Są takie przedmioty, które trudno racjonalnie powiązać z obowiązkami posła. Na przykład dron filmujący rzeczywistość z góry. Są też takie towary, które mogą znamionować czyjeś przywiązanie do luksusu. Na przykład roboty sprzątające, porcelana czy odkurzacze z najwyższej półki. Posłowie kupują te dobra nie za swoje, a za pieniądze podatników. Powinny być one wydawane przejrzyście i racjonalnie, a wyborcy mają prawo wiedzieć, na co posłowie wydają - w sumie pół miliarda złotych w skali kadencji. Dziennikarze "Czarno na białym" Rafał Stangreciak i Grzegorz Łakomski, przy współpracy Kajetana Kowalika, przeanalizowali 460 sprawozdań z wydatków na biura poselskie. W dokumentach nie tylko znaleźli luksusowe przedmioty i inne osobliwe zakupy. Postanowili też spytać posłów, po co im one w pracy, a także czy deklarowane wyposażenie biur poselskich rzeczywiście znajduje się - zgodnie z przepisami - w biurach poselskich.