Dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia zaleca władzom, aby przygotować się na kolejne przypadki hantawirusa. Chodzi przede wszystkim o kraje, do których udały się osoby podróżujące wycieczkowcem MV Hondius, gdzie doszło do zakażeń rzadką odmianą hantawirusa. Pasażerami statku byli głównie obywatele Wielkiej Brytanii, USA i Hiszpanii.
Spokojnie, choć "sytuacja może się zmienić"
Jak relacjonują zachodnie media, m.in. CBS News i "The Guardian", Tedros Adhanom Ghebreyesus podziękował Hiszpanii za "współczucie i solidarność", jaką okazała podczas przyjęcia statku w porcie na Teneryfie, i wezwał władze do stosowania się do zaleceń WHO, w tym 42-dniowej kwarantanny i stałego monitorowania kontaktów wysokiego ryzyka.
- Obecnie nie widzimy oznak początku większego wybuchu epidemii, ale oczywiście sytuacja może się zmienić, a biorąc pod uwagę długi okres inkubacji wirusa, możliwe, że w nadchodzących tygodniach pojawią się kolejne przypadki - zaznaczył na konferencji prasowej w Madrycie we wtorek.
Tymczasem Jay Bhattacharya, pełniący obowiązki dyrektor Narodowych Instytutów Zdrowia (NIH), stwierdził, że nie ma sensu włączać "pięcioalarmowego dzwonka przeciwpożarowego", ponieważ ryzyko dla społeczeństwa z powodu hantawirusa jest "znacznie, znacznie niższe" niż to, co widzieliśmy podczas pandemii COVID-19.
- Ten wirus bardzo różni się od COVID i powinniśmy traktować go inaczej niż COVID - powiedział Bhattacharya w poniedziałek w "CBS Evening News", gdy pytano go o brak codziennych briefingów na temat zagrożenia.
Powodów do większego niepokoju nie widzą też francuskie władze. Prezydent Francji Emmanuel Macron zapewnił we wtorek, że sytuacja związana z hantawirusem jest w kraju pod kontrolą rządu, który - jak przekonywał - podjął słuszne decyzje i wdrożył "nadzwyczaj rygorystyczne protokoły" w konsultacji z "najlepszymi ekspertami". Tego samego dnia szefowa resortu zdrowia Stéphanie Rist zapewniała w Zgromadzeniu Narodowym, że choć nie jest obecnie jasne, czy odpowiedzialny za zakażenia szczep hantawirusa mógł ulegać mutacji, urzędnicy zachowują spokój.
- Mówię Francuzom, że mogą podróżować tak, jak chcą - uspokajał również francuski minister transportu Philippe Tabarot w radiu FranceInfo, pytany o to, czy istnieje ryzyko podróży np. do Argentyny. Dodał, że nie ma obecnie żadnych restrykcji a noszenie maseczek w transporcie zbiorowym nie wydaje się konieczne.
Wirus na pokładze
Przypomnijmy: MV Hondius płynął z Argentyny przez Wyspy Zielonego Przylądka do portu w Granadilla de Abona na Teneryfie. Na jego pokładzie początkowo było 147 osób. Ewakuacja ponad 120 pasażerów trwała od niedzielnego przedpołudnia do poniedziałku. Wieczorem 11 maja pływający pod holenderską banderą statek wyruszył w kierunku Holandii. Tam jednostka ma zostać poddana dezynfekcji.
- 1 kwietnia MV Hondius wypłynął z portu w Ushuaia w Argentynie w kierunku Wysp Zielonego Przylądka.
- 11 kwietnia na pokładzie statku zmarł pasażer z Danii. Jak początkowo sądzono, z przyczyn naturalnych.
- 24 kwietnia w porcie na Wyspie Świętej Heleny pokład opuszcza żona zmarłego Duńczyka. Kobieta wykazuje objawy zakażenia, dwa dni później umiera w szpitalu w RPA. Potwierdzono u niej obecność hantawirusa.
- 2 maja umiera kolejna osoba - obywatelka Niemiec. Statek cumuje u wybrzeży Wysp Zielonego Przylądka.
- 3 maja WHO informuje o śmierci trzech osób z wycieczkowca.
- 6 maja WHO przekazuje, że przyczyną zakażeń na holenderskim wycieczkowcu jest hantawirus gatunku Andes. Jednostka opuszcza wybrzeże Afryki i kieruje się do portu na Teneryfie.
- 10-11 maja następuje ewakuacja pasażerów w Granadilla de Abona na Teneryfie.
Do tej pory WHO potwierdziła dziewięć przypadków wariantu andyjskiego wirusa. Pozytywny wynik testu po ewakuacji ze statku uzyskali m.in. obywatelka Francji i obywatel USA. Jak poinformowali przedstawiciele francuskiej ochrony zdrowia, kobieta jest podłączona do respiratora na intensywnej terapii.
Również hiszpańskie ministerstwo zdrowia poinformowało o wykryciu wirusa u kolejnej osoby. To jeden z 14 Hiszpanów ewakuowanych ze statku i objętych kwarantanną w szpitalu wojskowym w Madrycie. "Pacjent pojawił się wczoraj z niską gorączką i łagodnymi objawami układu oddechowego, ale obecnie jest stabilny i nie wykazuje widocznego pogorszenia stanu klinicznego" - podano w oświadczeniu cytowanym przez "The Guardian".
Opowiedzialność po stronie władz
Prezes WHO tłumaczył, że odnotowanie kolejnych przypadków zarażenia jest nadal możliwe ze względu na stopień interakcji między pasażerami statku jeszcze przed podniesieniem alarmu oraz pierwszym potwierdzonym zakażeniem u pasażera 2 maja br.
O tym, w jaki sposób roznoszą się wirusy na wycieczkowcach, pisaliśmy niedawno w tvn24.pl. - Ogniska zakażenia w przypadku łatwo rozprzestrzeniających się wirusów bywają większe właśnie na statkach. To wynika m.in. z tego, że jest tam ograniczone wietrzenie. Ktoś kaszle, jest chory i nie ma możliwości, by być z dala od tych wirusów i bakterii. To wszystko związane jest ze skupiskiem ludzi na jednym terenie przez długi czas - tłumaczyła z rozmowie z naszą dziennikarką Agnieszka Dziewięcka, specjalistka medycyny rodzinnej i certyfikowany lekarz medycyny podróży.
Ekspertka tłumaczyła, że infekcje mogą przenosić się m.in. przez kontakt z zabrudzonymi powierzchniami: - Jeżeli pomieszczenia są mocno zabrudzone, a dotykamy takich miejsc, zwiększamy ryzyko przeniesienia wirusa na ręce. W ten sposób może on trafić do ust, nosa lub oczu.
"Ze względu na interakcję, kiedy pasażerowie byli jeszcze na statku - zwłaszcza zanim zaczęto podejmować środki zapobiegania zarażeniom - spodziewalibyśmy się większej liczby przypadków" - przyznał Tedros Adhanom Ghebreyesus, cytowany przez "The Guardian". Zaznaczył, że teraz za podróżnych po ewakuacji odpowiedzialne są poszczególne kraje. "Mam nadzieję, że zaopiekują się pacjentami i pasażerami, pomagając im, a także chroniąc swoich obywateli. Tego się spodziewamy" - dodał.