Polska w NATO. "Absolutnie błyskotliwa" zmiana strategii w latach 90.

Źródło:
PAP
Polska w NATO. Czołówki gazet z 12 marca 1999 roku
Polska w NATO. Czołówki gazet z 12 marca 1999 rokuTVN24
wideo 2/2
Polska w NATO. Czołówki gazet z 12 marca 1999 rokuTVN24

Bogu dzięki, że to zrobiliśmy, bo gdyby nie rozszerzenie NATO, dzisiaj nie mielibyśmy do czynienia z wojną w Ukrainie, ale z okupacją państw bałtyckich, a być może z próbą stworzenia przez Rosję korytarza na polskim terytorium do obowodu królewieckiego - ocenił Daniel Fried, były ambasador USA w Warszawie podsumowując 25 lat od wejścia Polski do Sojuszu Północnoatlantyckiego. - To była dobra decyzja - komentują republikańscy senatorowie Chuck Grassley i Susan Collins.

- Kiedy w 1993 roku opowiadałem się za rozszerzeniem NATO, wszyscy w administracji Billa Clintona mnie nie znosili. Ostatecznie zmienili zdanie, choć wymagało to wysiłku - wspomina Daniel Fried, były ambasador USA w Polsce. Ocenił, że gdyby nie ta decyzja, dziś mielibyśmy do czynienia nie z wojną na Ukrainie, ale z okupacją państw bałtyckich. Z perspektywy ćwierćwiecza polskie członkostwo w Sojuszu Północnoatlantyckim może wydawać się wynikiem dziejowej konieczności. Fried, jeden z kluczowych uczestników ówczesnych wydarzeń, przekonuje jednak, że po zakończeniu zimnej wojny waszyngtoński establishment wcale nie miał chęci rozszerzać NATO, zaś priorytetem było nie bezpieczeństwo, lecz przyjazne stosunki z otwierającą się na przemiany demokratyczne Rosją.

"Niepotrzebne podrażnianie Rosji"

- To (akcesja Polski - red.) absolutnie nie było z góry przesądzone. W 1993 r. byłem w administracji (Billa Clintona - red.) i zabiegałem o rozszerzenie NATO, i wszyscy mnie za to nie cierpieli. Bardzo niewielu było ludzi, którzy się za tym opowiadali, również w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, ale to się zmieniło. To wymagało walki. Jestem starym biurokratą i nie byłem zainteresowany akademickimi debatami, byłem zainteresowany dotarciem, krok po kroku, tam, dokąd chciałem dojść - wspomina Fried, wówczas członek Rady Bezpieczeństwa Narodowego za prezydentury Clintona, a obecnie ekspert think tanku Atlantic Council. Według niego na początku rządów administracji Clintona konsensus w Waszyngtonie opierał się na przekonaniu, że rozszerzenie NATO niepotrzebnie podrażni Rosję, zaś priorytetem było utrzymanie Moskwy na demokratycznej ścieżce. Sama idea rozszerzenia NATO po tym, jak Zachód zwycięsko wyszedł z zimnej wojny, była z początku wręcz wyśmiewana, zaś argumenty wysuwane przez Polskę, że Rosja powróci do imperialnych tendencji, nie trafiały na podatny grunt.

25 lat temu Polska wstąpiła do NATO
25 lat temu Polska wstąpiła do NATOTVN24

Jak wspominał w 2018 r. strateg Pentagonu i analityk think tanku RAND Corporation Richard Kugler, jeden z polskich oficjeli wręcz ostrzegał wówczas, że jeśli Polska nie zostanie przyjęta do NATO, może być zmuszona starać się o własną broń jądrową. Choć sam Kugler nie pamięta nazwiska urzędnika - miał to być jeden z wiceministrów obrony - Fried przypuszcza, że może chodzić o obecnego szefa MSZ Radosława Sikorskiego, który w 1992 r. był wiceszefem MON w rządzie Jana Olszewskiego. - Sikorski lubił naciskać na Amerykanów, ale ani on, ani jakikolwiek inny polski oficjel nie mówił mi tego w żaden poważny sposób - dodał Fried.

"Genialna" zmiana strategii

Były ambasador wspomina jednak, że polscy dyplomaci wkrótce potem "genialnie" dostosowali swój przekaz i argumenty do ówczesnego ducha czasu. - W 1993 r. ich argument był taki, że owszem, Rosja teraz jest miła, ale nie będzie tak zawsze. Zwróci się znowu w stronę (odbudowy - red.) imperium, więc lepiej ruszyć z tym (tj. akcesją Polski do NATO - red.) teraz, póki istnieje jeszcze okno do działania. Oczywiście mieli rację i ja to wiedziałem - opowiada Fried.

Czytaj też: Droga Polski do NATO. Tak to się zaczęło

- Ale powiedziałem im wtedy - to byli (ówczesny wiceszef MSZ - red.) Jerzy Koźmiński i (ówczesny szef MSZ - red.) Andrzej Olechowski: "Wiem, że macie rację, ale to nas donikąd nie zaprowadzi. Administracja Clintona chce dobrze ułożyć się z Rosją, chcą dogadać się z (ówczesnym rosyjskim prezydentem Borysem - red.) Jelcynem, chcą zainwestować w to wszystko, co tylko mogą. Ale są też skłonni rozszerzyć NATO w ramach tego procesu" - dodał. - Wkrótce potem cała retoryka Polski zmieniła się, zaczęto mówić o zjednoczonej Europie i układaniu relacji z Rosją (...), więc oni połączyli z nami siły i to było absolutnie błyskotliwe. Koźmiński był w tym geniuszem. Pomogło to, że po polskiej stronie był konsensus w tej kwestii, wszyscy to rozumieli: Kwaśniewski to rozumiał, Kaczyński to rozumiał - mówi ekspert.

Zmiana podejścia w Białym Domu

Fried wspomina, że choć zmiana w podejściu Waszyngtonu nie dokonała się szybko, to już w 1994 r. zaczął "czuć, że zaczynamy wygrywać". Przekonani zostali początkowi sceptycy, tacy jak ówczesny zastępca sekretarza stanu Strobe Talbott. Sam prezydent Clinton już wtedy miał zacząć zastanawiać się nie nad tym, czy Polska powinna przystąpić do NATO, lecz kiedy. Wśród urzędników, którzy w tym pomogli, byli m.in. ówczesny doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Anthony Lake oraz ekspert RAND i późniejszy zastępca asystenta sekretarza stanu ds. europejskich Ron Asmus. W Senacie rolę w zbudowaniu koalicji zwolenników polskiej akcesji miał odegrać doradca Clintona ds. legislacyjnych Jeremy Rosner. Fried wspomina, że swoją rolę odegrała w procesie również ówczesna pierwsza dama Hillary Clinton, z pomocą polskich i czeskich intelektualistów. W 1996 r. Clinton wraz z ówczesną ambasador USA przy ONZ (i późniejszą szefową dyplomacji USA - red.) Madeleine Albright odbyła podróż do Polski i Czech. W Polsce spotkała się m.in. z redaktorem naczelnym "Tygodnika Powszechnego" Jerzym Turowiczem i z Czesławem Miłoszem, zaś w Czechach z Vaclavem Havlem.

Polska w NATO. Czołówki gazet z 12 marca 1999 roku
Polska w NATO. Czołówki gazet z 12 marca 1999 rokuTVN24

- To był jej typ ludzi. A oni przekonywali ją o konieczności rozszerzenia NATO - opowiada Fried, który towarzyszył Clinton w podróży. Jak dodał, ówczesna żona prezydenta była na tyle zaangażowana w sprawę, że w przeddzień swojego wystąpienia w Pradze do późnej nocy pisała na nowo tekst przemówienia przygotowany wcześniej przez dyplomatę. W wystąpieniu poparła rozszerzenie Sojuszu.

"Dzisiaj mielibyśmy do czynienia z okupacją państw bałtyckich"

Ostatecznie starania o przystąpienie Polski, Czech i Węgier do NATO zostały zwieńczone 12 marca 1999 r. ceremonią w bibliotece prezydenckiej twórcy NATO, Harry'ego Trumana, w jego rodzinnym miasteczku Independence w stanie Missouri. Jak ocenia Fried, historia potwierdziła słuszność tego ruchu, bo gdyby nie to, Europa Środkowa byłaby obecnie w zupełnie innej sytuacji.

Czytaj też: 25 lat temu Polska wstąpiła do NATO. Wojskowi o modernizacji armii

- Bogu dzięki, że to zrobiliśmy, bo gdyby nie rozszerzenie NATO, dzisiaj nie mielibyśmy do czynienia z wojną na Ukrainie, ale z okupacją państw bałtyckich, a być może Rosjanie najechaliby nawet Polskę, by zrobić sobie korytarz lądowy do Królewca - bo Polska byłaby wówczas sama, a Ukraina pod rosyjskim butem - ocenia dyplomata.

Kluczowe głosowanie i słowa ówczesnego senatora Bidena

To wydarzeń sprzed lat, związanych z rozszerzeniem NATO odnieśli się też senatorowie Chuck Grassley i Susan Collins, którzy w 1998 r. opowiedzieli się za ratyfikacją akcesji Polski, Czech i Węgier do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Politycy przypomnieli, że 1 maja 1998 roku w amerykańskim Senacie doszło do historycznego głosowania: poważnie zwaśnione już wówczas Partia Demokratyczna i Partia Republikańska zgodnie zagłosowały za tym, by po raz pierwszy od zakończenia zimnej wojny przyjąć do Sojuszu Północnoatlantyckiego trzy nowe kraje, byłych członków Układu Warszawskiego: Polskę, Czechy i Węgry. Głosowanie było ważnym krokiem na drodze do akcesji tych trzech państw, sfinalizowanej 10 miesięcy później. Za rozszerzeniem głosowało 80 senatorów, a przeciw było 19, w tym 10 najbardziej lewicowych demokratów i dziewięciu najbardziej konserwatywnych republikanów. - NATO dało Zachodowi pół wieku bezpieczeństwa, a to w rzeczy samej jest początek kolejnych 50 lat pokoju - ogłosił po głosowaniu ówczesny senator i wiceszef komisji spraw zagranicznych Joe Biden, kluczowy orędownik ratyfikacji rozszerzenia NATO. - W szerszym sensie naprawimy historyczną niesprawiedliwość narzuconą Polakom, Czechom i Węgrom przez Józefa Stalina - dodał. Obecny prezydent USA jest jedną z nielicznych wciąż czynnych w polityce osób, które brały udział w tamtym głosowaniu. Oprócz niego z głosującej wówczas setki senatorów pozostało siedmioro: demokraci Dick Durbin, Patty Murray i Ron Wyden oraz republikanie Lisa Murkowski, Chuck Grassley, Susan Collins i odchodzący lider partii w Senacie Mitch McConnell. Poza Wydenem - który dopiero w późniejszych latach głosował już za rozszerzeniem Sojuszu o kolejne kraje - wszyscy oddali głos na tak.

"Słuszny wybór"

90-letni senator Grassley, najstarszy członek izby, powiedział, że nie żałuje swojej decyzji. - Historia tylko potwierdziła, że to był słuszny wybór. Patrząc na to z dzisiejszej perspektywy, trudno powiedzieć cokolwiek innego. Polska bardziej niż jakikolwiek inny kraj, może oprócz państw bałtyckich, wypełnia swoje zobowiązania sojusznicze i oklaskuję ją za to - skomentował senator z Iowa, wskazując na inwestycje Polski w obronność i zaangażowanie kraju w Afganistanie. - Cieszę się, że miałem w tym swój udział - dodał. W podobnym tonie wyraziła się reprezentująca stan Maine Collins, dziś wiceszefowa najważniejszej w Senacie komisji ds. budżetu. - Nie ulega wątpliwości, Polska udowodniła, że jest bardzo wartościowym, modelowym członkiem Sojuszu - powiedziała polityk.

Podkreśliła, że Polska dobitnie udowadnia to obecnie swoją postawą wobec wojny na Ukrainie. - Szczególnie podziwiam odpowiedź Polski na to, co się stało na Ukrainie, a zwłaszcza to, jak wielu uchodźców przyjęli Polacy. Podjęliśmy wtedy dobrą decyzję - dodała.

Autorka/Autor:bż/adso

Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: Ministerstwo Obrony Narodowej