- Obecny wybuch epidemii wywołany jest przez szczep bundibugyo, na który nie ma zatwierdzonej szczepionki ani skutecznego leku.
- UNICEF zwraca uwagę na szczególnie trudną sytuację dzieci w rejonach objętych epidemią.
- Śmiertelność wśród zakażonych bundibugyo wynosi od 30 do 50 procent. Jak przenosi się ten wirus?
- Więcej artykułów o tematyce zdrowotnej znajdziesz tutaj. Warto też posłuchać "Wywiadu medycznego" w TVN24+.
Przyjęcie Amerykanina do Szpitala Uniwersyteckiego w Bulovce potwierdziło czeskie Ministerstwo Zdrowia. Jak poinformowano, mężczyzna trafił do placówki w środę wieczorem.
- Strona amerykańska zwróciła się do nas o pomoc, ponieważ to pacjent bezobjawowy – powiedział Adam Vojtěch, szef czeskiego resortu zdrowia agencji CTK. Przekazał, że chodzi o amerykańskiego lekarza, który pracował w Ugandzie i miał kontakt z osobą zakażoną. Vojtěch podjął decyzję o przyjęciu pacjenta po konsultacji z rządem.
- Pacjent zostanie przewieziony do Szpitala Klinicznego Bulovka w specjalnej, izolacyjnej kabinie transportowej, przy zachowaniu jasno określonych środków bezpieczeństwa i przeciwdziałania epidemii - powiedziała czeskiej telewizji publicznej rzeczniczka resortu zdrowia Nadia Chattova. Dodała, że mężczyzna powinien pozostać na obserwacji przez trzy tygodnie. Klinika Bulovka należy do placówek specjalizujących się w leczeniu wysoce niebezpiecznych chorób zakaźnych. Jest wyposażona w specjalistyczny sprzęt, ma m.in. odizolowane pomieszczenia, a także salę z podciśnieniem. Światowe agencje informowały wcześniej o sześciu osobach z grupy ryzyka, które mają trafić do szpitali w Europie. Powołując się na źródła własne, amerykański serwis STAT News doniósł, że Amerykanie rozważają ewakuację z DRK niewielkiej grupy obywateli na kwarantannę do bazy wojskowej w Niemczech.
Epidemia na "znacznie szerszą skalę"?
Doniesienia o pojawieniu się wirusa Ebola w północno-wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga pochodzą z piątku, ale choroba prawdopodobnie rozprzestrzenia się w tym kraju już od kwietnia.
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ostrzega, że epidemia potencjalnie może mieć "znacznie szerszą skalę", niż wynika to z oficjalnej liczby przypadków. We wtorek WHO zwołała pilne spotkanie komitetu ds. sytuacji nadzwyczajnych, by omówić "niepokojącą skalę i tempo" rozwoju epidemii w DRK i krajach ościennych. Wskutek zakażenia wirusem zmarło już 131 osób, a 513 ma objawy - poinformował we wtorek rząd Demokratycznej Republiki Konga (DRK). W niedzielę oficjalnie ogłoszono stan zagrożenia zdrowia publicznego na skalę międzynarodową. To drugi najwyższy stopień alertu w klasyfikacji tej organizacji. Jednocześnie podkreślono, że na razie nie mamy do czynienia z sytuacją zagrożenia pandemicznego.
W związku z ogniskiem eboli MSZ odradza wszelkie podróże do rejonów, w których obserwuje się zakażenia. "Przypominamy - poziom ostrzeżenia dla podróżujących do całego regionu na pograniczu DRK, Ugandy i Sudanu Południowego wynosi 4 (odradzamy wszelkie podróże)" - czytamy we wpisach resortu dyplomacji i w zakładce Polak za granicą.
Brakuje podstawowego sprzętu, pomoc pilnie potrzebna
Infekcje są wykrywane na coraz szerszym obszarze. Zakażenia w DRK potwierdzono w kolejnym dystrykcie (Nyakunde) prowincji Ituri, w której doszło do wybuchu epidemii, i w sąsiedniej prowincji Kiwu Północne: dystrykcie Butembo i stolicy prowincji - Gomie.
Dr Mesfin Teklu Tessema, starszy dyrektor ds. zdrowia w Międzynarodowym Komitecie Ratunkowym (IRC), przekazał dziennikarzom "Guardiana", że obecne znane przypadki mogą okazać się "wierzchołkiem góry lodowej". Jego zdaniem rozprzestrzenianie się wirusa przez granicę z Sudanem Południowym to prawdopodobnie "kwestia czasu".
IRC zapewnia pomoc humanitarną w prowincji Ituri, w tym wsparcie dla placówek medycznych. Jak tłumaczył, słaba infrastruktura zdrowia publicznego powoduje, że transporty z pomocą mogą nie trafiać tam, gdzie są najbardziej potrzebne. "Tak naprawdę latamy na ślepo" - stwierdził. Tymczasem w prowincjach, gdzie rozprzestrzenia się ebola, brakuje podstawowego sprzętu ochronnego, takiego jak rękawiczki, maseczki i gogle dla pracowników ochrony zdrowia. Problemem jest również dostępność opieki. Zdaniem eksperta z tego m.in. powodu ryzyko śmiertelności może być wyższe niż 50 proc.
Sytuacja w prowincjach DRK niepokoi też Lekarzy bez granic. - Szybka odpowiedź jest niezbędna, aby zapobiec rozwojowi epidemii - zauważyła Trish Newport, kierowniczka działań natychmiastowych organizacji, w przesłanym do naszej redakcji komunikacie. Z informacji wynika, że zespoły Lekarzy bez Granic na obszarach Ituri dotkniętych epidemią oceniają obecnie potrzeby medyczne, ściśle współpracując z kongijskimi władzami. Mobilizują też zespoły składające się z personelu medycznego, logistycznego i osób doświadczonych w odpowiedzi na wybuchy epidemii gorączki krwotocznej oraz szykują kluczowe zaopatrzenie.
"Na razie działania reagujące będą opierać się na środkach zdrowia publicznego, takich jak szybkie wykrywanie przypadków, izolacja, śledzenie kontaktów, zapobieganie i kontrola zakażeń, bezpieczne pochówki oraz zaangażowanie społeczności", poinformowała dr Daniela Manno z London School of Hygiene & Tropical Medicine w oświadczeniu cytowanym przez "Guardian".
Jak podaje dziennik, WHO powołuje grupę techniczną, która ma doradzić, jakie testy, szczepionki i metody leczenia mogą być przydatne. ".
Nie tylko wirus jest problemem
Obecny wybuch epidemii wywołała odmiana wirusa ebola o nazwie bundibugyo. "Jest ona rzadsza niż popularny szczep Zair. Sytuację komplikuje fakt, że nie ma na nią jeszcze zatwierdzonej szczepionki ani leku" - informuje UNICEF w swoim komunikacie prasowym.
Istniejące testy na bundibugyo okazały się niepomocne. "Ponieważ wczesne testy wykrywały niewłaściwy szczep Eboli, uzyskaliśmy fałszywie negatywne wyniki i straciliśmy tygodnie czasu odpowiedzi" - poinformował w oświadczeniu dr Matthew Kavanagh, dyrektor Centrum Polityki i Polityki Zdrowia Globalnego Uniwersytetu Georgetown w Waszyngtonie.
Według ekspertów sytuację pogarszają: brak stabilnego bezpieczeństwa w regionie, trudny dostęp do wielu miejsc i duża mobilność ludności, co ułatwia przenoszenie się choroby przez granice.
UNICEF jako jedna z największych agencji ONZ zajmujących się ochroną praw, zdrowia i dobrobytu dzieci na całym świecie zwraca uwagę na sytuację najmłodszych w regionach objętych zagrożeniem. Jak tłumaczą przedstawiciele organizacji, nie chodzi tylko o narażenie na samego wirusa.
"Przez chorobę tracą rodziców i opiekunów, zamykane są szkoły, a dostęp do podstawowej opieki medycznej i jedzenia jest odcięty. Dzieci zmagają się też z ogromnym stresem psychicznym i odrzuceniem przez społeczność" - informują. UNICEF uruchomił już najwyższy stopień alarmu kryzysowego, co oznacza natychmiastowe uproszczenie procedur, szybkie przekazanie pieniędzy oraz wysłanie dodatkowego personelu ratunkowego na miejsce. "W terenie działa już ponad 2000 pracowników medycznych, którzy tłumaczą rodzinom, jak chronić się przed zakażeniem", informuje agencja.
Jak rozprzestrzenia się ebola?
To trzecia epidemia szczepu bundibugyo - po wybuchu w Ugandzie w latach 2007-2008 oraz w Demokratycznej Republice Konga w 2012 roku - przypominają Lekarze bez granic w informacji prasowej. Ten wirus jest jednym z czterech gatunków rodzaju Ebolavirus, które powodują u ludzi choroby zagrażające życiu. Śmiertelność wśród zakażonych osób wynosi między 30 a 50 proc., zależnie od warunków epidemii.
"Ebola to zakaźna, wirusowa gorączka krwotoczna, przenoszona na ludzi poprzez bezpośredni kontakt z krwią, wydzielinami, organami lub innymi płynami zakażonych zwierząt. Do przenoszenia z człowieka na człowieka dochodzi przez bliski kontakt z płynami ustrojowymi osób zakażonych" - informują. Według Światowej Organizacji Zdrowia, wirusy eboli początkowo wywołują objawy podobne do grypy, w tym właśnie gorączkę, zmęczenie, złe samopoczucie, bóle mięśni, ból głowy i ból gardła, które mogą pojawić się nagle, następnie wymioty i biegunkę, a ostatecznie krwawienie wewnętrzne i zewnętrzne oraz niewydolność wielonarządową. Pierwszy przypadek eboli odkryto w 1976 roku. Od tego czasu wirus odpowiadał za 17 epidemii w Demokratycznej Republice Konga. Najpoważniejsza miała miejsce w latach 2018-2020. W wyniku zakażenia doszło do ponad tysiąca zgonów we wschodniej części kraju.