Nie wiem, czy mam w sobie gotowość, żeby to zamknąć - mówi Anastazja Jakubiak, żona zmarłego rok temu na raka kucharza, Tomka Jakubiaka. W rozmowie z Zuzanną Kuffel przyznała, że proces żałoby jest dla niej bardzo trudny, ale jednocześnie podkreśliła, że wciąż czuje obecność męża. - On jest tą energią, która krąży, podsyła mi dobrych ludzi i dobre rzeczy - mówiła. Opowiedziała także o doświadczeniu choroby. Przyznała, że nauczyła ją nie tylko pokory i szacunku do życia, ale też czegoś jeszcze: że każdy człowiek powinien mieć prawo decydować o sobie, nawet w najtrudniejszych momentach. - Starałam się, choć było to bardzo trudne, szanować każdą jego decyzję - dodała. Wspominała również, jak choroba zmieniła ich codzienność. Po diagnozie - jak mówiła - Tomasz załamał się i zamknął w sobie. Był też moment, w którym odsunął się od syna, chcąc go chronić. - Myślał, że jest wtedy niewystarczającym ojcem, skoro nie może realizować wszystkiego tak jak wcześniej - tłumaczyła. Jak podkreśliła, ważna była dla niej także prośba, którą usłyszała od męża. - Tomek zawsze prosił mnie o dwie rzeczy: żebym nie była przy jego śmierci i żebym zapamiętała go żywego. I tak właśnie chcę go pamiętać. Dlatego nie wracam do momentu jego odejścia - mówiła. Na koniec opowiedziała o tym, czego nauczył ją zmarły mąż. - Że życie i ludzie są piękni. Nauczył mnie kolorów i smaków tego życia, i optymizmu - powiedziała.