Więcej pieniędzy, a NFZ i tak pod kreską. Równanie z niewiadomymi

shutterstock_393957775
Prof. Piotr Czauderna: trwała nierównowaga wpływów i wydatków NFZ-u miała miejsce od znacznie dłuższego czasu
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Narodowy Fundusz Zdrowia chce w tym roku złapać "finansowy oddech" w wysokości sześciu-siedmiu miliardów złotych dzięki przesunięciu płatności za część nadwykonań. Jednak jak podkreśla w rozmowie z tvn24.pl ekonomista, te pieniądze zwiększą przyszłoroczną lukę finansową. Czy zapowiedziane przez premiera "dodatkowe miliardy na ochronę zdrowia" rozwiążą problem i nie ucierpią na tym pacjenci?

O tym, że luka w budżecie Narodowego Funduszu Zdrowia sięga 14 miliardów złotych informujemy już od dłuższego czasu. Podobnie jak o tym, że NFZ szuka oszczędności, aby zbilansować kasę. Jednym z takich działań miało być ścięcie płatności za nadwykonania w badaniach wysokokosztochłonnych - o 50 proc. za rezonans magnetyczny i tomografię komputerową i o 40 procent za kolonoskopię i gastroskopię. Zakładany efekt finansowy tego działania to 625 mln złotych, czyli zaledwie ułamek tego, czego brakuje. Rzeczywisty nie jest jeszcze znany, ale będzie to prawdopodobnie niższa kwota.

NFZ przesuwa płatności. To "oddech", a nie oszczędność

Kolejnym ruchem, który ma zbliżyć Fundusz do zrównoważenia przychodów i wydatków w tym roku jest przesunięcie na przyszły rok płatności za nadwykonania w obrębie wizyt u specjalistów, rehabilitacji i zabiegach zaćmy, zrealizowanych po 1 lipca. Kiedy wchodziło w życie stanowiące o tym zarządzenie, fundusz nie podawał jeszcze, o jakich kwotach mowa. Teraz, w rozmowie z Polską Agencją Prasową prezes NFZ Filip Nowak podał szacunkowy skutek: sześć-siedem miliardów złotych. Co to oznacza w praktyce? Pytamy Łukasza Kozłowskiego, głównego ekonomistę Federacji Przedsiębiorców Polskich.

- Luka finansowa pozostanie, tylko przejdzie z roku bieżącego na kolejny, więc tych sześć-siedem miliardów złotych można byłoby odjąć od 14 miliardów tegorocznej luki, a dodać do szacowanej na 22 miliardy złotych luki przyszłorocznej, której część i tak pewnie będzie przerzucona na rok następny - tłumaczy Łukasz Kozłowski.

Szpitale zniechęcą się do nadwykonań?

Jak mówi, jest to zjawisko, z którym mamy do czynienia już od lat, a kwota zrolowanego w ten sposób długu płatnika staje się coraz większa.

- Jeszcze w 2023 roku wartość świadczeń z lat ubiegłych rozliczonych w bieżącym roku wynosiła około 300 milionów złotych. Teraz urosła do około pięciu miliardów złotych. To przesunięcie, o którym teraz mówimy, będzie się kumulowało z tymi z lat poprzednich. Otwarte pozostaje pytanie, jak NFZ zbilansuje rok bieżący, skoro wciąż zabraknie mu do tego siedem-osiem miliardów. Na pewno też płynność finansowa, przede wszystkim szpitali, będzie coraz bardziej wystawiona na szwank. Będą udzielać świadczeń, w jeszcze większym stopniu kredytując NFZ - tłumaczy Łukasz Kozłowski.

Jak przewiduje ekspert, stabilizowanie sytuacji finansowej Funduszu będzie coraz trudniejsze, a odbić się to może nie tylko na płynności szpitali, ale przede wszystkim na pacjentach. Dlaczego?

- Niewykluczone, że część szpitali zareaguje w taki sposób, że ograniczy przyjmowanie pacjentów, bo ich budżety zwyczajnie nie pozwolą na realizowanie świadczeń na kredyt. Być może celem opóźniania płatności jest właśnie to, by osłabić bodźce, zniechęcić szpitale do robienia nadwykonań w takiej liczbie jak dotychczas - mówi ekonomista.

Ostatecznie może się więc okazać, że do rozliczenia w przyszłym roku będzie mniej, niż zakłada prezes NFZ, bo jego szacunki opierają się na tym, ile świadczeń było dotychczas realizowanych w ramach nadwykonań.

Premier zapowiada dodatkowe miliardy. Czy to wystarczy?

Tymczasem w miniony piątek premier Donald Tusk zapowiedział przekazanie o 17 miliardów złotych więcej na ochronę zdrowia. Donald Tusk podkreślił, że pieniądze "muszą trafić tam, gdzie chronią pacjenta".

- Dlatego tak ważne jest, aby równocześnie z wydawaniem tych pieniędzy pojawiły się przepisy, które zredukują albo wręcz uniemożliwią nadużywanie, mówiąc kolokwialnie przekręty - zaznaczył szef rządu.

Tuż po tej deklaracji nie było jednak jasne, czy dodatkowe pieniądze, o których mówił premier, to przewidywany już wcześniej w projekcie planu finansowego NFZ wzrost, wynikający wprost z konieczności zapewnienia w przyszłym roku finansowania ochrony zdrowia na poziomie siedem proc. PKB sprzed dwóch lat, czy też mowa była o jeszcze większym wzroście nakładów.

Nieco więcej światła rzuciła na tę sprawę szefowa resortu zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, która w poniedziałek w Sztumie poinformowała, że dotacja podmiotowa dla NFZ wyniesie 41 mld zł (dotychczas planowana dotacja opiewała na 35 mld zł). To jednak nie daje wzrostu o 17 miliardów złotych w stosunku do tegorocznej dotacji, zarówno tej z pierwotnego planu finansowego (26 mld zł), a tym bardziej tej, jaka do kasy płatnika publicznego trafiła faktycznie (kolejne decyzje finansowe zwiększyły ją do 33,6 mld zł.)

 - Nawet porównując to do tej niższej wartości, czyli planu pierwotnego, należy zadać pytanie: gdzie się podziały te brakujące miliardy. Kolejne komunikaty rodzą więc kolejne pytania - mówi Łukasz Kozłowski.

O rozbieżności w przywołanych kwotach zapytaliśmy w Ministerstwie Zdrowia. W udzielonej odpowiedzi nie sposób jednak doszukać się informacji, która wyjaśniałaby to. "Informujemy, że ostateczna kwota dotacji dla NFZ uzależniona jest m.in. od dalszych działań podejmowanych w ramach planowania budżetu na 2027 r. Ponadto należy zauważyć, że zgodnie z art. 131d ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, wysokość dotacji podmiotowej dla NFZ może być zwiększana również w trakcie roku budżetowego" - czytamy w mailu nadesłanym do naszej redakcji przez Biuro Komunikacji.

NFZ-owi zadaliśmy pytania m.in. o to, jak przesunięcie płatności za nadwykonania i deklaracje co do zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia przełożą się na finanse płatnika w roku 2027. Czekamy na odpowiedź

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: