Jest początek stycznia 2018 roku. Premier Mateusz Morawiecki (PiS) zapowiada w rozmowie z Bloombergiem w kuluarach szczytu w Davos, że Polska wprowadzi regulacje dotyczące bitcoina. - Zakażemy lub wprowadzimy specjalne przepisy - mówi szef rządu. Dodaje, że nie chce kolejnej "afery typu Amber Gold".
W tym czasie Polska miała już za sobą głośny upadek kryptowalutowej giełdy Bitcurex (klienci stracili wówczas ponad 3 miliony złotych). Jednocześnie na rynku działało kilka innych.
Jedną z nich był BitBay (późniejsza Zonda, a następnie Zondacrypto), która niecałe dwa tygodnie po słowach Morawieckiego została wpisana na listę ostrzeżeń Komisji Nadzoru Finansowego. Kolejną giełdą krypto był Bitmarket. Tu historia dalszej działalności okazała się wyjątkowo krótka. Upadek nastąpił w połowie 2019 roku.
Najpierw problemy z logowaniem. "Dość podejrzane"
- Nie ma co opowiadać. Zdecydowałem się na inwestycję, założyłem konto, kupiłem bitcoiny przez Bitmarket i trzymałem je na giełdzie. Dosłownie tydzień później, gdy chciałem wejść na stronę, okazało się, że jest zamknięta - opowiada TVN24+ poszkodowany, pragnący zachować anonimowość.
Podobną historię przedstawia inny klient giełdy w reportażu programu TVN24 "Czarno na białym" autorstwa Kacpra Sulowskiego zatytułowanym "Zasady i zasadzki". To programista Maciej Brożek, który inwestował w kryptowaluty od 2010 roku.
W 2019 roku założył konto na Bitmarkecie i przelał na nie prawie wszystkie swoje oszczędności w kryptowalutach, w tamtym momencie warte około 240 tysięcy złotych. Po kilku tygodniach pojawiły się problemy. - Jak się logowałem, była prośba o reset hasła. Już wtedy na forach pojawiły się informacje, że jest to dość podejrzane - relacjonuje.
Po zmianie hasła skończyły się problemy z logowaniem. Ale nie mógł już wypłacić środków.