Sprawdzam

prof. Błażej Kmieciak

Relacje są złe i nie chciałem, żeby były złe - tak w programie "Sprawdzam" w TVN24 szef państwowej komisji do spraw pedofilii prof. Błażej Kmieciak ocenił stosunki z organami kościelnymi. Tłumaczył, że z uporem maniaka dopominają się o dokumenty z postępowań administracyjno-kanonicznych, które znajdują się w kuriach, sądach biskupich, ponieważ mają do tego prawo. Wczoraj - jak dodawał - wystąpili także do zakonów męskich w Polsce. - My dopominamy się dlatego, że sam proces kanoniczny jest po pierwsze, dla osób, które zostały skrzywdzone, jednym wielkim znakiem zapytania. Po drugie jest obszarem całkowicie niezrozumiałym dla przeciętnego zjadacza chleba, nawet dla magistra prawa, a po trzecie przez szereg lat osoby skrzywdzone, biorące udział w postępowaniach kanonicznych, doznawały tego, co w psychologii nazywamy wtórną wiktymizacją, wtórną traumatyzacją - wyjaśnił prof. Kmieciak. - Wszystkie sądy przesłały nam materiały, a Kościół nie chce - tłumaczył. Przyznał również, że w tym tygodniu "rozmawiał z człowiekiem, który przyjechał z zagranicy, żeby opowiedzieć o tym, jak po komunii, przez szereg lat, był krzywdzony przez swojego katechetę". Dodawał również, że do tej pory ma w głowie słowa i płacz pani Anny, ofiary księdza, która o swojej tragedii opowiedziała w filmie braci Sekielskich.

 

Odniósł się również do rezygnacji arcybiskup Wiktora Skworca z członkostwa w Radzie Stałej Konferencji Episkopatu Polski oraz oświadczenia duchownego. Stało się to po zakończeniu dochodzenia Watykanu dotyczącego dokonanych przez niego "zaniedbań w sprawach wykorzystania seksualnego popełnionego wobec osób małoletnich przez dwóch kapłanów". - Jest to zaskoczenie, ale z drugiej strony tych zaskoczeń będziemy mieć więcej - powiedział. Tłumaczył, że dla osób skrzywdzonych przez osoby duchowne słowo "przepraszam" nie jest wystarczające. - Muszą za tym iść konkretne konsekwencje. W Kościele katolickim te konsekwencje mają dość symboliczny charakter - ocenił. W drugiej części programu prof. Kmieciak przyznał, że o przyjeździe Angelo Bagnasco do Polski dowiedział się od jednego z kapłanów, zanim informacja dotarła do mediów. Komentując sprawę kardynała Dziwisza ocenił, że "jeśli dojdzie do ukarania duchownego, to będzie coś takiego, jak trzęsienie ziemi". Na koniec został zapytany o objęcie funkcji sołtysa przez zbp Sławoja Leszka Głódzia.