- Nie chodziło o to, że więźniowie byli tu w weekendy, kiedy nikogo nie ma. Byli w tygodniu. Niektórzy uczniowie nawet podchodzili i przybijali z nimi "piątki" - oburza się jeden z rodziców ucznia Szkoły Podstawowej nr 1 w Opolu Lubelskim, który woli pozostać anonimowy i od którego dostaliśmy informacje na Kontakt24.
Według przekazanych nam informacji na szkolnym korytarzu można było spotkać przestępcę seksualnego. Miał być wśród więźniów z zakładu karnego, którzy wykonywali prace w głównym holu szkoły.
Zaniepokoiła się matka jednego z uczniów
- Więźniowie byli widziani co najmniej trzy razy od końca marca do połowy maja. Zaczęło się od tego, że matka jednego z uczniów rozpoznała w jednym z mężczyzn przestępcę seksualnego skazanego na wiele lat więzienia w bulwersującej sprawie sprzed kilku lat. Zaalarmowała innych rodziców, a ci zawiadomili dyrekcję szkoły - opowiada nasz rozmówca.
Porucznik Sylwia Smaga, starszy wychowawca ds. kulturalno-oświatowych oraz rzecznik Zakładu Karnego w Opolu Lubelskim, na nasze pytanie o mężczyznę skazanego za przestępstwo seksualne pisze, że "osadzony wskazany w zapytaniu był (w szkole - przyp. red.) jednorazowo, na pierwszym spotkaniu, w celu ustalenia zakresu prac".
Tworzyli ściankę sensoryczno-dekoracyjną
Dodaje, że jego uczestnictwo wynikało z jego umiejętności niezbędnych do wykonania wstępnego etapu prac. "Niemniej jednak osadzony posiadał uprawnienia do uczestnictwa w zajęciach poza terenem zakładu karnego" - dodaje.
Wyjaśnia, że osadzeni - w ramach zajęć poza zakładem karnym - tworzyli w szkole ścianę sensoryczno-dekoracyjną z elementami ceramiki, a wszystko odbywało się w porozumieniu z dyrekcją placówki.
Byli cztery razy
"W zależności od prowadzonych działań w pracach na terenie szkoły uczestniczyło tylko dwóch lub trzech osadzonych" - podkreśla. Dodaje, że osadzeni na terenie szkoły wykonywali prace przy projekcie czterokrotnie.
"Jedyna wizyta odbyła się w dniu zajęć dydaktycznych (pozostałe wizyty odbyły się m.in. w sobotę oraz w dniach wolnych od zajęć dydaktycznych - egzaminów klas ósmych) i sprowadzała się do dokonania oględzin mających na celu precyzyjne ustalenie miejsca wykonania instalacji oraz jej przestrzennego usytuowania" - informuje rzeczniczka.
Rodzic: dzieci chodzą tamtędy na obiady oraz do sklepiku szkolnego
Rodzic, z którym rozmawiamy, potwierdza, że mężczyzna skazany za przestępstwo seksualne widziany był w szkole tylko raz, pod koniec marca.
- Tego dnia było z nim jeszcze dwóch innych więźniów - mówi. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że również zostali skazani za poważne przestępstwa.
- Pracowali na parterze, naprzeciwko pokoju nauczycielskiego. Dzieci, również przedszkolacy, chodzą tamtędy na obiady oraz do sklepiku szkolnego. Za każdym razem z więźniami była tylko jedna funkcjonariuszka służby więziennej. Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby te osoby stały się agresywne. Ci dwaj mężczyźni byli w szkole widziani jeszcze w maju - zaznacza rodzic.
Porucznik Smaga twierdzi, że nie może udzielać informacji dotyczących charakteru popełnionego przez tych mężczyzna przestępstwa. Informuje, że wszyscy osadzeni uczestniczący w projekcie odbywają karę pozbawienia wolności w zakładzie karnym typu półotwartego.
"Zgodnie z obowiązującym stanem prawnym, skazanemu odbywającemu karę w zakładzie karnym typu półotwartego można zezwolić na udział w organizowanych przez administrację więzienia poza terenem jednostki zajęciach grupowych w obecności funkcjonariusza lub pracownika zakładu karnego. W tym wypadku również zajęcia były realizowane pod stałym nadzorem funkcjonariusza SW" - zaznacza.
Są na końcowym etapie resocjalizacji
Dodaje, że osadzeni uczestniczący w zajęciach znajdują się w fazie zaawansowanego lub wręcz końcowego etapu procesu resocjalizacji.
"Osadzeni podczas wykonywanych prac nie nawiązywali kontaktu z dziećmi" - zaznacza.
Podkreśla też, że tego typu prace na rzecz społeczności lokalnej to ważne wsparcie dla każdego osadzonego - również dla osób skazanych za poważne przestępstwa.
