Maj jest Światowym Miesiącem Świadomości Raka Pęcherza Moczowego. To dobry moment, by przypomnieć o nowotworze, który w Polsce każdego roku wykrywany jest u ponad 7,2 tys. osób. Najczęściej chorują mężczyźni - pod względem częstości zachorowań rak pęcherza moczowego jest w tej grupie czwartym najczęściej rozpoznawanym nowotworem. U kobiet występuje rzadziej, ale lekarze zwracają uwagę, że liczba rozpoznań rośnie. Znaczenie mogą mieć m.in. palenie tytoniu, czynniki środowiskowe i zawodowe oraz późne zgłaszanie się do lekarza - także dlatego, że główny objaw choroby może pozostać niezauważony i bezbolesny.
Objaw, którego nie wolno przeczekać
Najważniejszym, a często także jedynym wczesnym objawem raka pęcherza moczowego jest krew w moczu. Bywa widoczna gołym okiem, ale może też zostać wykryta dopiero w badaniu laboratoryjnym - jako tzw. krwinkomocz. Problem w tym, że taki objaw nie zawsze boli. I właśnie dlatego bywa bagatelizowany, mylony z infekcją dróg moczowych albo "przeziębieniem pęcherza". - Nawet jednorazowe pojawienie się krwi w moczu wymaga pilnej konsultacji urologicznej, a nie tylko antybiotyku - mówi dr Artur Drobniak, onkolog kliniczny, w ramach kampanii "Słuchaj swojego pęcherza".
Zwlekanie z diagnostyką może mieć poważne konsekwencje. Jeśli nowotwór zostanie wykryty wcześnie, często możliwe jest leczenie oszczędzające narząd. Gdy choroba jest rozpoznana późno, leczenie bywa znacznie bardziej obciążające, a u części pacjentów konieczne może być usunięcie pęcherza moczowego.
Niepokój powinny wzbudzić także inne objawy: częstsze oddawanie moczu, pieczenie, nagłe parcie na pęcherz czy przewlekły dyskomfort, zwłaszcza jeśli nawracają mimo leczenia typowego dla infekcji.
Kto powinien zachować szczególną czujność?
W przypadku raka pęcherza moczowego ważną rolę odgrywają lekarze rodzinni, bo to najpierw do nich pacjenci najczęściej zgłaszają się z objawami przypominającymi nawracające infekcje dróg moczowych. Dr Drobniak zwraca uwagę, że podczas takich wizyt powinno padać proste, ale bardzo ważne pytanie: czy w moczu pojawiła się krew albo czy zmieniła się jego barwa. Jeśli tak, pacjent powinien zostać szybko skierowany do urologa i na dalszą diagnostykę, m.in. USG układu moczowego oraz cytologię moczu, czyli badanie pozwalające ocenić komórki złuszczające się do dróg moczowych.
Jednym z najprostszych, a wciąż niedocenianych badań pozostaje także badanie ogólne moczu. Jest tanie, szybkie i powszechnie dostępne. Wykonywane raz w roku - podobnie jak morfologia czy pomiar ciśnienia - może pomóc wykryć niepokojące zmiany na etapie, gdy choroba jest jeszcze ograniczona do błony śluzowej pęcherza.
Szczególną czujność powinny zachować osoby palące papierosy. To jeden z najważniejszych czynników ryzyka - szacuje się, że z paleniem może mieć związek około połowa przypadków raka pęcherza moczowego. Ryzyko rośnie także przy zawodowym kontakcie z substancjami chemicznymi, m.in. w niektórych gałęziach przemysłu. Dlatego w tych grupach regularne badania kontrolne i szybka konsultacja po pojawieniu się objawów mają szczególne znaczenie. - Zapalmy się do aktywności fizycznej, a nie nikotyny. Warto żyć - apeluje dr Drobniak.
Jak nie stracić pęcherza?
Onkolog kliniczny prof. Jakub Kucharz podkreśla z kolei, że przy wczesnym rozpoznaniu rokowania są bardzo dobre. Dlatego tak ważne są uważność pacjenta, szybka reakcja na objawy i diagnostyka, która pozwala wychwycić chorobę, zanim zacznie naciekać głębsze warstwy pęcherza. Jak dodaje, w wielu przypadkach możliwe jest usunięcie zmian nowotworowych z zachowaniem narządu. Przy nawrotach wczesnego raka stosuje się także leczenie dopęcherzowe, czyli podawanie leku bezpośrednio do pęcherza.
Sytuacja staje się trudniejsza, gdy choroba jest bardziej zaawansowana. Wtedy lekarze muszą rozważyć leczenie radykalne, w tym całkowite usunięcie pęcherza moczowego. Dlatego moment rozpoznania ma tak duże znaczenie: im wcześniej pacjent trafi do diagnostyki, tym większa szansa na leczenie oszczędzające narząd. - Warto to powtarzać jak mantrę - im wcześniej, tym lepiej - mówi dr Drobniak.
Inaczej wygląda sytuacja pacjentów, u których rak pęcherza moczowego jest już zaawansowany - nie można go operować albo doszło do przerzutów. Wtedy leczenie ma charakter paliatywny: jego celem jest jak najdłuższe kontrolowanie choroby, przedłużenie życia i utrzymanie jego możliwie dobrej jakości.
Obecnie jednym z najważniejszych standardów leczenia w takich przypadkach jest terapia skojarzona enfortumabem wedotyny z pembrolizumabem, określana skrótem EV+P - pisaliśmy o tym w tvn24.pl. Pembrolizumab to immunoterapia, czyli leczenie, które pomaga układowi odpornościowemu rozpoznawać i niszczyć komórki nowotworowe. Enfortumab wedotyny działa inaczej - to tzw. koniugat przeciwciała z lekiem cytotoksycznym. Lek. Kamil Karpowicz w rozmowie z tvn24.pl porównuje go do "konia trojańskiego".
- To przeciwciało rozpoznaje komórkę nowotworową i wprowadza do jej wnętrza cząsteczkę cytostatyku - wyjaśnia onkolog.
Wyniki badań klinicznych pokazują, że ta metoda może istotnie zmienić rokowanie chorych. Pacjenci leczeni EV+P żyli średnio około dwa razy dłużej niż osoby otrzymujące dotychczasowy schemat leczenia oparty na chemioterapii i immunoterapii. Odpowiedź na terapię uzyskiwało około 70 procent chorych, a u co trzeciego obserwowano całkowite zniknięcie zmian nowotworowych. Dla porównania, przy klasycznym leczeniu taki efekt osiągało około 10-13 procent pacjentów.
Znaczenie ma także tolerancja terapii. Jak podkreślają lekarze, leczenie, które skuteczniej kontroluje chorobę i jest lepiej znoszone, może przełożyć się nie tylko na dłuższe życie, ale też na jego lepszą jakość w trakcie terapii.
Pacjenci czekają na leczenie w pierwszej linii
Mimo bardzo dobrych wyników badań klinicznych polscy pacjenci z zaawansowanym rakiem pęcherza moczowego wciąż nie mają refundowanego dostępu do terapii EV+P w pierwszej linii leczenia. Obecnie państwo finansuje ją dopiero w tzw. drugim rzucie, czyli wtedy, gdy choroba wraca lub postępuje po wcześniejszej chemioterapii. Jak tłumaczy nam lek. Kamil Karpowicz, takie rozwiązanie jest suboptymalne i mniej skuteczne niż podanie leczenia na wcześniejszym etapie.
- To dramat i skandal, że w Polsce wciąż nie refunduje się leczenia, które w całej Europie jest standardem - mówi onkolog. Dodaje, że w Szwecji, gdzie pracuje, terapia jest dostępna od kwietnia ubiegłego roku.
Brak refundacji w pierwszej linii wynika z marcowej decyzji Ministerstwa Zdrowia, poprzedzonej negatywną uchwałą Komisji Ekonomicznej. Powodem były koszty terapii. Według podawanych wyliczeń roczne leczenie jednego pacjenta to około 240 tys. zł, czyli około 20 tys. zł miesięcznie. - To nie jest decyzja medyczna, tylko finansowa - podkreśla dr Karpowicz.
Sprzeciw wobec braku refundacji zgłaszają także organizacje pacjenckie, m.in. Stowarzyszenie "UroConti". Ich przedstawiciele wskazują, że pacjenci z zaawansowanym rakiem pęcherza moczowego czekają na leczenie zgodne z aktualną wiedzą medyczną, podczas gdy czas działa na ich niekorzyść. Anna Kupiecka z Fundacji "OnkoCafe" zwraca uwagę, że każde opóźnienie oznacza dla chorych stratę czasu, a więc realne pogorszenie szans na dłuższe przeżycie.
Postępowania odwoławcze nadal trwają. Do czasu zmiany decyzji pacjenci w Polsce pozostają bez refundowanego dostępu do terapii EV+P w pierwszej linii leczenia, choć - jak podkreślają lekarze - właśnie wtedy może ona przynieść największą korzyść.