"Komitet Ochrony Dziennikarzy (CPJ - Committee to Protect Journalists) wzywa władze Węgier do natychmiastowego wycofania wszystkich zarzutów szpiegostwa wobec dziennikarza śledczego Szabolcsa Panyi oraz do zapewnienia dziennikarzom możliwości zajmowania się kwestiami bezpieczeństwa narodowego bez zastraszania i groźby pozbawienia wolności" - czytamy w oświadczeniu opublikowanym przez CPJ 1 kwietnia.
"My, niżej podpisani dziennikarze, apelujemy do instytucji UE, rządów państw członkowskich i międzynarodowych organizacji zajmujących się wolnością prasy o pilną reakcję. Prześladowania Szabolcsa Panyi nie mogą być ignorowane" - czytamy z kolei w apelu, pod którym podpisali się dziennikarze z całego świata, w tym z Polski i naszej redakcji.
Co grozi dziennikarzowi?
Minister sprawiedliwości Węgier Bence Tuzson 26 marca potwierdził złożenie zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez Panyi w sprawie domniemanego szpiegostwa. Następnie szef gabinetu premiera Viktora Orbana, Gergely Gulyas, oświadczył na konferencji prasowej, że Panyi "szpiegował przeciwko własnemu krajowi we współpracy z państwem obcym", a jego rola jako dziennikarza była "przykrywką".
To reakcja na publikację Panyi z marca, w której opisał, że szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto regularnie przekazuje ministrowi spraw zagranicznych Rosji Siergiejowi Ławrowowi informacje ze szczytów europejskich. Na początku 2020 roku poprosił go też o zorganizowanie spotkania ówczesnego premiera Słowacji Petera Pellegriniego z premierem Rosji Michaiłem Miszustinem. Do spotkania faktycznie doszło, ale nie pomogło ono partii słowackiego polityka.
Szijjarto najpierw nazwał te doniesienia "fake newsami", potem potwierdził jednak, że regularnie konsultuje się ze swoim rosyjskim odpowiednikiem. Potwierdził również autentyczność swojej rozmowy z Ławrowem z 2020 roku, opublikowanej przez dziennikarza śledczego. Swoje kontakty z Kremlem tłumaczył "istotą dyplomacji".
Krajowe Biuro Śledcze 1 kwietnia wszczęło wstępne dochodzenie wobec Panyi i ma 30 dni na zebranie dalszych danych oraz podjęcie decyzji o wszczęciu postępowania karnego lub oddaleniu zarzutów - podał CPJ. Jak pisze organizacja, jeśli prokuratura zdecyduje o formalnym oskarżeniu dziennikarza o szpiegostwo, grozi mu kara do ośmiu lat więzienia, a w przypadku rozszerzenia zarzutów o ujawnienie tajemnic "zaklasyfikowanych jako ściśle poufne", kara może wynosić nawet 15 lat.
To "akt zemsty" - piszą europejscy dziennikarze
- Próba zastraszenia dziennikarza Szabolcsa Panyi zamiast odniesienia się do istoty jego doniesień sugeruje, że rząd ma coś do ukrycia - ocenia Attila Mong, przedstawiciel CPJ na Europę, cytowany w oświadczeniu organizacji. - Doniesienia Panyi na temat rosyjskich operacji wpływu na Węgrzech to niewątpliwie kwestia o ogromnym znaczeniu dla interesu publicznego - dodaje. Jego zdaniem to sygnał dla wszystkich dziennikarzy na Węgrzech i pokazuje, że rząd jest gotów posunąć się bardzo daleko, aby uciszyć niezależne media przed kwietniowymi wyborami parlamentarnymi.
"Zarzuty postawione Szabolcsowi Panyi nie są odosobnionym incydentem. Od lat węgierski rząd wykorzystuje media państwowe oraz media sprzyjające reżimowi do szkalowania niezależnych dziennikarzy i dyskredytowania ich doniesień. To, co dzieje się obecnie, stanowi poważną eskalację: rząd Orbána mobilizuje krajowy aparat ścigania i służby wywiadowcze, czyniąc z nich narzędzia prześladowań politycznych" - zwracają uwagę dziennikarze z całego świata, którzy podpisali się pod wspólnym oświadczeniem.
W ich opinii działania wobec Panyi to "akt zemsty", a celem postawionych zarzutów "nie jest wymierzenie sprawiedliwości, lecz zastraszenie – wysłanie sygnału do każdego dziennikarza śledczego na Węgrzech co czeka tych, którzy rozliczają władzę z jej działań. W Węgrzech Orbána samo dziennikarstwo stało się przestępstwem".
Co mówi dziennikarz Szabolcs Panyi
Szabolcs Panyi skomentował sprawę już 26 marca. Napisał wówczas na Facebooku, że "oskarżanie dziennikarzy śledczych o szpiegostwo jest praktycznie bezprecedensowe w XXI wieku dla państwa członkowskiego Unii Europejskiej". "To coś typowego dla Rosji Putina, Białorusi i podobnych reżimów. Nie tylko nigdy nie angażowałem się w szpiegostwo, ale wręcz postrzegam swoją pracę śledczą jako rodzaj dziennikarskiej działalności kontrwywiadowczej, mającej na celu przeciwdziałanie rosyjskim operacjom" - dodał, określając zarzuty jako "całkowicie bezpodstawne".
"Chodziło o to, by powstrzymać mnie przed publikowaniem materiału o tym, że szef węgierskiej dyplomacji zachowuje się jak agent Federacji Rosyjskiej, albo co najmniej mnie zdyskredytować. Dlatego zaczęli robić ze mnie ukraińskiego szpiega" - tłumaczył w wywiadzie, którego udzielił "Gazecie Wyborczej". Jak mówił, węgierski rząd wiedział o prowadzonym przez niego śledztwie w sprawie związków szefów MSZ Rosji i Węgier. - Ludzie Orbana wiedzieli, że mam bardzo dobre źródła - ocenił.
W rozmowie z reporterem TVN24 Michałem Gołębiowskim węgierski dziennikarz dodał: - Kiedyś, za komuny, dysydentom i krytykom marionetkowego węgierskiego rządu dorabiano łatkę zachodniego, imperialistycznego agenta. W dzisiejszej orbanowskiej, prokremlowskiej propagandzie używa się nowej łatki: ukraińskiego szpiega czy agenta. Tak naprawdę jestem tylko węgierskim dziennikarzem śledczym, który od dekady próbuje pokazywać, jak rosyjskie służby infiltrowały i korumpowały kierownictwo państwa, w tym najbliższe otoczenie premiera Orbana.
Redagował AM
Źródło: PAP, Wyborcza.pl, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: TVN24