|

Nagrywali zamiast pomagać? "Próba rozbrojenia Mieszka R. mogła skończyć się tragicznie"

Kampus Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie doszło do zabójstwa
Kampus Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie doszło do zabójstwa
Źródło zdj. gł.: STACH ANTKOWIAK/REPORTER/East News
Po zbrodni na kampusie Uniwersytetu Warszawskiego do sieci wyciekły drastyczne materiały. Na studentów spadła fala krytyki, że zamiast reagować, nagrywali filmy. Zachowaniom świadków przyjrzała się prokuratura. Śledczy sprawdzali, czy ktokolwiek miał szansę pomóc ofierze i powstrzymać Mieszka R. Postępowanie zostało umorzone. Dotarliśmy do powodów tej decyzji. Artykuł dostępny w subskrypcji

7 maja 2025 roku o 18.30 rozpoczynały się kolejne zajęcia na UW. Pięć minut później operator numeru alarmowego otrzymał pierwsze zgłoszenie z terenu kampusu.

Młody mężczyzna zaatakował siekierą 53-letnią portierkę, gdy zamykała drzwi do Audytorium Maximum. Zginęła na miejscu.

Na pomoc kobiecie ruszył 39-letni pracownik Straży Uniwersyteckiej. Został ciężko ranny.

Napastnika - Mieszka R., 22-letniego studenta trzeciego roku prawa - zatrzymali pracownicy straży UW z pomocą funkcjonariusza Służby Ochrony Państwa. Był na terenie kampusu, bo SOP zabezpieczała wykład akademicki ówczesnego ministra sprawiedliwości Adama Bodnara.

W następnych minutach na uczelni zjawiły się policja i pogotowie ratunkowe.

Moment niepokoju

Świadkami tych wydarzeń były między innymi osoby, które przebywały w Budynku Poseminaryjnym, gdzie mieści się wydział prawa i administracji. Znajduje się on naprzeciwko Audytorium Maximum.

Wielu studentów i wykładowców miało świadomość, że dzieje się coś niepokojącego. Słyszeli syreny pojazdów służb. Z internetu płynęły do nich pierwsze przekazy medialne, znajomi wysyłali posty z grup w mediach społecznościowych.

Studenci trzeciego roku prawa mieli w tym czasie zajęcia w budynku dawnej Biblioteki Uniwersyteckiej. - Wiedzieliśmy, że coś wydarzyło się na kampusie, ale zajęcia zostały normalnie dokończone. Nie było oficjalnie żadnego komunikatu - mówi TVN24+ jedna ze studentek, która chce pozostać anonimowa.

Z tego artykułu dowiesz się:
  • Jakie były kulisy tragicznych wydarzeń na Uniwersytecie Warszawskim?
  • W jaki sposób prokuratura oceniła zachowanie świadków ataku?
  • Czy studenci mogli powstrzymać sprawcę lub udzielić pomocy ofierze?
  • Jak uczelnia zareagowała na rozpowszechnianie nagrań z miejsca zbrodni?
  • Jakie konsekwencje poniósł student za udostępnienie drastycznych materiałów?

Wspomina, że panował wtedy chaos informacyjny, a wiadomości rozchodziły się pocztą pantoflową.

- Gdy o godzinie 20 wychodziliśmy z budynku, przywitała nas policja. Funkcjonariusze kierowali do wyjścia z kampusu. Mieliśmy informację, że chłopak z siekierą dopuścił się morderstwa. Nie było pewne, czy został złapany i czy jesteśmy bezpieczni na kampusie i poza nim. Chcieliśmy o to dopytać, ale policja nie udzieliła nam informacji, co nas zszokowało. To był moment niepokoju i niewiedzy - relacjonuje.

Główny kampus UW, gdzie w 2025 roku doszło do zbrodni
Główny kampus UW, gdzie w 2025 roku doszło do zbrodni

Opisuje, że studenci prawa zebrali się później większą grupą na Powiślu w rejonie Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego przy Dobrej, gdzie mieści się też jeden z budynków WPiA.

- Rozmawialiśmy o tej sytuacji i dociekaliśmy, kto mógł tego dokonać. Początkowo była to dla nas trochę abstrakcja. Pamiętam, że wszystkich zszokowało to, że do takiego zdarzenia doszło w centrum stolicy, na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie istnieje nieformalne przeświadczenie o tym, że jest to bezpieczne miejsce i nikomu nic nie zagraża - mówi.

Kolejnym szokiem była informacja o tym, że zbrodni miał dopuścić się student trzeciego roku prawa. - To, że zrobił to ktoś, kogo w mniejszym lub większym stopniu mogliśmy znać, najbardziej nami wstrząsnęło. Uderzyło nas, że jest to osoba, którą mijaliśmy przez trzy lata na zajęciach, korytarzach uczelni, imprezach i innych wydarzeniach uniwersyteckich. Nikt się tego nie spodziewał - przyznaje.

Nagrania w sieci

Tuż po ataku nagrania i zdjęcia z miejsca zbrodni zostały udostępnione w mediach społecznościowych.

Według naszej rozmówczyni jeden z filmów pojawił się początkowo na zamkniętej grupie dla studentów jako odpowiedź na pytania o to, co dzieje się na terenie kampusu. - Miał być ostrzeżeniem, aby nie opuszczać sal. Później ktoś udostępnił to nagranie dalej - mówi studentka. Zastrzega, że nie wie, kim była ta osoba.

Pozostało 63% artykułu
Źródło: TVN24+
Czytaj także: