Śmierć bliźniąt we Włocławku

Śmierć bliźniąt we Włocławku

Ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego Szpitala Specjalistycznego we Włocławku został zwolniony z pracy w związku ze śmiercią bliźniąt - poinformował marszałek województwa kujawsko-pomorskiego. Dzieci zmarły w styczniu, kilkanaście godzin przed planowanym cesarskim cięciem. Śledztwo w tej sprawie wszczęła prokuratura.

Zawieszony ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego szpitala we Włocławku pracuje łącznie w trzech miejscach, m.in. współprowadzi prywatną klinikę - ustalił NFZ. - Teoretycznie rzecz biorąc, grafiki się nie nakładają. Natomiast jak się okazuje, i to dotyczy tego feralnego dnia, nie zawsze w praktyce to zawsze wygląda tak, jak wyglądać powinno - powiedział w "Uwadze" TVN Jan Raszeja, rzecznik kujawsko-pomorskiego oddziału NFZ.

Prokuratura Okręgowa we Włocławku, prowadząca śledztwo w sprawie śmierci nienarodzonych bliźniąt w tamtejszym szpitalu, przesłuchała pierwsze osoby. Zabezpieczone zostały aparaty USG w szpitalu i dokumentacja - poinformował we wtorek prokurator Jan Stawicki. Nie wykluczył, że biegłym uda się odzyskać zapis z aparatury, jeśli wcześniej został z niej wykasowany.

- Można oczywiście przyjąć, że to przypadek, można przyjąć, że od 2012 roku każdego dnia rejestrowane było od dwóch do siedmiu badań USG, a akurat tego feralnego dnia, z jakiegoś powodu, rejestracja tych wyników nie działała - mówi o brakujących zapisach badań USG dziennikarz Marcin Kowalski, który ujawnił ten fakt. Chodzi o sprawę śmierci bliźniąt przed porodem w szpitalu we Włocławku.

W pracy dwóch ultrasonografów włocławskiego szpitala stwierdzono luki w zapisie badań - w przypadku jednego wynosi ona trzy dni, a drugiego - 20 godzin. Przerwy nastąpiły w nocy z 16 na 17 stycznia. To w tym czasie badaniom poddano ciężarną, która następnie straciła bliźniaczą ciążę. Dziennikarz "Gazety Wyborczej", który opisał całą sprawę, mówi wprost, że wykasowano je celowo, bo od 2012 roku z archiwum nie zniknął żaden zapis. Śledztwo w tej sprawie prowadzi prokuratura.

We włocławskiej prokuraturze, oprócz sprawy śmierci zmarłych ostatnio bliźniąt, prowadzone są trzy inne postępowania, dotyczące możliwego błędu w sztuce lekarskiej. Prokuratura mówi o "serii błędów" na oddziale ginekologiczno-położniczym Szpitala Specjalistycznego im. ks. Jerzego Popiełuszki we Włocławku i nie wyklucza stworzenia jednego śledztwa, które objęłoby wszystkie śmiertelne przypadki.

- Należało zminimalizować ryzyko, które dało się w tym przypadku przewidzieć. Na tym polega nieumyślny zapewne, ale wydaje się niezwykle dotkliwy, błąd moich kolegów - mówił na na antenie TVN24 dr Ryszard Frankowicz, ginekolog, położnik, komentując sprawę śmierci nienarodzonych bliźniąt we Włocławku. Jak tłumaczył, ciąża bliźniacza jest ciążą wzmożonego ryzyka, a ciężarna powinna być "monitorowana ciągle".

W szpitalu jest trzynaście ultrasonografów, wszystkie były czynne i sprawne, a pacjentom całodobowo zapewniona jest opieka lekarska - powiedział w trakcie konferencji prasowej Krzysztof Malatyński, dyrektor szpitala we Włocławku. W nocy z czwartku na piątek na szpitalnym oddziale kobieta w 8. miesiącu ciąży straciła bliźnięta. Dyrektor przyznaje, że o całej sprawie dowiedział się z mediów dopiero w piątek w nocy.

- W sytuacji jednoznacznego zagrożenia zdrowia noworodka, a w tym przypadku dwóch płodów - ciąży bliźniaczej, należy wykonać cięcie cesarskie - skomentował dr med. Rafał Kurzawa, ginekolog-położnik, przypadek śmierci bliźniaków we włocławskim szpitalu. Z kolei prezeska "Fundacji Rodzić po Ludzku" uważa, że we Włocławku zawiodła najprawdopodobniej komunikacja pomiędzy lekarzem a rodzicami.

Prokuratura okręgowa we Włocławku wszczyna śledztwo po śmierci bliźniąt pod kątem bezpośredniego narażenia na utratę życia lub zdrowia - dowiedziała się TVN24. Jeszcze dzisiaj do sądu ma zostać skierowany wniosek o zgodę na zwolnienie lekarzy z tajemnicy lekarskiej i przesłuchanie.

- Jeżeli ojciec mówi, że lekarz ma dla niego minutę i nie mówi mu, co się dzieje w tak bardzo tragicznej sytuacji, że to ojciec pyta o psychologa, a nie szpital... To gdzieś system ludzki nie funkcjonuje dobrze. Nie tylko w tym szpitalu, ale w wielu innych - mówił w rozmowie z reporterką TVN24 Jurek Owsiak, szef WOŚP, komentując sprawę śmierci nienarodzonych bliźniąt.

- Prawdopodobnie tego dnia kobiety, które były przyjmowane na oddział, też nie miały robionego USG - mówi Arkadiusz Szydłowski. Ojciec bliźniąt zmarłych w szpitalu we Włocławku uważa, że te nieoficjalne informacje "musi sprawdzić prokuratura i policja". W szpitalu, do którego trafiła żona pana Arkadiusza, zapowiedziano gruntowną kontrolę. Sprawę śmierci nienarodzonych dzieci badają Ministerstwo Zdrowia, NFZ, wojewoda i prokurator. - Ja czekam na tę odpowiedź. Zginęły moje dzieci - mówi Szydłowski.

- Szpital wojewódzki we Włocławku to jest medyczny skansen - mówił w "Kawie na ławę" Zbigniew Girzyński, związany z woj. kujawsko-pomorskim. Politycy rozmawiali w TVN24 o przypadku utraty bliźniaczej ciąży przez włocławiankę, jeszcze przed wykonaniem cesarskiego cięcia we wspomnianej placówce.

- Otrzymaliśmy dokumenty, które komisja, powołana przez pana ministra (zdrowia - red.), przejrzała. Są pewne nieścisłości wymagające wyjaśnienia. Badamy sprawę bardzo dokładnie. Potrzebujemy dalszych szczegółów - poinformował we "Wstajesz i ferie" w TVN24 Stanisław Radowicki, krajowy konsultant ds. ginekologii i położnictwa. Profesor w sobotę wieczorem odwiedził szpital we Włocławku, gdzie dobę wcześniej kobieta straciła bliźniaczą ciążę, niedługo przed zaplanowanym cesarskim cięciem.

"Podejrzewamy, że po raz kolejny nie sprzęt, a ludzie są winni podobnej sytuacji, że niestety po raz kolejny odpowiedzialność za ten wypadek zostanie rozmyta i niewyjaśniona" - napisali we wspólnym oświadczeniu Lidia i Jerzy Owsiakowie, którzy są wstrząśnięci tragedią we włocławskim szpitalu. Kobieta straciła bliźnięta tuż przed wykonaniem cesarskiego cięcia. Na antenie TVN24 Jerzy Owsiak zapewnił, że fundacja WOŚP "stoi w blokach startowych", żeby wyjaśnić tę sprawę.