W ubiegłym tygodniu premier Donald Tusk odniósł się do kwestii zarobków lekarzy i ich czasu pracy. - Nie chcę rzucać tutaj mocnych słów, ale do tej pory miałem raczej poczucie, że - ja to rozumiem, ale to mi nie ułatwia pracy - reprezentanci środowiska lekarskiego raczej stawali na głowie, żeby koncentrować się na ochronie uprzywilejowanej pozycji niektórych lekarzy, a nie na realnej kontroli i zmianie stanu życia - mówił wówczas. Dodał, że "jest gotów do rozmowy z każdym, kto chce naprawić ten system, a nie będzie rozmawiał z tymi, którzy za wszelką cenę chcą utrzymać ten system".
Jankowski: trzy razy prosiłem premiera o spotkanie
O tę wypowiedź został zapytany w piątek w "Jeden na jeden" w TVN24 prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski. - Mogę tylko nad tym ubolewać. Myślę, że w bezpośredniej rozmowie udałoby się bardzo szybko panu premierowi wyjaśnić nasze rzeczywiste intencje. Trzy razy już prosiłem pana premiera o spotkanie, ostatnio wczoraj - powiedział.
Jak dodał, "napisał wprost w piśmie, że intencją jest przedstawienie propozycji środowiska lekarskiego na poprawę sytuacji i ich omówienie w dialogu". - Myślę, że konfrontacja nikomu nie służy, a gdybyśmy rozmawiali, byłoby łatwiej. Dzisiaj my bezsilni stajemy i mówimy, że nie mamy z kim rozmawiać - przekazał.
Na uwagę, że przez ostatnie lata poprawiła się sytuacja finansowa lekarzy, ale nie sytuacja pacjentów, Jankowski przyznał: - Mam również takie przekonanie, że pensje lekarzy (...) dostosowały się do średniej europejskiej. Rzeczywiście większość lekarzy zarabia dzisiaj godnie.
Zbieranie danych o zarobkach medyków. "Ustawa nie była konsultowana publicznie"
Jankowski był też pytany o powód sprzeciwu wobec przyjętego przez rząd w tym miesiącu projektu ustawy, która umożliwia zbieranie informacji o zarobkach medyków w powiązaniu z numerem PESEL lub numerem prawa wykonywania zawodu. Obecnie Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) otrzymuje ze szpitali i przychodni zanonimizowane informacje o wynagrodzeniach. Tym samym nie może przypisać wysokości zarobków z różnych form zatrudnienia lub w różnych podmiotach do jednej osoby.
- Jesteśmy za jawnością wynagrodzeń, ale przeciwko zapisowi ustawy, który mówi, że minister może użyć naszych danych do celów innych, wskazanych właściwie przez siebie. Mamy bardzo złe doświadczenia po sprawie ministra [Adama - red.] Niedzielskiego i ujawnienia naszych danych. Ustawa nie była konsultowana publicznie - powiedział Jankowski.
Przekazał, że zapytał Urząd Ochrony Danych Osobowych, czy ustawa jest zgodna z przepisami RODO. Jak zaznaczył, "urząd ma poważne wątpliwości, ale nie był pytany o zdanie". - Gdyby nasze dane były zabezpieczone w sposób optymalny, to my byśmy tę ustawę poparli. Mogę tylko zdradzić, że w naszym środowisku dziś sięga się po przykłady z innych krajów. Pada przykład Norwegii, gdzie zarobki wszystkich zatrudnionych w przestrzeni publicznej są jawne (...), ale ten kogo sprawdzano, wie, bo dostaje monit - powiedział.
Jankowski zaprzeczył, żeby rozmawiał o tej ustawie z prezydentem Karolem Nawrockim. - Nie prosiłem pana prezydenta o spotkanie, bo on tutaj jest przecież osobą decyzyjną [może podpisać ustawę lub ją zawetować - red.]. Mam wrażenie, że o losach tej ustawy powinna zdecydować merytoryka i wsparcie Urzędu Ochrony Danych Osobowych, bo on tak naprawdę powinien wydać opinię, czy nasze dane będą zabezpieczone, czy nie - przyznał.
Wpis Jankowskiego. "Napisałbym inaczej, ale moja intencja była jasna"
Jankowski był też pytany o jego niedawny wpis na jednej z zamkniętych grup na mediach społecznościowych. Pisał w nim między innymi o próbie przekierowania przez rząd uwagi opinii publicznej na lekarzy, a także apelował o rezygnację z protestów. "Głowy do góry! To my leczymy pacjentów, a nie politycy i jeszcze żaden rząd nie wygrał z lekarzami" - napisał. Wpis ujawniła "Rzeczpospolita".
Jak przekonywał Jankowski, jego wpis był skierowany do lekarzy i nie był konfrontacyjny. Określił go jako "pewien wyraz bezsilności". - Ja tam piszę: hejt na nas leje się jako na grupę zawodową, staliśmy się kozłem ofiarnym, starają się politycy postawić nas przeciwko pacjentom, a tymczasem stoimy po tej samej stronie. Mówię kolegom wprost (...): głowy do góry, nie dajmy się, to my leczymy pacjentów. Stoimy przy łóżku pacjenta, nie dajmy się sprowokować, nie róbmy protestów w tej chwili - wymieniał.
Był pytany, czy żałuje zdania dotyczącego tego, że "jeszcze żaden rząd nie wygrał z lekarzami". - Żałuję, za daleko idące, bo zostało przeinaczone - odpowiedział. Przekonywał, że było wyciągnięte z kontekstu.
- W całości widać dobrze moją intencję. Równie dobrze mógłem napisać "żaden rząd nie wygrał z pacjentami i z lekarzami". Tak de facto powinienem napisać, bo taka jest idea tego posta. Dzisiaj, wiedząc, jak zostało to odebrane i jakiego wydźwięku nabrało, napisałbym inaczej, ale moja intencja była jasna - podnieść na duchu lekarzy i powiedzieć, że hejt, który na nas spływa jako na grupę zawodową, musi się skończyć, a z pacjentami jesteśmy po jednej stronie - powiedział.