Norweska straż pożarna poinformowała, że pożar w Drammen nadal nie został opanowany, ale ogień nie zagraża już kolejnym budynkom. Ostrzegła, że na pogorzelisku utrzymuje się wysoka temperatura i miejscami mogą pojawiać się nowe zarzewia ognia. W akcji gaśniczej uczestniczą śmigłowce.
Przyczyny pożaru w norweskim Drammen
- Obecnie nic nie wskazuje na to, by pożar wybuchł z innej przyczyny niż nieszczęśliwy wypadek lub samozapłon - powiedział lokalnej gazecie "Drammens Tidende" dowódca miejscowej policji Simon Gerhardsen.
Policja zabezpieczyła prawdopodobne miejsce wybuchu pożaru, zostanie ono zbadane przez specjalistów.
Ogień pojawił się w piątek po południu w jednym z domów szeregowych w dzielnicy Krokstadelva i szybko objął gęsto zabudowane osiedle oraz pobliski las. Doszczętnie spłonął obszar o powierzchni 80 ha, na którym znajdowało się 100 domów i mieszkań. Wśród osób, które straciły dom, jest dowódca miejscowej straży pożarnej.
Największy pożar w Norwegii od dekad
Według kierujących akcją był to największy pożar zabudowy mieszkaniowej w Norwegii od końca II wojny światowej.
Po otrzymaniu ponad 100 zgłoszeń szkód w związku z pożarem towarzystwa ubezpieczeniowe postanowiły ściągnąć pracowników z urlopów, by szybko i sprawnie rozpocząć likwidację szkód i wypłatę odszkodowań. Poszkodowani otrzymują pieniądze na żywność, ubrania i artykuły higieniczne oraz pomoc w znalezieniu lokali zastępczych.
Wieczorem strawione przez ogień osiedle odwiedził książę Haakon. - Widok pogorzeliska jest wstrząsający. To niewiarygodne szczęście, że nikt nie zginął - powiedział następca norweskiego tronu po wizycie na miejscu tragedii.