Trybunał Stanu w trzyosobowym składzie wymierzył karę swojej przewodniczącej Małgorzacie Manowskiej. Musi zapłacić karę porządkową oraz zwołać posiedzenie pełnego składu Trybunału w ciągu najbliższych tygodni.
Trybunał Stanu miał rozpoznać pytania w sprawie wniosku o wyłączenie jednego z sędziów wyznaczonych do sprawy byłego przewodniczącego KRRiT Macieja Świrskiego. O skierowaniu takich pytań zadecydowali w początkach marca sędziowie TS: Przemysław Rosati, Marek Mikołajczyk i Piotr Zientarski.
Rosati zobowiązał wówczas pierwszą prezes Sądu Najwyższego Małgorzatę Manowską, która z urzędu pełni funkcję przewodniczącej TS, do zwołania posiedzenia pełnego składu Trybunału "w terminie nie dłuższym niż do 4 kwietnia, pod rygorem zastosowania kary porządkowej".
Na środowym posiedzeniu Rosati poinformował, że Manowska uchyliła marcowe zarządzenia w tej sprawie i nie zwołała w wyznaczonym terminie posiedzenia pełnego składu Trybunału.
Manowska ukarana przez Trybunał Stanu
Rosati powiedział, że Manowska "nie spełniła ciążącego na niej obowiązku" zwołania posiedzenia pełnego składu TS, co prowadzi do "zwłoki rozpoznania zagadnień prawnych, naruszając istotny interes publiczny". Wobec tego Trybunał nałożył na Manowską pieniężną karę porządkową w wysokości trzech tysięcy złotych. Jednocześnie zobowiązał ją ponownie do zwołania posiedzenia pełnego składu TS w terminie nie dalszym niż do 11 maja - również pod rygorem kary.
Ponadto TS zarządził do 12 maja przerwę w posiedzeniu w sprawie wyłączenia sędziego ze sprawy Świrskiego.
Chcą skończyć z monowładzą Manowskiej. O co chodzi? Przeczytaj w artykule Katarzyny Gozdawa-Litwińskiej >>>
Przewodnicząca Manowska w oświadczeniu wydanym jeszcze w połowie marca tego roku pisała, iż "oczekiwanie, że zagadnienie dotyczące wyznaczania składów orzekających w TS zostanie rozpoznane przez półtora miesiąca, można byłoby uznać za przejaw naiwności, gdyby nie to, że całokształt okoliczności wskazuje, iż chodzi raczej o działanie o wyraźnie politycznym podłożu".
Źródło: PAP
Źródło zdjęcia głównego: Radek Pietruszka/PAP