"Przygotowanie osadzonego do opuszczenia zakładu karnego to proces mający na celu zapobieganie wykluczeniu społecznemu i ułatwienie powrotu do normalnego życia" - podkreśla por. Smaga.
Dyrekcja szkoły nie miała świadomości, za jakie przestępstwa ich skazano
Wicedyrektor szkoły Janusz Stępień mówi nam, że więźniowie przebywali w szkole na podstawie umowy podpisanej z zakładem karnym i to zakład karny wyselekcjonował i oddelegował tych konkretnych osadzonych.
- Nie mieliśmy świadomości, za jakie przestępstwa ich skazano. Kiedy dostaliśmy od rodziców sygnał, że jednym z mężczyzn może być skazany za przestępstwa seksualne, od razu powiadomiliśmy zakład karny. Ten osadzony już się u nas więcej nie pojawił – opowiada.
Natomiast jeśli chodzi o dwóch pozostałych mężczyzn, którzy z nim byli, to twierdzi, że nikt z rodziców nie informował dyrekcji szkoły, za jakie przestępstwa mogli zostać skazani.
Wicedyrektor szkoły: z perspektywy czasu było to niefortunne
Informuje, że po raz pierwszy trójka więźniów pojawiła się w szkole w piątek, 27 marca.
- Były to dopiero przymiarki do prac. Chodziło o zrobienie ozdobnej ścianki związanej z postacią patronującego szkole Kornela Makuszyńskiego. Ścianka ma zostać odsłonięta dzień przed Bożym Ciałem, w ramach uroczystości 111-lecia szkoły. Chcieliśmy zrobić niespodziankę całej społeczności naszej placówki - wspomina dyrektor.
Dodaje, że osadzeni byli tego pierwszego dnia w szkole przez jakieś dwie godziny.
- Odbywały się wtedy zajęcia. Uczniowie przechodzili korytarzem. Ścianka faktycznie powstanie vis-à-vis pokoju nauczycielskiego - mówi.
Przyznaje, że było to niefortunne, że osadzeni przebywali w placówce w czasie zajęć szkolnych.
Nie byli w więziennych uniformach
- Niemniej cały czas była z nimi funkcjonariuszka z zakładu karnego, pracownicy szkoły oraz przedstawiciele firmy, która realizuje projekt tworzenia ścianki i która współpracuje w resocjalizacji z zakładem karnym. Przedstawiciele tej firmy są jednocześnie rodzicami uczniów naszej szkoły - zaznacza.
Dodaje, że uczniowie faktycznie widzieli mężczyzn.
- Ci nie byli jednak w więziennych uniformach, więc mogli nawet nie wiedzieć, że to osadzeni. Czy ktoś z uczniów podchodził i przybijał z nimi "piątki"? Moim zdaniem nie było takiej możliwości. Rozmawiałem z przedstawicielem wspomnianej firmy, który jest jednocześnie ojcem jednego z uczniów. Mówił mi, że syn podszedł do niego i przybił z nim "piątkę". Może ktoś to widział i uznał, że uczeń przybija piątkę z jednym osadzonych. Jak wspomniałem, żaden z nich nie był w więziennym uniformie, więc łatwo można było pomylić rodzica z osadzonym - zaznacza Stępień.
Byli jeszcze trzy razy
Po raz drugi więźniowie pojawili się w szkole w sobotę, 18 kwietnia.
- Było ich dwóch, już bez osadzonego za przestępstwa seksualne. Pracowali przez osiem godzin. W sobotę, jak wiadomo, nie ma zajęć szkolnych. Nie było więc uczniów - informuje nasz rozmówca.
Dwóch więźniów pojawiało się w szkole jeszcze dwa razy - we wtorek i w środę, 12 i 13 maja.
- Pierwszego dnia pracowali od godziny około 9.30 do godziny 14, a drugiego od około 14 do 16. Nie było wtedy zajęć dydaktycznych, bo odbywały się egzaminy ósmoklasistów. W placówce nie było uczniów klas innych niż ósme. W innym segmencie placówki byli natomiast przedszkolacy, którzy mogli widzieć mężczyzn, gdy przechodzili tędy idąc z opiekunami na obiad. Natomiast jeśli chodzi o ósmoklasistów, to również mogli widzieć mężczyzn, gdy szli lub wracali z egzaminów. Jestem jednak przekonany, że nie było możliwości kontaktu między nimi a osadzonymi – opowiada.
Prace kończą już w zakładzie karnym
I dodaje, że podobnie jak w pozostałych przypadkach z więźniami była funkcjonariuszka zakładu karnego. Teraz gdy o sprawie stało się głośno, osadzeni już się w szkole nie pojawią.
- Będą kończyć tworzenie ceramiki na terenie zakładu karnego. Na ściance ceramikę umieszczą natomiast wspomniani przedstawiciele firmy, która realizuje projekt. Ma to nastąpić w najbliższą sobotę – zaznacza wicedyrektor.