Ksiądz Wodniak drugi raz wpisany do rejestru pedofili. "Nazwano po imieniu to, co się stało"
Komisja do Spraw Przeciwdziałania Wykorzystaniu Seksualnemu Małoletnich poniżej lat 15 zdecydowała o powtórnym wpisie ks. Jana Marii Wodniaka do publicznego Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Wpis został upubliczniony 29 maja, choć został dokonany 12 marca. Jak wskazuje Onet, ksiądz Wodniak miał czas, aby złożyć odwołanie od decyzji - czego nie zrobił.
Wpis z 12 marca dotyczy czynów z lat 2002-2005 wobec osoby poniżej 15. roku życia. Śledztwo prowadzone wcześniej przez Prokuraturę Rejonową w Żywcu zostało umorzone z powodu przedawnienia.
Państwowa Komisja do spraw przeciwdziałania wykorzystaniu seksualnemu małoletnich poniżej lat 15 ustaliła, że ksiądz Wodniak we wspomnianym okresie "dopuścił się wobec małoletniego poniżej lat 15 (…) innej czynności seksualnej polegającej na przytulaniu podczas powitania, wkładaniu rąk pod jego koszulkę i dotykaniu pleców".
"Poczułem ulgę"
Skontaktowaliśmy się z dziś już dorosłym mężczyzną, który zgłosił komisji swoją krzywdę. Był ministrantem w parafii w Międzybrodziu Bialskim, gdy proboszczem był ks. Jan Wodniak.
- Czuję się bardzo usatysfakcjonowany tym wpisem. Wreszcie nie zostało to umorzone, ale faktycznie ta sprawa została sprawiedliwie rozpatrzona. Nazwano po imieniu to, co się stało. Poczułem ulgę i wiem, że należało tak zrobić - zgłosić i nie czekać nie wiadomo na co - przekazał tvn24.pl pokrzywdzony przez księdza Wodniaka (woli pozostać anonimowy).
W opinii biegłego, który badał skrzywdzonego mężczyznę, nie zauważono u ofiary ks. Wodniaka "skłonności do fantazjowania bądź konfabulacji".
"Zdolność zapamiętywania i relacjonowania zdarzeń, które przebiegały z udziałem (…) jest dobra i jest wynikiem własnych spostrzeżeń, procesy poznawcze działają prawidłowo" - czytamy w opinii.
Ksiądz Wodniak był proboszczem w parafii w Międzybrodziu Bialskim od 1984 roku aż do momentu odwołania w 2014 roku. Wcześniej pracował m.in. jako kapelan kardynała Franciszka Macharskiego. Odwołał go biskup Roman Pindel. Ksiądz Wodniak otrzymał karę zakazu publicznego wypełniania posługi kapłańskiej oraz nakaz zamieszkania w odosobnionym miejscu. Prawomocny wyrok sądu kościelnego zapadł w 2017 roku.
"Rysy gdzieś pozostały"
- Księdza Wodniaka porównałbym do słynnego "Świętoszka" Moliera. Przybierał on postawę dobrotliwego człowieka, który wszystkim pomagał, jest oddany i bezinteresowny, ma same dobre przymioty. W rzeczywistości jest człowiekiem, który nie ma zahamowań na tle seksualnym - powiedział nam pokrzywdzony.
Molestowanie ze strony byłego proboszcza odcisnęło na nim piętno na całe życie.
- Zostałem z obawami i lękami w kwestii wchodzenia w relacje z innymi ludźmi - także damsko-męskimi. Gdzieś cały czas siedziało mi w głowie to, co ksiądz Wodniak mi robił. Wiadomo - musiałem się zwrócić do psychologów i terapeutów, żeby mi pomogli. Przyniosło to jakieś efekty, ale rysy gdzieś pozostały. Nie ukrywam - w relacjach z ludźmi miałem ciężko. Ta sprawa też uderzyła w moje życie religijne - w pewnym momencie zacząłem praktykować mniej niż kiedyś, zdystansowałem się do Kościoła. Na wielkie szczęście ta krzywda nie zniszczyła mojej wiary w Boga i ta relacja nie została zniszczona - twierdzi mężczyzna.
Ksiądz krzywdził już wcześniej - stwierdza poprzedni wpis o księdzu Wodniaku
Wpis komisji z 12 marca jest drugim wpisem dotyczącym księdza Wodniaka. Zaledwie miesiąc wcześniej - 3 lutego 2026 r. - komisja zrobiła to po raz pierwszy. Wpis z lutego dotyczy wydarzeń, do których dochodziło od marca 1984 roku do 19 lutego 1987.
Tym pierwszym pokrzywdzonym jest Janusz Szymik, który w latach osiemdziesiątych był ministrantem w Międzybrodziu. 19 lutego 1987 roku skończył 15 lat, jednak jak wspomniał w rozmowie z nami, molestowanie ze strony ks. Jana Wodniaka trwało dłużej. Od pierwszego dnia jego krzywdy przez byłego proboszcza do początku krzywdzenia drugiej ofiary, której dotyczy wpis komisji, minęły ponad dwie dekady.
- Ta odległość około dwudziestu lat pokazuje pewną ciągłość. Człowiek i w latach osiemdziesiątych wykorzystywał seksualnie ministrantów, i czynił to również w XXI wieku - powiedział tvn24.pl o księdzu Janie Wodniaku Janusz Szymik.
W poszukiwaniu sprawiedliwości
Janusz Szymik pozwał diecezję bielsko-żywiecką za wielokrotne gwałty i tuszowanie czynów ks. Wodniaka. W pierwszej instancji w 2025 roku zasądzono mu odszkodowanie w wysokości 400 tysięcy (z wnioskowanych 3 milionów).
W ocenie sądu diecezja bielsko-żywiecka może odpowiadać tylko za brak należytej reakcji, ponieważ same gwałty na Januszu Szymiku odbywały się w czasie, gdy parafia w Międzybrodziu Bialskim należała jeszcze do Archidiecezji Krakowskiej rządzonej wówczas przez kardynała Macharskiego - czyli jeszcze w okresie przed reformą administracyjną Kościoła w Polsce i wydzieleniem nowych diecezji.
Diecezja bielsko-żywiecka odwołała się od wyroku.
Kolejną osobą, która miała być wykorzystana przez ks. Wodniaka, jest Tomasz Idzikowski. Jak sam twierdzi, w 1990 roku w wieku piętnastu lat został skrzywdzony przez kapłana po tym, jak ten zaczepił go w autobusie i zwabił na łąkę w okolicach ulicy Wiśniowej w Bielsku-Białej. Opowiadał o tym w materiale "Faktów" TVN w 2021 roku.
Dlaczego komisja wpisuje sprawców na listę mimo przedawnienia?
W przypadku pedofilii Komisja do Spraw Przeciwdziałania Wykorzystaniu Seksualnemu Małoletnich poniżej lat 15 może zająć się sprawami umorzonymi z powodu ich przedawnienia. Tak też było w sprawach dotyczących ks. Jana Wodniaka.
Dr hab. Błażej Kmieciak, pierwszy przewodniczący komisji (od 2020 do 2023 roku), zaznaczył w rozmowie z nami, że w praktyce komisja ma też obowiązek zająć się sprawami przekazanymi jej przez prokuraturę.
- Rejestr ma charakter publiczny przede wszystkim dlatego, że ponowne badanie tego typu spraw odbywa się w trybie cywilnym i nie może prowadzić do wymierzenia kary. Wynika to z zasady, zgodnie z którą prawo nie działa wstecz. Z perspektywy prawa karnego osoby, których czyny uległy przedawnieniu, nie mogą już ponosić odpowiedzialności karnej - powiedział tvn24.pl prawnik.
Podkreślił przy tym, że jednocześnie ustawodawca uznał, iż w przypadku spraw dotyczących przestępstwa pedofilii należy powrócić do dawnych zdarzeń i zbadać je pod kątem tego, czy dana osoba rzeczywiście mogła dopuścić się wykorzystania seksualnego dziecka.
- Jeżeli okoliczności sprawy zostaną odpowiednio uprawdopodobnione, dana osoba może zostać wpisana do rejestru na czas nieokreślony. Mówimy wówczas o tzw. sankcji społecznej. Choć nie można już wymierzyć kary w sensie prawnokarnym, to przywrócenie poczucia sprawiedliwości osobom pokrzywdzonym wymaga również ujawnienia informacji o osobie, wobec której ustalono wysokie prawdopodobieństwo popełnienia takich czynów - tłumaczył dr hab. Błażej Kmieciak.
Jeśli posiadasz ważne informacje lub masz ciekawą historię wartą uwagi, napisz do autora: mateusz.czajka@wbd.com