Mowy końcowe w procesie ws. wypadku Beaty Szydło. "Słowa prokuratora były mocno nie na miejscu"

TVN24 | Kraków

Autor:
wini
Źródło:
TVN24 Kraków / PAP
Proces w sprawie wypadku Beaty Szydło dobiega końcaTVN24
wideo 2/11
TVN24Proces w sprawie wypadku Beaty Szydło dobiega końca

Sąd w Oświęcimiu wysłuchał jawnej części mów końcowych w sprawie wypadku byłej premier Beaty Szydło, której limuzyna w 2017 roku zderzyła się z fiatem seicento. Prokurator dopytywał kierowcę auta, czy ten przeprosił za spowodowanie wypadku. - Było to po prostu bezczelne z jego strony - komentuje Sebastian Kościelnik.

Niejawna część mów została zaplanowana na siódmego lipca. Następnego dnia nastąpi ogłoszenie żądań prokuratora i obrony. Wyrok w sprawie ma zapaść dziewiątego lipca.

Jak relacjonowała reporterka TVN24 Marta Gordziewicz, prokurator podczas mowy końcowej starał się wykazać, że Sebastian Kościelnik podczas jazdy wykazał się nieznajomością przepisów, brawurą i arogancją. - Przedstawiłem w wystąpieniu końcowym argumenty, które przemawiają za możliwością i zasadnością uznania Sebastiana Kościelnika za winnego popełnienia tego czynu. Oczywiście nie przedstawiłem całości materiałów, tylko te, które mogłem omówić jawnie – poinformował Rafał Babiński, prokurator okręgowy z Krakowa. Na pytanie reporterki o możliwość nacisków na prokuraturę podczas postępowania przygotowawczego odparł, że nie słyszał o tym.

Prokurator pytał, czy kierowca seicento przeprosił Szydło

Podczas mowy końcowej prokurator zwrócił się też do Kościelnika z pytaniem, czy podziękował kierowcy rządowej limuzyny, że ten, uderzając w jego auto, starał się manewrować, aby nie wyrządzić żadnych szkód i uratował mu życie, a Beatę Szydło i jej kierowcę przeprosił za to, że doznali poważnego uszczerbku na zdrowiu. Kościelnik nie krył oburzenia tymi słowami. - Słowa prokuratora były mocno nie na miejscu (...) Było to po prostu bezczelne z jego strony - stwierdził kierowca fiata seicento.

Pierwszą część mowy końcowej wygłosił także Władysław Pociej, obrońca Sebastiana Kościelnika, który argumentował, że winę za zdarzenie ponoszą kierowcy BOR. – W moim przekonaniu, jeśli pozbawić pojazdy rządowe statusu uprzywilejowania, jeżeli na dodatek wykazać, że kierowcy tych pojazdów złamali wszelkie zasady - jazda pod prąd, przekraczanie podwójnej ciągłej linii, wyprzedzanie na skrzyżowaniu, jazda z prędkością, która musi budzić zdumienie – to to są okoliczności, które muszą przesądzać o winie tych ludzi. W moim przekonaniu Sebastian Kościelnik mógłby ponosić odpowiedzialność za to zdarzenie, gdyby mógł widzieć i słyszeć pojazdy uprzywilejowane – ocenił Pociej.

Adwokat wskazał też, że "interwencja tak wielu organów, (w tym) prokuratury okręgowej, do wypadku komunikacyjnego, to rzecz niebywała i niewytłumaczalna". I przypominał, że już dzień po wypadku politycy partii rządzącej uznawali jego klienta za winnego.

Sebastian Kościelniak odpowiada za nieumyślne spowodowanie wypadku w lutym 2017 roku.

Jego seicento zderzyło się z rządowym audi, będącym częścią kolumny ówczesnej premier Beaty Szydło. Mężczyzna nie przyznaje się do winy.

Opinia biegłych

Piątego czerwca przesłuchani zostali ostatni biegli, wydający opinię w tej sprawie. Jak relacjonowała wówczas reporterka TVN24 Marta Gordziewicz, według tej ekspertyzy limuzyna, w której znajdowała się ówczesna premier, jechała nie szybciej niż 55-60 km/h. Zdaniem sądowych ekspertów nawet jeśli kierowcy Biura Ochrony Rządu popełnili jakiś błąd, to kierowca seicento przyczynił się do spowodowania tego wypadku.

- Biegli w oparciu o materiał dowodowy przedstawili dwa warianty tego, jak wyglądał przejazd kolumny - mówił TVN24 Rafał Babiński, krakowski prokurator okręgowy. W ocenie prokuratora przedstawiona opinia biegłych "potwierdza, a nawet wzmacnia stanowisko prokuratury".

Tymczasem Władysław Pociej, obrońca Sebastiana Kościelnika przekonuje, że mężczyzna jest niewinny. Jego zdaniem na ławie oskarżonych powinni raczej znaleźć się kierowcy rządowych limuzyn. Zaznaczył jednocześnie, że to jego "subiektywna opinia".

- Nie chciałbym roztrząsać kwestii czyjejś odpowiedzialności karnej. Wydaje mi się jednak, że materiał zgromadzony w tej sprawie uzasadniałby takie rozwiązanie, żeby ludzie ci mieli postawione określone zarzuty – ocenił adwokat.

Wypadek Beaty Szydło

Do wypadku doszło 10 lutego 2017 roku w Oświęcimiu. Policja informowała, że rządowa kolumna trzech samochodów, w której jechała ówczesna premier Beata Szydło, wyprzedzała fiata seicento. Jego kierowca, 21-letni Sebastian Kościelnik, przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać. Uderzył w auto ówczesnej szefowej rządu, które wjechało w drzewo. Poszkodowana została Beata Szydło oraz funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu.

Prokuratura zarzuciła Sebastianowi K. nieumyślne spowodowanie wypadku. Śledczy powoływali się na ustalenia biegłych, którzy stwierdzili, że - niezależnie od używania bądź nie sygnałów dźwiękowych przez pojazdy z kolumny uprzywilejowanej - wyłącznym i bezpośrednim sprawcą zdarzenia był kierowca seicento.

Według nich nie rozeznał się on prawidłowo w sytuacji na jezdni. Mężczyzna nie przyznaje się do winy.

W połowie marca 2018 roku krakowska prokuratura okręgowa, która badała sprawę, wystąpiła do sądu w Oświęcimiu z wnioskiem o warunkowe umorzenie postępowania. Śledczy chcieli wyznaczenia Sebastianowi K. okresu próby wynoszącego jeden rok. Mężczyzna miałby też zapłacić 1,5 tysiąca złotych nawiązki.

Sebastian Kościelnik wraz ze swoim obrońcą Władysławem Pociejem nie zgodzili się na umorzenie sprawy. 27 lipca 2018 roku sąd w Oświęcimiu zadecydował, że sprawa trafi na rozprawę główną.

Proces rozpoczął się w połowie października 2018 roku. W jego trakcie przesłuchano kilkudziesięciu świadków i tylko jeden z nich zeznał, że rządowe limuzyny miały włączone sygnały świetlne i dźwiękowe.

Autor:wini

Źródło: TVN24 Kraków / PAP

Źródło zdjęcia głównego: TVN 24