Poniedziałek, 2 września 2019 roku. Koszykarska reprezentacja Polski po emocjonującej końcówce wygrywa z Chinami w meczu decydującym o wyjściu z grupy na mistrzostwach świata. To przy okazji tego spotkania Radosław Piesiewicz daje się poznać szerszemu gronu.
W mediach społecznościowych można znaleźć zapis wideo z wydarzeń po ostatnim gwizdku. Widać na nim Piesiewicza, ówczesnego prezesa Polskiego Związku Koszykówki, który podekscytowany wparowuje do szatni Polaków. Zaczyna intonować zwycięską przyśpiewkę, a następnie podchodzi do każdego zawodnika, aby go uściskać.
Gratuluje koszykarzom i w przypływie emocji nie powstrzymuje się od niecenzuralnych słów.
Nagranie zdobywa dużą popularność, a za sprawą spontanicznej reakcji jego odbiorcy mogą pomyśleć, że Piesiewicz to zaangażowany i oddany swojej pasji działacz sportowy.
Ponad sześć lat później ten sam człowiek wciąż jest prezesem, wciąż stowarzyszenia sportowego. Tyle że dużo większego, z siedzibą położoną nad Wisłą na warszawskim Żoliborzu. Mowa o budynku Polskiego Komitetu Olimpijskiego, którego oficjalna nazwa to obecnie "Zondacrypto Centrum Olimpijskie", a który od 20 lat nosi też imię Jana Pawła II.
Jak to się stało, że Radosław Piesiewicz znalazł się na czele jednej z kluczowych dla polskiego sportu organizacji? Wpływ na to mogło mieć jedno tajemnicze spotkanie.
Ale po kolei.