (DiLO) to dokument, który ułatwia szybkie i skoordynowane diagnozowanie oraz leczenie nowotworów. Taką kartę może wystawić lekarz podstawowej opieki zdrowotnej, jeśli podejrzewa nowotwór, lekarz specjalista (np. chirurg, onkolog, neurolog, ginekolog), gdy zauważy niepokojące objawy albo szpital, jeśli nowotwór wykryto w trakcie hospitalizacji.

W 2023 roku wydano ponad 360 tysięcy takich kart, w 2024 - niemal 403 tysiące, a w ubiegłym roku liczba ta wzrosła do ponad 440 tysięcy. - Przełamaliśmy impas. To nie jest taki zły znak dla pacjenta. To nic innego, jak szybka ścieżka diagnostyczna - mówiła prof. Beata Jagielska, dyrektor Narodowego Instytutu Onkologii, podczas konferencji "Onkologia - razem możemy więcej!", zorganizowanej w Warszawie z okazji Światowego Dnia Walki z Rakiem.

OGLĄDAJ: Trudno go wykryć, trudno operować. Ten rak to wciąż wyrok
pbc trzustka shutterstock_2471731173

Trudno go wykryć, trudno operować. Ten rak to wciąż wyrok

Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji

Jedna trzecia kart DiLO była wystawiona w POZ

- Onkologia może dotyczyć każdego z nas. Mamy ponad milion osób, które chorowało lub choruje na choroby nowotworowe. Jeśli policzymy rodziny, to jest to 4-5 milionów ludzi. Oznacza to, że co czwarty, co piąty z nas w jakiś sposób ma kontakt z chorobą nowotworową - zaznaczył w rozmowie z tvn24.pl prof. Piotr Rutkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologicznego.

Jak dodał, po dziewięciu miesiącach od wdrożenia Krajowej Sieci Onkologicznej, można to rozwiązanie ocenić jako coś, co działa bardzo dobrze. Przypomnijmy, KSO weszła w życie 1 kwietnia ubiegłego roku. Ma to być model oparty na koordynowanej, kompleksowej i zintegrowanej opiece, zapewniającej każdemu pacjentowi - niezależnie od miejsca zamieszkania - dostęp do najwyższej jakości leczenia według jednolitych standardów. W ocenie organizacji pacjenckich, mimo wdrożenia KSO, wciąż jeszcze jest tak, że w przypadku części pacjentów kod pocztowy decyduje o dostępie do lepszej opieki. Wszystko dlatego, że brakuje współpracy, między innymi na poziomie gabinetów podstawowej opieki zdrowotnej (POZ).

- Rola lekarzy pierwszego kontaktu jest kluczowa. W POZ jest opieka koordynowana, ale problem polega na tym, że nie jest obowiązkowa. Część pacjentów ma więc lepszą opiekę, a część - niestety gorszą. Ten, który jest w POZ z koordynacją, ma więcej wykonywanych badań, jest informowany o badaniach profilaktycznych. Pamiętajmy też, że już na poziomie POZ można wystawić kartę DiLO, która przekierowuje pacjenta do szybkiej i pogłębionej diagnostyki - tłumaczyła w rozmowie z dziennikarzami Aleksandra Wilk, dyrektor Sekcji Raka Płuca Fundacji "To Się Leczy".

Z danych przedstawionych podczas konferencji wynika, że w 2025 roku niemal 158 tysięcy kart DiLO zostało wystawionych właśnie przez lekarzy POZ. Stanowi to 36 procent wszystkich "zielonych kart".

Rozwiązaniem, które w ocenie organizacji pacjenckich jest nie do przecenienia już na etapie wejścia chorego pod opiekę Krajowej Sieci Onkologicznej, jest wzmocniona rola koordynatorów. Wyjaśnijmy - każdemu pacjentowi w ramach KSO przypisany jest koordynator onkologiczny, który pełni rolę łącznika pomiędzy lekarzem a pacjentem, wspierając go na każdym etapie leczenia - od diagnozy po rehabilitację.

- Pacjent jest jeszcze trochę zagubiony w tym naszym systemie, ale wszystko idzie w dobrym kierunku, między innymi dlatego, że pojawili się właśnie koordynatorzy, którzy wprawdzie byli w szpitalach już od kilku lat, ale teraz ich funkcja zaczęła być coraz bardziej widoczna - oceniała Aleksandra Wilk.

"O 'e' nie mówimy już ze strachem"

Ważną i oczekiwaną zmianą dla pacjentów onkologicznych będzie wprowadzenie karty DiLO w formie elektronicznej, czyli e-DiLO. - Cieszę się, że nie mówimy już ze strachem o "e": e-rejestracji, e-DiLO. Jest wręcz oczekiwanie, żeby one były szybciej. Trwają intensywne prace - mówiła dziennikarzom minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda. Jej poprzedniczka Izabela Leszczyna zapowiadała, że wdrożenie karty e-DiLO w całej Polsce jest planowane na styczeń 2027 roku. Pilotażowo ma się ona pojawić jednak wcześniej. Profesor Piotr Rutkowski zadeklarował w rozmowie z dziennikarzami, że jeszcze w tym roku. - Po wprowadzeniu karty e-DiLO Krajowa Sieć Onkologiczna będzie modelowym systemem, przynajmniej w tej części Europy - mówił podczas konferencji.

O tym, że jest szansa wprowadzenia e-DiLO jeszcze w 2026 roku, mówiła w grudniu w Sejmie Agnieszka Molenda-Wiśniewska, dyrektor Departamentu Opieki Koordynowanej w Ministerstwie Zdrowia. Rozwiązanie elektroniczne miałoby, zgodnie z jej zapowiedzią, w okresie przejściowym działać równolegle z papierowym. Od 2027 roku będzie już jednak obligatoryjne.

A co to oznacza dla samych pacjentów? Przede wszystkim lepszy przepływ informacji między lekarzami i ośrodkami oraz to, że nie będzie już możliwości zagubienia części dokumentacji medycznej i konieczności dostarczania jej do każdego ośrodka, w którym będzie się odbywała konsultacja lub kontynuacja leczenia. Praktyka i doświadczenia pacjentów pokazują też, że osoby chore onkologicznie często są przez lekarzy POZ odsyłane do ośrodków onkologicznych nawet z błahymi problemami zdrowotnymi. Lekarze nie mają bowiem pewności co do tego, jakie postępowanie mogą bezpiecznie wdrożyć u osób poddawanych na przykład chemioterapii. Karta e-DiLO da im dostęp do pełnej wiedzy o zaleceniach wydanych przez onkologów.

- Ona pokaże całą ścieżkę chorego. Dziś często nie wiadomo, co się z nimi dzieje pomiędzy jednym a drugim gabinetem - mówiła Aleksandra Wilk.

"Bardzo silny nacisk kładziemy na profilaktykę"

W ocenie ekspertów tym, co stale wymaga największej zmiany, jest kwestia poprawy nie tyle wyników leczenia, bo to już medycyna naprawcza, lecz profilaktyki, czyli zapobiegania i wczesnego wykrywania nowotworów. - Mamy 50 procent szans, żeby nie zachorować, pod warunkiem że prowadzimy zdrowy tryb życia: dbamy o ruch, nie palimy, ograniczamy alkohol. Drugą rzeczą jest to, byśmy korzystali z tego, co leży na stole, czyli z badań profilaktycznych. One są bezpłatne i łatwo można się na nie zapisać, choćby przez IKP. Mammografia, kolonoskopia, Test FIT [Fecal Immunochemical Test - na krew utajoną w kale - red.] czy profilaktyka w kierunku raka szyjki macicy, która w tej chwili jest supernowoczesna. Mamy przecież badanie molekularne w kierunku HPV, nie wspominając o szczepieniach przeciw wirusowi brodawczaka ludzkiego, które eliminują jakieś 5 tysięcy zachorowań na nowotwory rocznie - wymieniał profesor Rutkowski.

- Pracujemy nad tym, by każdy pacjent, niezależnie od tego, w jakiej mieszka miejscowości, miał możliwość szybko dostać się do ośrodka wysokospecjalistycznego. Bardzo silny nacisk kładziemy też właśnie na profilaktykę - podkreślała z kolei minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.

Wciąż jednak zgłaszalność na mammografię oscyluje wokół 30-32 procent, na cytologię - 27 proc., a na kolonoskopię od 25 do 35 proc. (i to w dużych miastach - dane Krajowego Rejestru Nowotworów). Wyszczepialność przeciw HPV to natomiast 35 proc. w grupie 14-latków - rząd planował wprowadzenie tych szczepień jako obowiązkowych od 2024 roku. O te plany dziennikarze pytali dziś ministrę zdrowia. - Na coś obowiązkowego reagujemy od razu niechętnie. Mam jednak nadzieję, że wszyscy się przekonają, że te szczepienia powinny być obowiązkowe - odpowiedziała.

- Chcę zaapelować do wszystkich, żeby korzystać z badań profilaktycznych i nie dać się zwieść manipulatorom, oszustom, którzy twierdzą, że badania mammograficzne mają rzekomo jakieś negatywne konsekwencje czy że biopsja rozsiewa raka. To są absolutne bzdury. To są manipulacje oszustów, którzy dokonują dezinformacji medycznej i z tym również zamierzamy walczyć - mówił z kolei w rozmowie z naszym reporterem rzecznik praw pacjenta Bartłomiej Chmielowiec.

Narzędziem, które ma tę walkę ułatwić, będzie ustawa "lex szarlatan". Na mocy projektowanych przepisów Rzecznik Praw Pacjenta (RPP) ma zyskać nowe narzędzia do walki z praktykami pseudomedycznymi, w tym możliwość nakładania kar - nawet do miliona złotych. Prace nad "lex szarlatan" rozpoczęły się w ubiegłym roku. W tym mają być kontynuowane. - Ten projekt jest na etapie uzgodnień rządowych. To pewien proces, który musi potrwać. Ważne, żeby ten projekt był jak najlepiej dopracowany, odpowiadał na wszystkie wyzwania związane z szarlatanerią i dezinformacją medyczną - powiedział rzecznik.

Czytaj także: