Zniszczone elewacje zabytków. Zatrzymali 18-latka, miał ręce czerwone od farby

Pseudografitti na elewacji przy ul. Stradomskiej 19
Zniszczone elewacje klasztoru, uczelni i kamienic w Krakowie
Źródło wideo: Społeczny Komitet Odnowy Zabytków Krakowa
Źródło zdj. gł.: Społeczny Komitet Odnowy Zabytków Krakowa
Policjanci zatrzymali 18-latka podejrzanego o dewastację zabytkowych budynków w centrum Krakowa. Pseudograffiti pojawiło się na elewacjach klasztoru klarysek, Uniwersytetu Jagiellońskiego i kilku kamienic. Łącznie to 25 uszkodzonych obiektów. Nastolatek został ujęty na gorącym uczynku, miał ręce czerwone od farby.

"To był dla zabytków Krakowa bardzo smutny weekend" - napisali w mediach społecznościowych przedstawiciele Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa. Do wpisu dołączyli 16 zdjęć - na każdym widać odnowione, zabytkowe budynki na terenie Starego Miasta. Każdą z elewacji ktoś oszpecił czerwonym sprejem. Namalowany wzór wygląda jak podpis pseudografficiarza.

18-latek z zarzutami

Jak pisze SKOZK, skala zniszczeń jest "bezprecedensowa". Wandal podczas jednego weekendu uszkodził między innymi ściany zewnętrzne kamienic przy najważniejszych ulicach miasta - Grodzkiej, Stradomskiej i Krakowskiej. To okolice Wawelu. Sprawca nie oszczędził też zaparkowanego na Kazimierzu samochodu, namiotu Krakowskiego Biura Festiwalowego na Placu Marii Magdaleny i wiaty przystanku MPK przy placu Wolnica.

18-latek został zatrzymany na gorącym uczynku w nocy z 19 na 20 kwietnia. Jak poinformowała w komunikacie Komenda Miejska Policji w Krakowie, w trakcie patrolu policjanci otrzymali zgłoszenie o mężczyźnie nanoszącym pseudograffiti na budynkach. Gdy sprawdzali rejon Kazimierza, zauważyli leżącą na torowisku farbę w sprayu. Kilkadziesiąt metrów dalej stał nastolatek, który akurat nanosił napis na tablicę.

"Kiedy funkcjonariusze zbliżyli się do mężczyzny, ten rzucił się do ucieczki. Po krótkim pościgu, podczas którego nie stosował się do wydawanych przez policjantów poleceń, został zatrzymany. Funkcjonariusze zauważyli, że 18-letni mieszkaniec Krakowa miał dłonie pomazane czerwoną farbą. Został poddany kontroli osobistej, podczas której policjanci znaleźli pojemnik czerwonej farby oraz biały marker" - przekazała krakowska policja.

Zatrzymany 18-latek
Zatrzymany 18-latek
Źródło zdjęcia: KMP w Krakowie

Patrole, które przejechały pobliskimi ulicami, zauważyły aż 25 miejsc uszkodzonych czerwoną farbą i białym markerem. Malunki znajdowały się - jak czytamy w komunikacie - między innymi na oknach, drzwiach i elewacjach zabytkowych budowli w rejonie Rynku Głównego.

"Zebrany przez śledczych z Komisariatu Policji I w Krakowie materiał dowodowy pozwolił na przedstawienie zatrzymanemu siedmiu zarzutów dotyczących uszkodzenia mienia poprzez naniesienie pseudograffiti. Sześć dotyczy uszkodzenia zabytkowych kamienic, a jeden pojazdu marki Ford Transit. Trwa szacowanie powstałych strat. Policjanci nadal pracują nad tą sprawą" - przekazano w komunikacie.

Jak podkreśliła krakowska policja, prokurator zastosował wobec 18-latka policyjny dozór. W związku z uszkodzeniem zabytków, młodemu mężczyźnie grozi kara do ośmiu lat pozbawienia wolności.

Straty trudne do ocenienia

Doktor Maciej Wilamowski, dyrektor biura Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa, zwrócił szczególną uwagę na pomazaną elewację klasztoru sióstr klarysek. - To jeden z najstarszych zabytków w Krakowie. Co prawda elewacja uzyskała obecną formę w XIX wieku, natomiast to klasztor, który funkcjonuje w tym miejscu nieprzerwanie od ponad 700 lat, czyli od czasów Władysława Łokietka - powiedział dyrektor dla tvn24.pl. Elewacja została odnowiona kilka lat temu z pomocą SKOZK za przeszło pół miliona złotych.

Uszkodzona została także elewacja dawnego Arsenału Królewskiego przy ulicy Grodzkiej, który obecnie należy do Uniwersytetu Jagiellońskiego. Mieści się tam Centrum Języka i Kultury Polskiej w Świecie, będące częścią Wydziału Polonistyki UJ.

Dawny Arsenał Królewski, dziś siedziba części Wydziału Polonistyki UJ
Dawny Arsenał Królewski, dziś siedziba części Wydziału Polonistyki UJ
Źródło zdjęcia: Społeczny Komitet Odnowy Zabytków Krakowa

Wilamowski poinformował, że uszkodzone kamienice należą do prywatnych właścicieli. Nie mają oni obowiązku naprawy szkód, dlatego trudno jest ocenić, czy i ewentualnie kiedy napisy znikną. Koszty napraw mogą być potężne. W niektórych przypadkach bezmyślność pseudografficiarza bulwersuje podwójnie - jak w przypadku zniszczonej bramy kamienicy przy ulicy Krakowskiej 32, którą odnowiono wraz z całą elewacją w ubiegłym roku.

Oprócz budynku pod numerem 32, ucierpiały elewacje kamienic przy ulicach:

  • Grodzkiej 42,
  • Stradomskiej 2,
  • Stradomskiej 5a,
  • Stradomskiej 13,
  • Stradomskiej 19,
  • Meiselsa 10,
  • Krakowskiej 29,
  • Krakowskiej 31,

a także witryna sklepowa odnowionej w ubiegłym roku kamienicy przy ulicy Grodzkiej 62.

Kamienica na rogu ulic św. Gertrudy i Stradomskiej
Kamienica na rogu ulic św. Gertrudy i Stradomskiej
Źródło zdjęcia: Społeczny Komitet Odnowy Zabytków Krakowa

Dyrektor SKOZK wyjaśnił, że usunięcie zabytkowych napisów będzie wymagało przede wszystkim woli właścicieli zabytkowych gmachów. W takim przypadku trzeba będzie rozważyć, czy możliwe jest zamalowanie bazgrołów lub oczyszczenie ściany materiałem ściernym albo strumieniem wody. Nie zawsze jest to jednak skuteczne.

- Elewacja klasztoru klarysek jest biała, wykonana tynkami historycznymi. Nie da się zmyć czerwonego napisu w taki sposób, żeby nie została wielka różowa plama na środku elewacji. Wtedy wchodzi w grę odnowienie całego fragmentu lub poddanie całej elewacji remontowi. To mogą być koszty sięgające w skrajnych przypadkach setek tysięcy złotych - powiedział Maciej Wilamowski.

"Przygnębiające jest to, że ktoś z przerośniętym ego może tak łatwo zniszczyć efekty wielomiesięcznej pracy dziesiątków ludzi. Tak - wielomiesięcznej, bo odnowienie elewacji klasztoru Klarysek to nie było zwykłe wzięcie wałka i pomalowanie ściany. To były tygodnie pracy na rusztowaniach" - zwrócili uwagę we wpisie przedstawiciele SKOZK. Podkreślili, że również odnowienie przedwojennej metalowej bramy przy ulicy Krakowskiej zajęło kilkadziesiąt godzin.

"W ciągu minuty albo dwóch cały efekt pracy poszedł w przysłowiowy piach. Grafficiarzowi zapewne dopisuje teraz doskonałe samopoczucie, a my jako zbiorowość zostajemy z problemem" - skwitowali przedstawiciele społecznego komitetu.

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: