NFZ: rosną wpływy, rośnie luka. Plan finansowy z zielonym światłem mimo ostrej krytyki

Jakub Szulc
Jakub Szulc (wiceprezes NFZ): można by się spodziewać, że kolejka do specjalisty będzie się skracać
Źródło zdj. gł.: PAP/Paweł Supernak
Projekt przyszłorocznego planu finansowego Narodowego Funduszu Zdrowia został przyjęty przez sejmową komisję zdrowia, ale poprzedziła to burzliwa dyskusja. Posłowie opozycji zarzucali, że przychody nie pokryją rzeczywistych kosztów. W ogniu krytyki znalazło się między innymi zmniejszenie o 90 milionów złotych finansowania wizyt u specjalistów.

Projekt pozytywnie zaopiniowało 19 posłów, 13 było przeciw. Choć spodziewane przychody NFZ-u znów wzrosną, wpływy ze składki zdrowotnej będą stanowić niespełna 82 proc. tej kwoty. Znów będzie się trzeba więc salwować dotacją z budżetu państwa, a jak wyliczają eksperci, na pokrycie rzeczywistych wydatków i tak zabraknie 22 miliardów złotych.

Najwięcej przychodów NFZ ze składki zdrowotnej

- Przychody oraz odpowiadające im koszty zostały określone w oparciu o wskaźniki makroekonomiczne, przekazane przez ministra finansów. Jeśli chodzi o przychodową stronę Narodowego Funduszu Zdrowia, to prezes planuje je na kwotę 237,3 mld zł, a więc kwotę w porównaniu do pierwotnego planu na rok 2026 większą o 9,2 procent - wyliczał wiceprezes NFZ Jakub Szulc.

Największym źródłem przychodów ma być składka zdrowotna, która zapewni wpływy do budżetu na poziomie 194,2 mld zł, czyli o ponad 9 mld zł i 5,3 proc. więcej, niż w bieżącym roku. Ma to być 81,8 proc. wszystkich planowanych przychodów płatnika. Druga pod względem wielkości pozycja po stronie wpływów to dotacja z budżetu państwa w kwocie 35 mld złotych, czyli o 9 mld wyższej niż w pierwotnym planie na 2026 rok. Warto jednak pamiętać, że kwota dotacji rosła w ostatnich miesiącach po kolejnych przesunięciach. Ostatnie z nich miało miejsce wczoraj - Ministerstwo Finansów zdecydowało o transferze do NFZ kolejnych 2 mld zł. Dotacja na dziś wynosi ponad 33,5 mld zł.

Druga pod względem wielkości pozycja po stronie wpływów to dotacja z budżetu państwa w kwocie 35 mld złotych, czyli o 9 mld wyższej niż w pierwotnym planie na 2026 rok. Warto jednak pamiętać, że kwota dotacji rosła w ostatnich miesiącach po kolejnych przesunięciach. Ostatnie z nich miało miejsce wczoraj - Ministerstwo Finansów zdecydowało o transferze do NFZ kolejnych 2 mld zł. Dotacja na dziś wynosi ponad 33,5 mld zł.

Na poniesienie rzeczywistych kosztów zabraknie ponad 20 miliardów

O tym, że przyszłoroczny plan finansowy NFZ już na wstępie jest deficytowy, pisaliśmy w TVN24+ już w połowie czerwca. - Otrzymałem prognozę przychodów Narodowego Funduszu Zdrowia na kolejne trzy lata. Luka finansowa w przyszłym roku jest zaplanowana na poziomie około 22 miliardów złotych - powiedział nam wówczas Wojciech Wiśniewski z Polskiego Towarzystwa Gospodarczego.

Tę nierównowagę finansową krytykowali podczas wczorajszego posiedzenia sejmowej komisji zdrowia posłowie opozycji. - Jeśli eksperci już z samego początku obliczają, że będzie około 20 mld zł dziury w budżecie NFZ, to można już powiedzieć, że to budżet katastrofalny - mówił Czesław Hoc z Prawa i Sprawiedliwości.

Opozycja na tapet wzięła również zmniejszenie o 90 mln zł w przyszłorocznym planie finansowym nakładów na ambulatoryjną opiekę specjalistyczną, czyli wizyty u lekarzy specjalistów.

- Cały czas zaprzeczcie, że zapraszacie do podmiotów prywatnych, a wręcz wypychacie pacjentów do nich. Praktycznie działy finansowe zostały zwiększone, ale nie na tyle, jakbyśmy sobie tego życzyli. Jedna kwestia, mianowicie ambulatoryjna opieka specjalistyczna została zmniejszona, co prawda o pół procent, czyli 90 mln zł. W praktyce oznacza to, że kierujecie pacjentów do szpitali albo do prywatnych podmiotów. Szpitale tracą płynność finansową, czyli cały strumień pacjentów kierujecie do prywatnych podmiotów medycznych - wytykał Czesław Hoc.

- Pani minister zdrowia na jednej z konferencji obiecała nam odwrócenie piramidy świadczeń [przeniesienie akcentu z hospitalizacji na AOS - red.]. Ale ten plan finansowy to dowód na to, że wszystko w ministerstwie stanęło na głowie. Rośnie leczenie szpitalne, a spadają wydatki na AOS. To jest dokładnie na odwrót - komentował Janusz Cieszyński z PiS.

NFZ chce przesuwać płatności, a szpitale ostrzegają

Krytyczne głosy wybrzmiewały tym mocniej w kontekście opublikowanego w tym tygodniu projektu zarządzenia prezesa NFZ, dotyczącego zmiany sposobu rozliczania nadwykonań świadczeń limitowanych, takich jak właśnie wspomniane wizyty u specjalistów, ale też rehabilitacji osób z niepełnosprawnością i leczenia zaćmy. NFZ planuje przestać je rozliczać kwartalnie, lecz dopiero po zakończeniu całego roku. Lekarze i dyrektorzy szpitali, z którymi rozmawialiśmy, przewidują, że przyczyni się to do zwiększenia kolejek, podobnie jak miało to miejsce po obcięciu do 50-60 procent płatności za ponadlimitowe badania, takie jak kolonoskopia, gastroskopia, rezonans magnetyczny i tomografia komputerowa.

 - Dostałam szereg pism od podmiotów świadczących usługi rehabilitacyjne - o tym, że przestaną je świadczyć. Piszą do mnie podmioty, które mają zakontraktowane 50 osób, które mogą rehabilitować, a świadczą pomoc dla dokładnie 1012. To jeden przykład. W tym momencie około 900 pacjentów będą musieli odesłać z kwitkiem, bo nie są w stanie kredytować NFZ-u - zauważyła Marcelina Zawisza z partii Razem.

Do tych zarzutów, zwłaszcza w odniesieniu do AOS, odniósł się wiceprezes NFZ Jakub Szulc. Przypomniał, że zniesienie w 2021 roku limitowania tych świadczeń nie przyczyniło się do skrócenia kolejek.

- Można by się spodziewać, że kolejka do specjalisty będzie się skracać, liczba wykonywanych świadczeń będzie bardzo szybo rosła, a czas oczekiwania będzie się skracał. Nic takiego przez pięć lat się nie stało. Finansowanie tych świadczeń się nie zmieniło, a mimo to przyrasta nam sukcesywnie zarówno liczba oczekujących, jak i rośnie czas oczekiwania. Problemem jest więc nie tyle sposób finansowania, co organizacja świadczeń - argumentował Szulc.

Kto jest winny sytuacji NFZ, a kto nie zareagował?

Do zarzutów opozycji odniósł się poseł Grzegorz Napieralski z Koalicji Obywatelskiej, zarzucając, że problemy, z jakimi mierzymy się teraz, są efektem decyzji poprzedniego rządu.

- Trzeba się uczyć w tej polityce hipokryzji i kłamstwa od PiS-u. Najwięcej oddziałów było zamykanych za PiS-u, a dzisiaj rozdzieracie szaty, że jest tak źle i trzeba zamknąć jakąś porodówkę. Mówicie, że NFZ jest zadłużony, ale to wasza wina, nie nasza. Tak żeście szastali pieniędzmi, że do dzisiaj nie możemy poskładać dziury budżetowej - grzmiał Napieralski.

Rzeczywiście, budżet płatnika publicznego jest dociśnięty w dużej mierze przez wprowadzoną przez rząd Mateusza Morawieckiego ustawę podwyżkową oraz podjętą również za rządów PiS decyzję o przeniesieniu z budżetu państwa do płatnika publicznego finansowania m.in. darmowych leków dla seniorów. Analitycy ostrzegali jednak już od 2024 roku przed tym, że budżet NFZ ugnie się pod naporem rosnących obciążeń.

- W ostatnim czasie opiniowanie projektu planu finansowego NFZ na komisji zdrowia jest zwyczajową okazją do chłostania NFZ i wskazywania, kto jest za to winny. Przyjaciół mi to nie przysporzy, ale powiedzmy jak do tego doszło. Jeśli chodzi o to, że NFZ będzie w takiej sytuacji finansowej w tej chwili, to już dwa, dwa i pół roku temu wystarczył kalkulator i zdolność matematyki na poziomie klasy piątej szkoły podstawowej - mówił Wojciech Wiśniewski z Polskiego Towarzystwa Gospodarczego.

Jak wyjaśnił, obecne problemy płatnika wynikają z inflacji w sektorze ochrony zdrowia, której dynamika była ponad dwukrotnie większa, niż w gospodarce.

- NFZ sam sobie nie wymyślił tych obowiązków. Wynika to wszystko z obowiązków, które nałożył parlament bez źródła finansowania, w szczególności ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagradzania zasadniczego, a jeszcze bardziej z decyzji kolejnych ministrów o tym, jak ją wdrażać [wybierany był dotychczas wariant najdroższy, zamiast bazowego - red]. Żyliśmy ponad stan. Faktycznie, według moich wyliczeń brakuje około 22 mld zł, żeby przyszły rok się spiął - dodał Wiśniewski..

- O ile możemy mieć emocje co do opiniowania tegorocznego planu, to wyjdźmy trochę w przyszłość. Przyszły rok jest ostatnim, kiedy rośnie odsetek PKB na zdrowie. Można wyznaczyć, jak będzie wyglądała dynamika nakładów na zdrowie aż do 2031 roku. Ta dynamika, która była w ostatnich latach na poziomie 10-12 procent, od przyszłego roku będzie wynosiła 6 procent, a w 2030 około 4 procent. Nie zrobiono nic, aby zdusić inflację, która doprowadziła do tej sytuacji. Jakie działania chce podjąć ministerstwo, aby to zrobić? - pytał ekspert.

Na to pytanie odpowiedź jednak nie padła.

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: